X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
Redakcja Polska

45 lat temu Polacy zdobyli pierwszy ośmiotysięcznik - Gaszerbrum II

31.07.2020 15:45
45 lat temu - 1 sierpnia 1975 roku - Leszek Cichy, Janusz Onyszkiewicz i Krzysztof Zdzitowiecki zdobyli Gaszerbrum II (8034 m) w Karakorum i tym samym jako pierwsi Polacy stanęli na głównym wierzchołku jednego z 14 ośmiotysięczników globu.
Gaszerbrum II
Gaszerbrum IIWikipedia

-Pamiętam tę wyprawę jakby to było wczoraj, choć minęło już tyle lat. Niesamowity sukces sportowy polskiego himalaizmu! Zdobyliśmy Gaszerbrum II, który pierwotnie nie był naszym celem, i dziewiczy Gaszerbrum III. Znakomite wyniki osiągnęły kobiety, bo kierownikiem była Wanda Rutkiewicz, jak i męska część ekspedycji - powiedział Cichy, późniejszy zdobywca Korony Ziemi (najwyższe szczyty kontynentów) i uczestnik zimowego wejścia na Everest (8848 m w lutym 1980).

Niepodważalny sukces ekspedycji PZA przyćmiła tragedia, która wydarzyła się w Karakorum na pobliskim Broad Peaku. 28 lipca 1975 wyprawa KW Wrocław w składzie: Bohdan Nowaczyk, Marek Kęsicki, Andrzej Sikorski, Kazimierz Głazek i Janusz Kuliś zdobyła boczny szczyt Broad Peaku – wierzchołek Central położony powyżej ośmiu tysięcy metrów (8011 m), lecz w zejściu trójka himalaistów (Kęsicki, Sikorski i Nowaczyk) zginęła.

- Nie było między nami rywalizacji, kto pierwszy wejdzie na ośmiotysięcznik, zresztą nie mieliśmy kontaktu z wrocławianami, bo Gaszerbrumy są po innej stronie lodowca Concordia. Tragiczną wiadomość przyniosła nam kilkanaście dni po ich wejściu Ewa Abgarowicz, zawodowy fotograf, która pracowała z wrocławską ekipą, a potem dołączyła do nas - podkreślił Cichy.

Gaszerbrum II był jego pierwszym zdobytym ośmiotysięcznikiem. Wówczas 24-latek był najmłodszym uczestnikiem wyprawy, której kierownikiem była Wanda Rutkiewicz, ale miał doświadczenia z wejścia na Sziszpare (7611 m, 1974 r.).

Celem ekspedycji w 1975 roku pierwotnie był tylko Gaszerbrum III, czyli najwyższy siedmiotysięcznik, 15. co do wysokości szczyt ziemi (7952 m), i najwyższy wówczas dziewiczy wierzchołek globu.

Podbój niezdobytego

Idea podboju niezdobytego Gaszerbrumu rodziła się kilka lat, po sukcesie wyprawy olimpijczyka z Rzymu Janusza Kurczaba (oprócz alpinizmu uprawiał szermierkę) na Noszak w 1972 r. Brały w niej udział także kobiety, m.in. Rutkiewicz, która stanęła na szczycie. Komisja sportowa PZA doszła jednak do wniosku, że do Pakistanu, kraju muzułmańskiego, kobiet samych nie można wysyłać i tak do wyprawy dołączyło sześciu himalaistów.

- Wyprawa na Gaszerbrumy – dziewiczy i II rodziła się w naszych głowach po sukcesie na Noszaku. ONZ ogłosiło rok 1975 "Rokiem Kobiet" i wtedy cały pomysł dostał dodatkowego impulsu, choć pojawiły się trudności, m.in. ze zdobyciem pozwolenia na wejście na obydwa wierzchołki, choć ekspedycja otrzymała patronat honorowy żony prezydenta Pakistanu pana Bhutto – wspomniał początki projektu ekspedycji w Karakorum Janusz Onyszkiewicz, alpinista i były minister obrony narodowej.

Na dziewiczym Gaszerbrumie III, na zdobywanie którego wyprawa miała pozwolenie, stanęła czwórka wspinaczy: Rutkiewicz, Alison Chadwick-Onyszkiewicz (była także w gronie zdobywców Noszaka), jej mąż Janusz Onyszkiewicz oraz Zdzitowiecki. Pomysł wejścia na najwyższy niezdobyty wówczas szczyt ziemi był realizacją długofalowego projektu polskiego himalaizmu lat 70. - zdobywania dziewiczych szczytów siedmio- i ośmiotysięcznych. W przypadku tych ostatnich oznaczało to wierzchołki boczne, gdyż te najwyższe – główne - padły łupem alpinistów z innych państw między 1950 a 1964 r., gdy Polacy nie mogli wyjeżdżać w góry najwyższe.

Ciche przyzwolenie

Na Gaszerbrum II zezwolenia władz Pakistanu nie było do ostatniej chwili, ale pakistański oficer łącznikowy, który był przydzielony polskiej wyprawie i miał nadzorować przebieg ekspedycji, przymknął oko na atak szczytowy na drugi szczyt. Sprawy formalne, czyli uzyskanie zezwolenia i wniesienie opłaty, zostały dopełnione post factum w pakistańskim ministerstwie.

- Z Januszem i Krzysztofem weszliśmy na Gaszerbrum II nową drogą; od obozu III przechodząc na grani na stronę chińską, a potem wspinając się ścianą północną, a wróciliśmy klasyczną drogą pierwszych zdobywców. To był więc prawdziwy trawers szczytu. Po nas kilku kolegów także osiągnęło wierzchołek, a sukces podbiły Halina Krueger-Syrokomska i Anka Okopińska zdobywając szczyt w kobiecym zespole jako pierwsze w historii - dodał Cichy.

Wspomina on wyprawę z 1975 r. jako wielkie logistyczne przedsięwzięcie, przygodę, ale i znakomitą lekcję himalajską. O przebiegu ekspedycji opowiada film "Temperatura wrzenia".

- Pokazywał może zbyt wiele emocji i napięć, które oczywiście towarzyszyły wyprawie, zresztą jak każdemu takiemu górskiemu przedsięwzięciu, a zbyt mało mówił o sukcesie i "klimacie" ekspedycji. To było ponad 250 osób i 250 ładunków, wielka logistyka prowadzenia karawany. Były np. strajki tragarzy, które wywracały cały misternie ułożony plan, bo jedzenie było wyliczone na 16 dni dojścia do bazy, a więc każdy postój i opóźnienie oznaczały problem. Tragarzom oprócz jedzenia dawaliśmy też zgodnie z umową, którą negocjowała Wanda i Janusz jako jej zastępca, trampki, skarpety, okulary, świece, zapałki i papierosy - wspomniał Cichy.

Wyprawa trwała prawie trzy miesiące, a powrót okazał się niemniej trudny niż droga w górę.

Podpłomyki na siedmiu tysiącach

- Długo trwało nie tylko przygotowanie ataków szczytowych, ale i przejście, to znaczy znalezienie drogi z bazy do pierwszego obozu przez lodospad Gaszerbrumów, który obecnie uchodzi za trudniejszy niż Icefall pod Everestem. Zejście przez lodowiec Concordia praktycznie na głodno, o jednej zupce w proszku dziennie. Zniknęły bowiem pozostawione przy drodze na powrót nasze beczki z jedzeniem. Patrzyliśmy z zazdrością na tragarzy, którzy z własnej mąki piekli podpłomyki. Oni widzieli w naszych oczach ten głód i mimo skromnych zapasów dzielili się z nami tym lokalnym chlebem - zaznaczył Cichy.

Jak relacjonował, gdy uczestnicy wyprawy dotarli do wiosek położonych poniżej lodowca dojrzewały morele. -Wszyscy rzuciliśmy się na drzewka, choć każdy zdawał sobie sprawę z konsekwencji zjedzenia świeżych owoców po dwóch miesiącach konserwowego menu. Efekt był łatwy do przewidzenia, a najbardziej ucierpiał Krzysiek Zdzitowiecki. Po nocy z kłopotami jelitowo-żołądkowymi wypełznął z namiotu i wyglądał jak cień człowieka. Z powodu odwodnienia stracił chyba z pięć kilogramów - dodał.

Himalaiści zostali nagrodzeni przez władze PRL złotymi medalami za wybitne osiągnięcia. O żadnej wymiernej gratyfikacji nie było mowy.

"Wspinaliśmy się dla chwały polskiego sportu"

- Wspinaliśmy się dla chwały polskiego sportu – tak wtedy mówiono, ale nam to wystarczało. Mogliśmy dzięki wspinaczce wyjeżdżać za granicę, co samo w sobie było w PRL wyróżnieniem i to w dodatku w rejony niemalże dziewicze. Sami wszystko przygotowywaliśmy, od początku do końca. Agencji wysokogórskich zajmujących się logistyką nie było ani w Nepalu, ani tym bardziej w Pakistanie. Wynosiliśmy też sami sprzęt w akcji górskiej, wynajdowaliśmy drogę, poręczowaliśmy zabezpieczając linami najtrudniejsze odcinki. To było prawdziwe zdobywanie gór - podsumował Cichy.


PAP/dad