Bilans zamieszek przedstawił dowódca sił porządkowych policji w Hamburgu - Hartmut Dudde. "Rannych zostało 476 naszych kolegów. W tym mieliśmy do czynienia: z trafieniem w twarz zapalaną petardą, z obrażeniami w wyniku rzuconego na policjanta z mostu roweru, uderzeniami kamieniami, butelkami" - podsumował policjant.
Dwóch pilotów zostało oślepionych laserowym światłem podczas nocnego patrolu. W sumie do aresztu trafiło 186 osób, 225 osób zostało czasowo zatrzymanych, w stosunku do 37 uzyskano nakazy aresztowań.
Lokalne władze w dalszym ciągu chwalą pracę policji. Ich zdaniem miasto było dobrze przygotowane do szczytu G20, ale rozmiar zamieszek i brutalność bojówek zaskoczyły organizatorów. Policja porównuje zamaskowanych anarchistów z tak zwanego "Czarnego Bloku" do terrorystów.
Rano do Hamburga przybył prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier, by uzyskać informacje o okolicznościach zajść i o tym, jak działały służby odpowiedzialne za zapewnienie bezpieczeństwa. Spotkał się z pracownikami komendy policji. W oświadczeniu dla mediów mówił o niespotykanych od lat aktach przemocy i bezmiarze zniszczeń, których dopuścili się bojówkarze. Frank-Walter Steinmeier bronił też krytykowanej przez wielu decyzji o organizacji szczytu G20 w Hamburgu.
Do najgwałtowniejszych zamieszek dochodziło nocami, kiedy bojówkarze wybijali szyby, plądrowali sklepy, podpalali samochody, ustawiali barykady na ulicach. W kierunku policji rzucali płytami chodnikowymi i koktajlami Mołotowa.
W akcji policjantów wspierali antyterroryści.
IAR/Waldemar Maszewski/Hamburg
Zachęcamy do śledzenia nas na Twitterze. Więcej i najwięcej wiadomości IAR po wykupieniu dostępu do serwisu.