Niegdyś był tu tylko kamieniołom. W latach 60. władze Kairu zdecydowały przesiedlić do Mukattam Koptów - chrześcijan, którzy w Egipcie są mniejszością i przez wiele lat byli uważani za obywateli drugiej kategorii. Przenosiny do Mukattam były dla nich zsyłką. Musieli przeprowadzić się do miejsca w którym nie było niczego i które było traktowane gorzej niż najpodlejsze przedmieścia Kairu.
Koptowie nie poddali się. Wymyślili, że w brudnym Kairze, gdzie odpadki wyrzuca się wprost na ulice przed domem, to właśnie śmieci są sposobem na przetrwanie. Zaczęli zbierać odpady, zwozić je do Mukattam i przerabiać. Z czasem powstały tu fabryki recyklingu, a niektórzy na śmieciach dorobili się mercedesów i niezłych domów. Dzisiaj setki pick-upów wiozących góry odpadów stoją w korkach na wąskich uliczkach Mukattam. Koptowie dostali nawet nagrodę ONZ za recykling.
Do Mukattam przywiózł mnie zaprzyjaźniony Kopt – Hani. Urodził się w Kairze, ale dopiero jako nastolatek przeniósł się do Mukattam. Jak większość mieszkańców zarabia na życie dzięki śmieciom. Jest przedstawicielem „wyższej klasy“, bo nie zbiera śmieci, a jedynie zwozi to, co inni zebrali. „Kiedy tu zamieszkałem, smród był okropny. Urywało nos. Ale po dwóch latach przestało mi to już przeszkadzać“ – mówi Hani. Kiedy pytam go, czy jest szczęśliwy, po namyśle odpowiada twierdząco. Ale potem milczy. W końcu zaczyna opowiadać, jak kilka lat temu pojechał do brata w Paryżu. „Tam wszystko jest takie uporządkowane, czyste. Nawet jak są korki, to bardziej poukładane niż tu w Kairze“ – przyznaje. „Pewnie gdybym nie pojechał do Europy, byłbym bardziej szczęśliwy, bo nie znałbym lepszego świata. Ten Paryż to dla mnie przekleństwo“ – mówi. Większość jego znajomych i sąsiadów nigdy nie była poza Kairem.
Wraz z Hanim jedziemy jego czerwonym Nissanem przez Mukattam. Samochód bez problemu pokonuje pokryte błotem ulice. Mijamy domy, krzątające się na ulicach kobiety i mężczyzn, segregujących zebrane w mieście śmieci. Pomiędzy domami widać góry odpadów, tych drugiej kategorii, najczęściej palonych.
Skręcamy w prawo, gdzie droga wiedzie pod górę. Po kilku chwilach dojeżdżamy do miejscowego monastyru. To zespół kilku koptyjskich kościołów wykutych w skale. Pierwszy z nich zbudowany został przez ojca Szymona, zakonnika, który w 1974 roku trafił do Dzielnicy Śmieciarzy.
To właśnie ojciec Szymon przyprowadził do Mukattam Mario, polskiego rzeźbiarza-amatora, pracującego na wykopaliskach archeologicznych w Egipcie. W ciągu ostatnich lat Mario wykonał w koptyjskich kościołach w Mukattam serię rzeźb i napisów. Choć mieszka w zupełnie innej części Kairu, Koptowie traktują go jak swego, jak jednego z mieszkańców Mukattam. Mario zaprasza mnie do swojej pracowni w podziemiu jednego z kościołów. Opowiada mi o tym, jak tu trafił, jak zachwycił się postacią ojca Szymona. „Pewnego dnia poprosił mnie, abym wyrzeźbił w skałach to, o czym on mówi na kazaniach. Tak to się zaczęło“ – wspomina.
Mario nie mówi tego wprost, ale sam kiedyś zrezygnował ze stosunkowo wygodnego życia w centrum Kairu. Został w Mukattam nie tylko dlatego, że sam jest chrześcijaninem, ale także dlatego, że Dzielnica Śmieciarzy to miejsce bliższe życia. Nieliczne wycieczki, które tu przyjeżdżają, od razu jadą na górę, by zobaczyć monastyr. Mało który przewodnik opowiada o Mukattam, a autobusy z turystami zatrzymują się na wąskich uliczkach tylko, gdy pojawiają się korki.
Koptowie są nieufni wobec obcych. Rozmawiają ze mną tylko dlatego, że cały czas jest ze mną Hani albo Mario. W czasie, gdy Egiptem rządziło Bractwo Muzułmańskie, zaczęły się prześladowania Koptów, a oni sami w coraz większym stopniu nabierali syndromu „oblężonej twierdzy“. Wraz z upadkiem Bractwa to ma się zmienić, ale Koptowie są ostrożni.
Miasto Śmieciarzy jest też swoistą enklawą. W dzielnicy Koptów nie ma stateczków na Nilu, gdzie bogacze mogą rozkoszować się wieczornymi kolacjami, nie ma galerii handlowych czy też poczucia przynależności do narodu egipskiego, jednym z najstarszych wśród Arabów. Jest innego rodzaju duma. Koptowie, choć żyją wśród stosów śmieci, są dumni z tego, kim są i z tego, jak potrafili sobie przed laty poradzić w beznadziejnej sytuacji.
Nie oznacza to jednak, że Koptowie są szczęśliwi. „Jakie jest Twoje największe marzenie?“ – pytam 20-letniego chłopaka, od urodzenia mieszkającego w Mukattam. „Chciałbym założyć rodzinę, mieć bogaty dom i nie zajmować się już więcej śmieciami. Chciałbym przenieść się do jakiejś lepszej dzielnicy i zacząć normalnie żyć“ – mówi.
Wojciech Cegielski, Kair, 12.07.2013