Prof. Jerzy Eisler: nie lubimy dziś mówić o strachu przed wyborami 4 czerwca

Ostatnia aktualizacja: 04.06.2019 10:07
– 30 lat temu często decydowała kwestia, czy ktoś miał więcej wiary, czy lęku – mówił o stosunku do wyborów 4 czerwca prof. Jerzy Eisler, historyk, szef warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Wspomniał, że tego samego dnia miała miejsce masakra na placu Tian'anmen.
Audio
  • Prof. Jerzy Eisler o wyborach 4 czerwca (Salon polityczny Trójki)
Audio
  • Prof. Jerzy Eisler o wyborach 4 czerwca (Salon polityczny Trójki)

Każdego roku ożywa spór o Okrągły Stół, a potem o wybory 4 czerwca. Prof. Jerzy Eisler pytany, czy 30 lat temu Okrągłemu Stołowi towarzyszyły spory i kontrowersje, odparł, że przede wszystkim towarzyszyło mu coś, o czym nie lubimy mówić: lęk, strach czy to wszystko ma szansę, czy nie skończy jakimś rodzajem Tian'anmen.

– To przecież dokładnie ten sam dzień. Jakże inaczej skończyła się próba wybicia się Chin komunistycznych na wolność, na niepodległość – skończyła się masakrą. U nas był happy end. Cokolwiek ktokolwiek powie – że wybory kontraktowe, niedemokratyczne, że układy – to wszystko lepsze niż wzajemne strzelanie do siebie – ocenił gość Trójki.

4 czerwca 1989 - zobacz serwis specjalny

Lęk, jak mówił, był jeszcze w czerwcu, i w trakcie wyborów. – Było wiadomo, że żadna ze stron drugiej nie ufa. Jak zawierać taki kontrakt? Przecież nie kupilibyśmy niczego, nawet samochodu, od kogoś, do kogo nie mamy cienia zaufania. A tu kupowano przyszłość, współudział w przyszłości – mówił.

Niektórzy mówią dzisiaj, że część "Solidarności" miała zaufanie do pewnej części władz. – Może tak było, nie będę się spierał. Natomiast generalnie tego zaufania nie było. A w drugą stronę też. Strona rządowa, partyjna też nie ufała działaczom – Adam Michnik, Jacek Kuroń – to były dla niej diabły wcielone – odparł historyk.

Więcej ważnych informacji i komentarzy znaleźć można na stronach audycji "Salon polityczny Trójki""Puls Trójki" i "Śniadanie w Trójce".

Prof. Eisler mówił także, że w czasie, gdy spotkanie w Magdalence miało miejsce, wiedziano o nim tylko tyle, że było. – Sam traktowałem je jako ucieranie stanowisk w wąskim gronie poza mikrofonami – zaznaczył.

– Rozmowy w Magdalence były bardzo twarde – dodał. Natomiast ta część, w której następował pewien proces fraternizacji, to rzeczywiście coś, co rzuca się pewnym cieniem – zaznaczył. Ale o tym dowiedziano się dopiero jakiś czas po rozmowach.

Przed wyborami 4 czerwca zawarto kontrakt przy Okrągłym Stole, że w Sejmie 35 proc. miejsc ma pochodzić z wolnych wyborów, w których bierze udział opozycja, organizacje niezależne. 65 proc. miejsc jest dla PZPR i ugrupowań satelickich. Całkowicie wolne były wybory do Senatu.

4 czerwca 1989 – zobacz serwis specjalny

Według profesora o sukcesie "Solidarności" przesądziło coś, czego nikt potem nie powtórzył: zasada "tyle mandatów, tyle kandydatów". – To chciałbym znów zobaczyć. Wtedy "Solidarność" na 261 potrzebnych miejsc zdobyła 100 mandatów senackich i 161 poselskich – mówił.

Więcej w nagraniu rozmowy.

***

Tytuł audycji: Salon polityczny Trójki 
Prowadzi: Beata Michniewicz
Gość: prof. Jerzy Eisler (historyk, profesor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki)
Data emisji: 4.06.2018
Godzina emisji: 8.14

agkm/ml

Czytaj także

"Rostowski pokazał, że komisja ds. Amber Gold jest absurdalna"

Ostatnia aktualizacja: 19.07.2018 09:27
– Nie dość, że komisja nie ma pomysłu na to, co robić, to jeszcze zapraszanie byłych polityków czy byłych urzędników poprzednich rządów, tylko dlatego, że są z PO, jest po to, żeby zrobić z tego jakąś polityczną hucpę. Jest to po prostu śmieszne – mówił na antenie radiowej Trójki Grzegorz Schetyna, przewodniczący PO. 
rozwiń zwiń