Piotr Gociek: Jest z nami prezes Instytutu Pamięci Narodowej Jarosław Szarek. Witam serdecznie, panie prezesie, dzień dobry.
Jarosław Szarek: Dzień dobry państwu.
Gdzie pan był 4 czerwca 89 roku?
W komisji wyborczej jako przedstawiciel Komitetu Obywatelskiego Solidarność.
Która to była komisja?
To była w Czechowicach–Dziedzicach chyba komisja nr 4, już nie pamiętam.
Wszystko bez zakłóceń, bez prowokacji przebiegło? Smutni panowie zaglądali czasem do środka i patrzyli?
Nie, nie zaglądali. Byliśmy chyba w dwie osoby tylko i miny tych osób, które prezentowały stronę komunistyczną, po tym, jak w nocy zostały wysypane głosy, to był okręg na Górnym Śląsku, więc było trzech senatorów. Wybory do Senatu to były kartki w różowym kolorze, natomiast pozostałe w białym, i te senackie najszybciej się liczyło. Tam było 3 kandydatów: mecenas Piotrowski, Andrzej Wielowieyski, August Chełstowski. I po tym najszybciej było widać bardzo szybko wynik wyborów, ponieważ te kupki były kilkakrotnie większe do Senatu. Więc jak był taki wynik do Senatu, to można było przypuszczać, że pozostali kandydaci, tam jeden był do Sejmu, w ramach tych 35% też będzie podobny wynik, że to jest ogromne zwycięstwo, niesamowita radość i satysfakcja.
Czuł pan już po tym... Miał pan takie poczucie, że to jest ten moment, że teraz już pójdzie jakoś?
Waga przełomu na pewno jakaś była wtedy, niezwykła radość, niezwykłe nadzieje, bo to był czas... Ja pamiętam jeszcze tę kampanię, to wcale ten wynik nie był taki przesądzony. Pamiętam jeździliśmy po małych wioskach, po mszach było spotkanie gdzieś tam zawsze w salce katechetycznej, przedstawialiśmy kandydatów, mówiliśmy, jak głosować, że listę krajową skreślamy całą. I nie było jakiegoś entuzjazmu czy gdzieś w małych miasteczkach, jak stoliki były rozłożone, pojedyncze osoby podchodziły, brały ulotki Komitetu Obywatelskiego Solidarności. To nie było wiadome, dlatego zaskoczenie było bardzo duże.
A ja pamiętam, że i po wyborach, kiedy już były znane wyniki, to zresztą też we wspomnieniach z tamtego czasu można znaleźć, że też ta radość była przemieszana z taką niepewnością i takim lękiem. Niektórym się wydawało, że poszło tak jednoznacznie, że teraz władza będzie coś z tym musiała zrobić, że może sięgnąć po jakieś wyjątkowe środki, że to może się odwrócić, że ryzyko cały czas jest gigantyczne.
Takich nastrojów na pewno nie było wśród ludzi, wśród zwykłych ludzi. Ci, którzy... Wśród tych, którzy po raz pierwszy od 80 roku, od tych 16 miesięcy Solidarności mogli się wypowiedzieć, to była odpowiedź na te lata represji, gwałtów, upokorzeń. Dzisiaj wiemy, że to z kierownictwa, ówczesnego kierownictwa Komitetu Obywatelskiego wyszły takie polecenia, żeby ostudzić te nastroje, żeby nie było triumfalizmu, przede wszystkim żeby nie było radości. Niedawno czytałem...
To co, żeby nie prowokować drugiej strony, tak?
Tak, tak, to znaczy nie prowokować, no. Nie wiem, czy druga strona była w stanie rzeczywiście powtórzyć siłowe rozwiązanie...
Ja myślę, że druga strona...
Był czas pieriestrojki i to jest, myślę, duże takie zaniechanie polityków Komitetu Obywatelskiego w tym czasie, że oni nie wymusili tutaj zmian ze strony... ustępstw ze strony komunistów, tylko była ta słynna wypowiedź profesora Bronisława Geremka: „Pacta sunt servanda”.
Ano właśnie, bo 30 lat transformacji to jest też 30 lat sporu politycznego o ocenę i znaczenie 4 czerwca. Myślę, że dużo łatwiej jest o tym rozmawiać, kiedy jednak rozdzielimy kwestię na dwie części, to znaczy jedna rzecz to jest to, że do przełomu jednak doszło, do momentu, w którym Polacy w Senacie w całości, w Sejmie niestety nie, mogli swoją kartką powiedzieć „nie” komunizmowi, a druga kwestia to jest to, czy wykorzystano czy nie wykorzystano, czy zbyt szybko zrezygnowano, czy za mało odważnie postępowano dalej już po tym przełomie, jakim był 4 czerwca 89 roku.
Tylko musimy... Dzisiaj mamy ten komfort, że możemy z perspektywy patrzeć na ten dzień, na te wydarzenia. Przecież ten 4 czerwca to zgoda strony komunistycznej na te w 35% wybory do Sejmu wolne i w stu procentach do Senatu, była elementem większego procesu. Po wizycie papieskiej, po 16 miesiącach Solidarności było wiadome, że nie da się utrzymać monopolu władzy komunistycznej. I ta wiedza dotarła już na Kreml, że na bagnetach nie da się rządzić. Stan wojenny się nie powiódł, połowa lat 80 z Moskwy wychodzi sygnał: pieriestrojka, głasnost’, ten system trzeba w jakiś sposób przebudować. W jaki sposób? Dokooptować część opozycji, wtedy w Polsce najbardziej zorganizowanej. To Gorbaczow wyraźnie wskazywał: Polska ma być tym laboratorium pieriestrojki. Dokooptowanie części opozycji, w ten sposób władza komunistyczna zyskuje w jakimś stopniu większą legitymizację. Natomiast istotą tych zmian nie było przecież stworzenie wolnej, niepodległej Polski. Analitycy pezetpeerowscy przecież nie zakładali takiego wyniku wyborów. Wszystkie jakieś sondaże, przewidywania wskazują, że to będzie połowa tego, co będzie do zdobycia...
Ale to tym ważniejsze okazało się znaczenie tych kartek do głosowania, których Polaków użyli.
Oczywiście. I to było już... Gdy te przewidywania, że to będzie jednak w takiej skali zwycięstwo, tak wyraźnie powiedziane „nie systemowi komunistycznemu”, że lista krajowa przecież zostanie całkowicie skreślona, czyli ta lista, na której byli ci najważniejsi przedstawiciele władzy komunistycznej (...) stanu wojennego ona zostanie wykreślona całkowicie mimo głosom kierownictwa. To tutaj kompletnie ten plan zaburzyło, ponieważ Polacy uzyskali głosy. I to było...
I chce pan powiedzieć...
...te kilkanaście godzin 4 czerwca, gdzie ludzie wrzucali kartki do urn wyborczych, odzyskaliśmy podmiotowość.
I myśli pan, że wrzucając te kartki, byli właśnie odważniejsi w swoich oczekiwaniach niż ci, którzy później dość wstrzemięźliwie do dalszych zmian podeszli? Ja tak patrzę teraz na ten cytat, to właściwie niemal śmiejąc się w twarz Włodzimierz Czarzasty komentował słowa Frasyniuka o pokonaniu komunistów takim zdaniem dwa lata temu niecałe: „Drogi Władysławie Frasyniuku, żeście komunistów pokonali? No nie. Wyście się z nami dogadali”, podkreśla Czarzasty.
No bo taka była istota przecież tego, co stało się w 89 roku. Wczoraj Instytut Pamięci Narodowej honorował wiele osób, którym zawdzięczamy dzisiaj niepodległą Polskę Krzyżami Wolności i Solidarności, i z tej okazji zorganizowaliśmy dyskusję z udziałem dysydentów z całego bloku wschodniego od Gruzji po Litwę, po Ukrainę. I oni mówili jednym głosem po pierwsze że jak wielką rolę odegrała Solidarność, Polska, jaką byliśmy inspiracją dla nich. Ale tutaj wszyscy się z tym zgadzali, że to zostało potem, po 89 roku jak gdyby wyhamowane, niedokończone. Polska była przez lata liderem przemian, punktem odniesienia, papież, Solidarność, a po 89 to zostało wszystko wyhamowane.
No, okazało się, że ostatnie wolne wybory zdążyły być wcześniej przeprowadzone w innych krajach naszego regionu.
Jeszcze dzisiaj to, co wiemy dzisiaj już, co nie było wtedy wiadomo, na tym 4 czerwca z 89 roku kładzie się cieniem ten 4 czerwca z 1992 roku i obalenie rządu Jana Olszewskiego.
Jarosław Szarek, prezes Instytutu Pamięci Narodowej, był gościem Sygnałów Dnia i radiowej Jedynki. Dziękuję bardzo.
Dziękuję państwu.
JM