Port Paengmok w Jindo, położony najbliżej miejsca zatonięcia promu odwiedziła dziś południowokoreańska prezydent Park Gyeun-hie. Wczoraj na morzu, w pobliżu miejsca tragedii, swoich bliskich symbolicznie żegnały ich rodziny. Brak wspólnych uroczystości to wyraz podziałów, które od katastrofy narastają pomiędzy władzami Korei Południowej, a rodzinami ofiar. Te zaś krytykują śledztwo władz. Żądają też podniesienia z dna morza wraku promu. Rok temu w podróż z portu Incheon pod Seulem na wyspę Jeju wybrała się m.in. duża grupa uczniów i nauczycieli ze szkoły średniej w mieście Ansan. To właśnie oni stanowią większość ofiar śmiertelnych. Po dziś dzień nie odnaleziono ciał 9 osób. W chwili katastrofy, kapitan statku znajdował się poza mostkiem. Do znacznej liczby ofiar przyczyniły się też apele członków załogi, którzy wzywali uczniów, aby ci pozostali na swoich miejscach.