Polskie Radio

Sygnały Dnia 7 sierpnia 2019 roku, rozmowa z Tomaszem Siemoniakiem

Ostatnia aktualizacja: 07.08.2019 08:15
Audio
  • Tomasz Siemoniak o listach wyborczych KO: mamy ciekawe osoby spoza polityki (Sygnały dnia/Jedynka)

Piotr Gociek: Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej, jest gościem Sygnałów Dnia i radiowej Jedynki. Dzień dobry, panie przewodniczący.

Tomasz Siemoniak: Dzień dobry państwu.

Wiemy już, że wybory oficjalnie ogłoszono na 13 października. Dobra pora? Zła pora? Jedni mówią: „Za wcześnie”, inni mówią: „Za późno”. Ale przecież tak czy inaczej dla wszystkich taka sama – i dla małych, i dla dużych.

Tak, oczywiście. Dziwię się tej dyskusji, bo prezydent miał prawo w tym terminie wyznaczyć termin wyborów, więc różnica kilku tygodni tutaj nie ma większego znaczenia. Może tylko niektóre uzasadnienia ze strony obozu rządzącego, że krótsza kampania to lepiej, bo trzeba tu pracować, tak trochę mi pobrzmiewają Peerelem, że weźcie się do pracy, nie dyskutujcie. Natomiast termin jest zgodny z ordynacją, termin konstytucyjny. Spodziewaliśmy się tego od dawna, przecież premier Morawiecki już na początku lipca tę datę wymieniał. Więc tutaj jakiegokolwiek zaskoczenia nie ma.

Tak czy inaczej ten kalendarz teraz jest napięty, jak to zwykle przed wyborami bywa. Termin rejestracji komitetów wyborczych – 24 sierpnia, później do 3 września trzeba listy kandydatów zgłosić do okręgowych komisji wyborczych. To może być trudne z dwóch powodów: po pierwsze trzeba zebrać podpisy, po drugie – tam, gdzie są koalicje, a Platforma Obywatelska też tworzy koalicję, no to jeszcze trzeba w uzgodnieniu z innymi partnerami listy ułożyć wyborcze. Kiedy poznamy pełny skład list Koalicji Obywatelskiej?

Na razie jesteśmy najbardziej zaawansowani jako Koalicja Obywatelska, bo już ponad tydzień temu przedstawiliśmy czołówki list, czasami to nawet aż do 10 kandydatów na danej liście. PiS pokazał po 1 kandydacie, inne komitety jeszcze pracują nad tym. Więc to jest kwestia, myślę, najbliższych 10–14 dni. To jest jednak 41 okręgów, czasami to jest ponad 20 osób, 20 kandydatów. Jest z kogo wybierać. Tutaj trwają rozmowy. Mamy też ciekawe osoby spoza polityki – społeczników, rozmawiamy z samorządowcami, tak że te listy będą równie mocne, jak te czołówki, które pokazaliśmy w ubiegłym tygodniu.

Na razie niewielu tych samorządowców. Nawet niektórzy komentatorzy wytykają Platformie, że miało być ponadpartyjnie i samorządowo, a wcale tak nie jest.

Jest prezydent Rzeszowa, pan Tadeusz Ferenc, myślę, że to jest bardzo mocna postać, taki symbol samorządu, wiele kadencji Rzeszów, miasto niekwestionowanego sukcesu pod wieloma względami, tak że to jest bardzo spektakularne. Spodziewamy się kilku kandydatów na senatorów właśnie wskazanych przez samorządowców. A i na naszych listach bardzo wielu samorządowców też się znajdzie, tak że tutaj w sztabie są: prezydent Sopotu Jacek Karnowski, prezydent Gliwic pan Zygmunt Frankiewicz, i oni dbają o to...

Ale oni, rozumiem, nie kandydują (...).

Oni dbają o to, żeby sprawy samorządu i samorządowcy byli dobrze reprezentowani.

Bogdan Zdrojewski będzie kandydował do Senatu z Koalicji Obywatelskiej?

Na razie zgłosił się sam, przyjęliśmy tę decyzję dobrze, bo przez wiele miesięcy twierdził, że nie będzie kandydował ani do Sejmu, ani do Senatu. Miał propozycję, żeby otwierać listę Koalicji Obywatelskiej poselską we Wrocławiu, nie przyjął tej propozycji. I zobaczymy. Etap senacki nie tylko dla Koalicji Obywatelskiej jest jeszcze sprawą otwartą, nie przesądziliśmy o jakiejkolwiek kandydaturze.

Adrian Zandberg, lider Razem, mówił wczoraj w Sygnałach Dnia w radiowej Jedynce, opowiadając o tym, jak komitet wyborczy Lewica układa swoje listy, mówił o tym, że propozycja, aby powstał pakt senacki, by we wszystkich senackich okręgach był 1 wspólny kandydat opozycji, że ta propozycja jest na stole, że rozmowy zaczynają się już na ten temat z PSL-em, ale ze strony Koalicji Obywatelskiej nie ma na razie odzewu. Będą ci wspólni kandydaci, czy jednak osobni?

Bardzo dawno temu, jeszcze gdy była Koalicja Europejska w wyborach do Parlamentu Europejskiego, mówiliśmy o tym, że cokolwiek się zdarzy jesienią i czy będzie koalicja sejmowa, czy nie, to do Senatu trzeba iść wspólnie. Tak że jesteśmy jak najbardziej za tym. Natomiast – tak jak mówiłem wcześniej – trzeba poczekać na listy poselskie, listy sejmowe, nowy blok czy lewica jeszcze nie pokazała list, nie wiadomo, kto będzie kandydować. I wszystko będzie miało swój czas. Bardzo jesteśmy zainteresowani tym, żeby był jeden kandydat opozycji do Senatu, i z tego, co wiem, to w wielu regionach, w wielu okręgach wyborczych takie wstępne rozmowy się toczą. Ludzie mniej więcej wiedzą, kto ma największe szanse, i myślę, że gdy zamkną wszyscy listy poselskie, będzie chwila na to, żeby dogadać się co do Senatu. To są wybory trudne, jednomandatowe i trzeba do nich zupełnie inaczej podchodzić niż do wyborów sejmowych.

Dwa słowa o kontrowersyjnych nazwiskach. Stanisław Gawłowski znajdzie się na listach do parlamentu albo do Senatu Koalicji Obywatelskiej?

Nie ma go na listach sejmowych, tam w okręgu wyborczym, gdzie kandydował, listę otwiera Sławomir Nitras. Co do Senatu, nie ma jeszcze żadnych decyzji, tak że tutaj nie chcę się na ten temat wypowiadać.

Mirosław Drzewiecki, Roman Giertych, Krzysztof Kwiatkowski – takie nazwiska też się w spekulacjach pojawiają.

Nie ma tych nazwisk na listach sejmowych, sprawy Senatu są otwarte i tutaj znam najrozmaitsze spekulacje, natomiast mówię, póki... Nawet nie było jeszcze na ten temat dyskusji w naszych władzach, jeśli chodzi o kandydatów do Senatu.

A pan by z otwartymi ramionami powitał Romana Giertycha jako kandydata wspólnego do Senatu?

Nie chcę tutaj... Widzę jego zalety i wady, cenię go za rozmaite działania, natomiast w gruncie rzeczy poza tutaj różnymi wypowiedziami ludzi, którzy mu bardzo sprzyjają, publicznymi, którzy chcieliby, żeby on kandydował, to nie wiem, jaka tutaj jest jego taka ostateczna wola. Kandydował w 2015 roku bez powodzenia, jest ważną postacią tutaj w polskiej polityce, ale wydaje mi się, że do kandydowania do Senatu z poparciem Koalicji Obywatelskiej tutaj jest dość daleko.

Centralne Biuro Antykorupcyjne zawiadomiło prokuraturę w sprawie oświadczenia majątkowego posła Sławomira Neumanna. Zarzuca mu pominięcie w tym oświadczeniu jednego z samochodów. On odpowiedział wczoraj, że traktuje to jako sprawę czysto polityczną i że nie wyklucza wstąpienia na drogę sądową. No ale takie prawo CBA, żeby kiedy ma wątpliwości, zawiadomiło prokuraturę i takie obowiązki prokuratury, żeby takie zawiadomienia sprawdzać.

No tak, ale kontekst tej sprawy jest dość jednoznaczny. Cały kraj huczy od afery z lotami marszałka Kuchcińskiego, gdzie wojskowym samolotem latała sama jego żona, gdzie to są miliony złotych, wszyscy tym się zajmują i nagle – co zwykle jest w takim sposobie działania PiS-u i CBA – szuka się czegoś, co mogłoby odwrócić uwagę. Przyznam, przeczytałem bardzo mętny komunikat CBA w tej sprawie i naprawdę nie rozumiem, o co im w tej sprawie chodzi – czy o to, że stary samochód kupiła córka komuś innemu, członkowi rodziny. Sam przewodniczący Neumann wydał oświadczenie w tej sprawie, przedstawiał wyjaśnienia do CBA. I tutaj wydaje mi się, że w sytuacji, gdy mamy niejasności z działkami premiera Morawieckiego, przewidywaniem majątku, milionami, zaginiona stodoła luksusowa ministra Szyszki, wiele rzeczy, minister Dworczyk, który dwanaście razy się pomylił czy zataił coś w oświadczeniu majątkowym, nagle po to, żeby stworzyć wrażenie, że tu nie kraj żyje aferą Kuchcińskiego, to się wskazuje Neumanna.

No, pan teraz w jednym zdaniu też pięciu wrzutek dokonał, a zarzuca CBA, że to ono na siłę szuka powodów do dyskusji. Ale zauważmy, że jednak pokłosiem sprawy marszałka Kuchcińskiego jest: zmiana wewnętrznych regulaminów w Kancelarii Rady Ministrów, zmiana instrukcji HEAD, doprecyzowanie przepisów, uregulowanie sposobu płatności członków rodziny, tam, gdzie jeszcze tego nie zrobiono, w najbliższych dniach, to będzie uczynione, tak deklarował wczoraj rzecznik rządu Piotr Müller w Sygnałach Dnia. To, jak rozumiem, chyba dobrze, że do takich zmian dochodzi.

Panie redaktorze, szanowni państwo, zasady zostały złamane. Jeżeli potem się te zasady zmienia, żeby mogli latać członkowie rodziny, no to ja w tym żadnego sukcesu nie widzę. A problemem głównym w tej chwili nie są loty marszałka Kuchcińskiego czy jego żony, tylko jego wiarygodność. Jeżeli on w poniedziałek skłamał na konferencji prasowej, że żona, co samo w sobie jest skandalem, poleciała rządowym samolotem bez niego i to było zdecydowane w ostatniej chwili, a potem się okazuje, że zamówienie było wcześniej, to mamy do czynienia z głęboką patologią. I to, że on mówi: „Przepraszam tych, którzy są urażeni”, spóźnione przeprosiny...

I wpłaca pieniądze.

...i wpłaca pieniądze, to znaczy kompletnie nie zmienia to faktu, że druga osoba w państwie publicznie kłamie. I każdego dnia ukazują się nowe doniesienia. Teraz słyszymy, że latali w ogóle posłowie PiS z żonami...

Ukazuje się, ale zauważmy też, panie pośle, że ukazują się nowe doniesienia, które potem są weryfikowane, i okazuje się, że nie zawsze są prawdziwe, bo było doniesienie o tym, że zniszczono dokumentację w sprawie lotów, a potem nagle pełna dokumentacja na stronie Sejmu się ukazała. Więc to nie jest też tak, że...

Nie, panie redaktorze, no...

...że każde doniesienie prasowe nagle tu się okazuje prawdziwe.

Oczywiście, natomiast...

Wstrzemięźliwie je cytujmy.

...jeżeli prasa podaje dokładnie druki, jakie były drukami zamówień na lot żony marszałka Kuchcińskiego, a tenże marszałek twierdził, że to była sytuacja niezamówiona, a kilka tygodni temu Centrum Informacyjne Sejmu twierdziło, że nie było takich lotów, że to jest nieprawda, to mamy ogromny problem po prostu z wiarygodnością. I za ogromne pieniądze przeznaczone na wojsko kupiono samoloty dla VIP–ów naprawdę nie po to, żeby żona marszałka Kuchcińskiego sobie latała na trasie Warszawa–Rzeszów.

To à propos samolotów dla VIP–ów...

To się nie broni i tego nikt nie kwestionuje.

...mam dla pana taki cytat. W roku 2011, kiedy Wprost napisał o tym, że Donald Tusk 175 razy latał z Warszawy do Gdańska, Super Express doliczył się innych 90 lotów, padło takie zdanie: „Jeśli chodzi o latanie samolotem, premier ma takie prawo, każdy ma prawo być w swoim domu, to jest prawo premiera. Nie można przyjąć, że każdy, kto jest premierem, musi mieszkać w Warszawie. Ja bym z tego sprawy nie robił”, tak mówił Jarosław Kaczyński w 2011 roku, komentując tę sytuację...

Tak samo znam tę wypowiedź...

Osoby najważniejsze w państwie mają w ramach wykonywania obowiązków prawo do latania.

Ale nie marszałek Sejmu. Donald Tusk po krytyce przestał latać samolotem do Gdańska. Natomiast ja widzę zasadniczą różnicę między prezydentem i premierem a marszałkiem Sejmu, który co tydzień lata albo nawet częściej, lata na imprezy typu otwarcie boiska do badmintona. Znaczy prowadził kampanię wyborczą czy wykorzystywał środki państwowe do kampanii wyborczej, bo to są z kolei dzisiejsze informacje, ile tych lotów było w kampanii samorządowej. Więc ta sytuacja jest nie do obrony. I naprawdę PiS ma z tym ogromny problem. I gdyby stanęli w prawdzie od razu i powiedzieli, co było, byłoby zupełnie inaczej, a tak to mają serial, który zatapia pana Kuchcińskiego.

Mówił Tomasz Siemoniak, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej, gość Sygnałów Dnia i radiowej Jedynki.

Dziękuję bardzo.

JM