Bezpodstawne wtargnięcie policji do domu dziennikarki Trójki

Ostatnia aktualizacja: 29.03.2018 17:00
W środę wieczorem do domu naszej redakcyjnej koleżanki bez pukania weszło sześcioro nieumundurowanych funkcjonariuszy policji.
Audio
  • Bezprawne wtargnięcie policji do domu dziennikarki Trójki (Zapraszamy do Trójki – popołudnie)
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne Foto: Shutterstock.com

– Relaksowałam się po pracy, gdy nagle wpadło do domu czterech panów i dwie panie. Nie przedstawili się i dopiero później, zwracając się do mnie po imieniu, powiedzieli, że są z policji. Zakuli mnie w kajdanki i zażądali ode mnie dowodu osobistego. Następnie przeszukano mój plecak, w którym znajdowały się m.in. Trójkowy mikrofon i moja legitymacja prasowa. Nie powstrzymało to panów przed wykonywaniem dalszych czynności. Zaczęło się przeszukanie: wyrzucono wszystkie rzeczy z szaf, zabrano komórki, pendrive'y. Wszystko trwało trzy godziny, po czym pojawił się człowiek, który powiedział, że to pomyłka – opisuje zachowanie policjantów dziennikarka Trójki Anna Rokicińska. Policjanci insynuowali, że jest zamieszana w proceder wyłudzenia kredytów oraz cyberprzestępczość. Działania policji odbywały się na oczach rodziny, w tym – dwójki małych dzieci.

W trakcie wykonywania czynności policjanci zachowywali się agresywnie. Oprócz przeszukania domu, dziennikarka spotkała się także z groźbami ze strony funkcjonariuszy. – Szantażowano mnie mówiąc, że oprócz mnie aresztowany zostanie również mój mąż, a dzieci trafią do policyjnej izby dziecka. Wmawiano mi, że ukrywam coś, że nie chcę niczego powiedzieć. Tymczasem policjanci w trakcie zatrzymania rozmawiali na tematy prywatne i zachowywali się w sposób niekulturalny – dodaje dziennikarka. Po trzech godzinach okazało się, że to pomyłka. Funkcjonariusze poszukiwali kobiety o tym samym imieniu w tej samej miejscowości.

– Przepisy prawa pozwalają przeszukać lokal wyłącznie za zgodą prokuratora. Istnieją sytuacje, w których niezbędne jest, na przykład, przeprowadzenie przeszukania w poszukiwaniu osoby ściganej, ale dotyczy to tylko takich, nagłych przypadków – mówi dr Piotr Kładoczny, specjalista prawa karnego. – Podczas takich czynności przeszukania powinniśmy zawsze domagać się swoich praw. Zawsze powinniśmy zażądać od policjantów, oprócz okazania legitymacji służbowej, jakiegoś dokumentu mówiącego o tym, że takie przeszukanie jest planowane. Sytuacje, w których policjanci nie mają takiego dokumentu, powinny być jednak niezwykle rzadkie – dodaje specjalistka prawa karnego, mec. Joanna Wołek-Łysoń z kancelarii KOLS.

Jak doszło do tej pomyłki organów ścigania? Spytaliśmy o to rzecznik Komendy Wojewódzkiej w Radomiu, Katarzynę Kucharską. – Policjanci z Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą realizują czynności w związku z toczącym się dochodzeniem w sprawie wyłudzeń kredytów na wielka skalę. Wytypowany został adres, gdzie miały znajdować się urządzenia mające służyć do popełniania tych przestępstw. Dlatego wczoraj w godzinach wieczornych weszli oni pod ten adres w celu ujawnienia tych właśnie urządzeń – wyjaśnia rzecznik. – W dniu wczorajszym funkcjonariusze mieli nakaz od przełożonych. Przede wszystkim jednak okoliczności wskazywały na to, że jest pilna potrzeba wykonania takich czynności. Nie mieli przy sobie natomiast nakazu sądowego lub od prokuratora. Ten ostatni zatwierdzi tę czynność po zapoznaniu się z nią. Trudno mówić tutaj o błędzie policjantów. Wszczęte dochodzenie pokaże, czy zachowano wszystkie procedury – dodaje Katarzyna Kucharska.

Do błędu przyznali się tymczasem sami policjanci, którzy brali udział w przeszukaniu. Przeprosili oni za zaistniałą sytuację. Podobnie zrobił też ich bezpośredni zwierzchnik.

Więcej na temat wtargnięcia policji do domu dziennikarki w audycji "Puls Trójki".

***

Tytuł audycji: Zapraszamy do Trójki – popołudnie
Autor materiału reporterskiego: Marcin Pośpiech
Data emisji: 29.03.2018
Godzina emisji: 16.20

ml/mk

Czytaj także

Błędnie skazani. Jak odzyskać utracone lata?

Ostatnia aktualizacja: 20.03.2018 19:00
Historia dwóch mężczyzn wypuszczonych po kilku latach z aresztu śledczego. Każdy z nich trafił tam mimo braku przekonujących dowodów winy, tylko na podstawie zeznań innej osoby.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Czy pomyłki sądowe można w ogóle wyeliminować?

Ostatnia aktualizacja: 26.03.2018 14:00
Tomasz Komenda, niesłusznie skazany spędził w więzieniu 18 lat. Sąd Okręgowy we Wrocławiu zdecydował o wykreśleniu go z rejestru gwałcicieli.
rozwiń zwiń