Redakcja Polska

Apel o upamiętnianie Polaków zamordowanych za pomoc Żydom

25.11.2019 16:43
Uczestnicy zjazdu "Zawołani po imieniu" zaapelowali o upamiętnianie osób ratujących Żydów podczas II wojny światowej. Zjazd odbył się wczoraj w Broku nad Bugiem. Na zaproszenie Instytutu Pileckiego przyjechało stu przedstawicieli wszystkich rodzin osób upamiętnionych.

"Z pewnością takich rodzin jak nasze jest więcej. Nie odkładajmy „wołania po imieniu” na inny czas. Wielu z naszych najbliższych nie doczekało tej chwili, a dla najstarszych z nas jest to być może ostatni moment. Wreszcie nasi rodzice i dziadkowie zasłużyli na to. Bo upamiętnia się bohaterów, a nie zdrajców" - czytamy w liście wystosowanym przez uczestników spotkania.

Napisali też, że nie można zapomnieć o heroicznej postawie ich przodków. "Decyzja naszych rodziców i dziadków była dobrowolna i często spontaniczna. Wynikała z solidarności z prześladowanymi w czasach nienawiści. Zmieniła historię naszych rodzin na pokolenia. Heroiczna postawa naszych przodków została zbrodniczo ukarana, czyniąc nas sierotami - ludźmi brutalnie i gwałtownie pozbawionymi rodziców, dziadków czy rodzeństwa".

Rodziny osób ratujących Żydów podczas II wojny światowej podkreśliły, że postawę swoich przodków uważają za godną wielkiego szacunku. "Wierzymy głęboko, że śmierć naszych rodziców i dziadków nie była daremna, choć w wielu przypadkach nie udało im się nikogo uratować. Dali oni wyraz mężnej postawy chrześcijańskiej. Ich losy są przestrogą przed nienawiścią. Ich przesłanie jest niezwykle ważne dla wspólnot lokalnych, dla Polski, dla Europy i dla świata" - napisano w liście.

W czasie spotkania wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Magdalena Gawin wręczyła odznaki „Zawołani po imieniu”. Otrzymali je obecni członkowie rodzin oraz przedstawiciele zaangażowanych w projekt władz lokalnych i Kościoła, uhonorowani także okolicznościowymi dyplomami.

- Rozmowy z rodzinami pokazały mi, że bohaterska decyzja o wyciągnięciu ręki do potrzebujących Żydów odciskała się na całym późniejszym życiu rodzin ratujących. Nie tylko dlatego, że często w pomoc zaangażowani byli wszyscy członkowie rodziny, a nie sama upamiętniana ofiara mordu. Tragiczna śmierć rodziców oznaczała, że osierocone dzieci nigdy więcej nie doznawały rodzicielskiej miłości, nawet jeśli były wychowywane przez troskliwych krewnych i otaczane życzliwością - podkreśliła Magdalena Gawin.

Podczas Zjazdu naukowcy i archiwiści z Instytutu Pileckiego przeprowadzili warsztaty dla rodzin, które umożliwiły zebranie relacji z tragicznych wydarzeń wojennych oraz podzielenie się późniejszymi, często bardzo trudnymi doświadczeniami osieroconych rodzin.

IAR/dad