Polskie Radio

Rozmowa dnia: Wiesław Gałązka

Ostatnia aktualizacja: 16.07.2013 15:30

Zuzanna Dąbrowska: Wbrew państwa deklaracjom o tym, co państwa denerwuje lub nie, będziemy rozmawiać o polityce. Nasz gość jest w studio we Wrocławiu Wiesław Gałązka, dzień dobry, specjalista od wizerunku politycznego, od wizerunku publicznego.

Wiesław Gałązka: Dzień dobry.

Polaków denerwuje polityka i politycy, a przecież partie, przede wszystkim te partie, które rządzą, które są najważniejsze, najpotężniejsze, bardzo dbają o swój wizerunek, bardzo dbają o to, jak są postrzegane przez wyborców, dzięki nim sprawują władzę. I mam tutaj na myśli Platformę Obywatelską, która właśnie rozpoczęła proces bezpośredniego wyboru swojego szefa, jest dwóch kandydatów, ma to świadczyć o wewnętrznej demokracji. Dobrze robią takie bezpośrednie wybory na wizerunek?

Zacząłbym jeszcze od tego, co pani na początku powiedziała, zanim będziemy mówili o tych bezpośrednich wyborach, mianowicie wspomniała pani, że partie dbają o swój wizerunek. Ja bym się nie zgodził z tym twierdzeniem. Partie jakby posługują się przede wszystkim propagandą. Nazywają to piarem, co jest nieprawdą, posługują się normalnymi, prymitywnymi mechanizmami propagandowymi i to nie jest dbałość o wizerunek. Gdyby partie dbały o wizerunek, to przede wszystkim dbałyby o to, by przez cztery lata podczas kadencji mieć stałą komunikację z obywatelami, natomiast najczęściej ma to miejsce dopiero w sytuacjach albo kryzysowych, albo przed wyborami. Natomiast wracając do sprawy wyborów bezpośrednich, jest to pewien w tym momencie chwyt Donalda Tuska, który w ten sposób jest w stanie pokonać swoich przeciwników.

Ale mocno chce chwycić właśnie przeciwników czy raczej wyborców za serca?

Ja myślę, że przede wszystkim tutaj celem jest zwycięstwo nad przeciwnikami swojej partii, bo proszę pamiętać, że prawdziwi przeciwnicy zazwyczaj są dla liderów w ich własnych partiach, więc w tym momencie to ma raczej charakter strategiczny, ten, który ma pomóc utrzymać władzę, a nie nagłaśnianie, że tutaj taka nagle demokracja w takiej partii. Pamiętajmy, że Platforma Obywatelska jest partią wodzowską, tak samo jak partia PiS, jak lewicowa partia. My mamy przede wszystkim partie wodzowskie w tej chwili.

No tak, ale czy bezpośrednie wybory, które są przedstawiane jako narzędzie bardzo demokratyczne i na pierwszy rzut oka rzeczywiście takimi są, nie wzmacniają na tyle pozycji lidera w partii, że z wodza średniego powiedzmy szczebla i kalibru staje się wodzem najwyższym i niepodważalnym. Jeśli jest się wybranym przez 43 tysiące ludzi, tak jak jest to w wypadku Platformy, to to jest wielka siła.

Oj, wierzy pani, że 42 tysiące zdaje się miało być pakietów wysłanych do członków PO?

No, muszę wierzyć, bo ktoś to chyba weryfikuje.

No dobrze, ale czy wierzy pani, że oni wszyscy zagłosują na Donalda Tuska? Ja jestem skłonny tutaj raczej twierdzić, że to zwycięstwo Donalda Tuska nie będzie zbyt druzgocące. Myślę, że dosyć sporo jednak głosów uzyska były minister Gowin, uzyska nawet chociażby dlatego, że są także inni powiedziałbym, konkurenci dla Donalda Tuska, którzy postarają się w tym momencie, wspierając ministra Gowina, zmniejszyć tę przewagę nad przeciwnikiem, czyli nad Gowinem, Donalda Tuska. Oczywiście Donald Tusk należy spodziewać się wygra, ale czy to będzie zwycięstwo druzgocące, śmiem wątpić.

Czy sugeruje pan przez to, że Grzegorz Schetyna, który przecież jest takim rezerwowym liderem Platformy Obywatelskiej, który nie zdecydował się na start w tych wyborach, będzie po cichu wspierał Jarosława Gowina?

A dlaczego by nie? Ja myślę, że jednym z błędów Donalda Tuska było nawet nie to, że niegdyś usunął z rządu Grzegorza Schetynę, tylko to, że do nowego rządu, tego autorskiego nie postarał się go wciągnąć. Więc może nawet tutaj pomijając osobiste jakieś anse, jestem skłonny twierdzić, że Grzegorz Schetyna jako dobry polityk, profesjonalny jest w stanie tutaj idąc trochę na przeczekanie, wesprzeć dzięki swoim członkom przynajmniej w trzech dużych regionach np. właśnie pana Gowina.

A czy taki zabieg, jak rekonstrukcja rządu, bo przecież premier Donald Tusk występuje w dwóch  bardzo ważnych rolach w Polsce, właśnie lidera największej partii, ale przede wszystkim szefa rządu, czy rekonstrukcja gabinetu obiecywana na sierpień, może zmienić sytuację albo zaszkodzić premierowi w tych wewnętrznych wyborach, albo wzmocnić jego wizerunek? Czy rekonstrukcja rządu coś daje, jeśli chodzi o notowania właśnie gabinetu koalicyjnego?

Zazwyczaj sięga się po tego typu narzędzia w sytuacjach, w których już naprawdę nie sposób inaczej odwrócić uwagi od pewnego rodzaju wpadek, bo pamiętajmy, że ten rząd miał być... to jest rząd autorski Donalda Tuska, więc ten rząd miał być takimi uśmiechem PO i jak ja to mówię, okazało się, że gdzieś doszło do takiej paradontozy politycznej, niektóre ząbki nadają się do wymiany właśnie, do wstawienia jakichś nowych, tylko że proszę pamiętać, że cały czas mamy tutaj problem z kadrami. W sumie w ciągu ostatnich 20 lat kadry te rządzące uległy minimalizacji. O ile kiedyś można było mówić o ławach fachowców, o tyle  w tej chwili możemy mówić o jakichś tam taboretach, więc tutaj jest problem.

Ale to dlatego, że wodzowie wycinają konkurencję w partiach? Bo przecież nie tylko w Platformie tak się dzieje.

Jak najbardziej, no tak. I stąd właśnie mamy taką sytuację, że we wszystkich partiach mamy taborety fachowców, a nie ławy fachowców. Proszę sobie przypomnieć, że na początku lat 90., kiedy np. były spekulacje, kto może zostać ministrem jakiegoś resortu, to przynajmniej padały trzy, cztery, pięć nazwisk. W tej chwili to jest raczej, kto nie powinien zostać. I tu się wymienia sporo nazwisk. Ja jeszcze dodałbym jedną rzecz, bo pani tutaj mówi o tych bezpośrednich wyborach. Te bezpośrednie wybory wcale nie wzmocnią Donalda Tuska docelowo, bo proszę pamiętać, że jednocześnie jest to wzmocnienie siły samorządowców, tych członków partii z PO, którzy dziś pełnią funkcje samorządowe, oni czynią to w sposób powiedziałbym niekiedy  może bardziej bolesny niż jest to pokazywane w serialu „Ranczo”. Byłoby...

Mieliśmy referendum w Elblągu chociażby...

Ano właśnie.

...i wiadomo, że to był taki dobry obrazek (...)

W właśnie, właśnie nie, bo ja tutaj twierdzę, że Donald Tusk niepotrzebnie dał swoją twarz do wyborów w Elblągu. Gdyby był przewidującym politykiem, który rzeczywiście chce złapać silną ręką swoją partię, to w tym momencie powiedziałby do samorządowców PO w Elblągu: kochani, nawarzyliście piwa, to teraz je sami wypijcie. Byłaby to czerwona kartka po tych wszystkich wydarzeniach z koalicjantem na Podkarpaciu czy z błędami na Śląsku przy wyborach senatorskich, dałby do zrozumienia, że proszę bardzo, on nie będzie wspierał i dawał swojej twarzy na przedsięwzięcia, które zostały przez kogoś spaprane. Tymczasem on tego nie może zrobić, dlatego że utraciłby w tym momencie poparcie bardzo wielu samorządowców w innych regionach i, jak to się mówi, mamy do czynienia z czymś takim, że malutki szantażyk wzajemny tworzy przyjaciół najlepszych prawda?

Ale to, co pan mówi, skłania chyba do niespecjalnie pozytywnych wniosków, bo jeżeli mamy taki czas przed wyborami, kiedy partie powinny zwierać szeregi, przygotowywać się do tych wyborów, a tu mamy tak: premiera, którego pozycja może się osłabić, już nie mówię o gospodarce, mamy atakującą opozycję, to czeka nas wizerunkowo taki czas chyba nieprzyjemny dosyć.

Mamy to, o czym pani wspomniała na samym początku naszej rozmowy, to znaczy ten wizerunek polityków jest fatalny, po prostu społeczeństwo nie lubi polityki. Do tego doprowadzili sami politycy, oni nie budowali społeczeństwa obywatelskiego. Zresztą świadomie to robili, bardzo wielu polityków wie, że gdyby było społeczeństwo obywatelskie, to ich by nie było już w tym momencie na tych stołkach. Ludzie niechętnie idą do wyborów. Ja obawiam się, że aktualna sytuacja, też potęgowana pewnego rodzaju takim mówieniem, że premier zmęczony, czyli osłabianiem automatycznie, to jest świetny chwyt, prawda, przeciwników Donalda Tuska mówić, że premier już jest wypalony i zmęczony. Więc tego typu komunikacja powoduje, że część ludzi, która nawet popierała Platformę, może nie pójść do wyborów. Im mniejsza będzie frekwencja...

Bo choćby nie wiadomo, co Platforma zrobiła dobrego, to i tak już ta miłość nie wróci, bo odeszła i jak w romansie, nie ma na co liczyć.

No niestety, to tak jak w małżeństwie nieraz bywa, z czasem pożądanie i seks wygasa, zostaje jakby już taka gorycz, prawda?

Bardzo dziękuję za tę analizę.

Dziękuję.

O wizerunkowych kłopotach Platformy rozmawiałam z wykładowcą akademickim Wiesławem Gałązką.

(J.M.)