Katarzyna Meloch – dziewczynka, która przeżyła getto. Reportaż "W czepku urodzona" [POSŁUCHAJ]

Ostatnia aktualizacja: 29.07.2021 19:00
W wieku 89 lat zmarła Katarzyna Meloch, dziewczynka, która przeżyła getto. Podczas wojny straciła rodziców, przechodziła z jednego domu dziecka do drugiego i uratowała się dzięki siostrom zakonnym. 
Katarzyna Meloch
Katarzyna MelochFoto: archiwum domowe

Posłuchaj
12:57 PR3_MPLS 2021_07_29-18-40-10_reportaż.mp3 "W czepku urodzona" (Reportaż/Trójka)

 

– Moje przeżycia i doświadczenia były delikatne i mniej straszliwe niż reszty ludzi. Nigdy nie widziałam, żeby kogoś mordowano czy wsadzano do pociągu do Treblinki. Wobec tego żyłam bardzo beztrosko. Moi rodzice byli naiwni politycznie. Nie wierzyli, że dojdzie do wojny niemiecko-sowieckiej. Wysłali mnie na obóz letni do Białegostoku. W tym czasie wybuchła wojna. Gdy wróciłam, mojego ojca już nie było. Został powołany do sowieckiego wojska. Nie wiem, gdzie i jak zginął. Nie znałam szczegółów i nigdy tego nie drążyłam. Miałam wtedy dziewięć lat. Mama uprzedzała mnie, że prawdopodobnie przyjdą po nią Niemcy. Nie rozumiałam, co się za tym kryje. Myślałam, że być może będą chcieli ją o coś zapytać i czegoś się dowiedzieć. Było mi smutno, ale nie rozumiałam tego jako straty. Nie miałam pojęcia, że oni nie żyją. Tak było ze wszystkimi stratami, jakich doświadczyłam. Żadna z nich nie wyglądała mi na ostateczną. Być może właśnie to było dla mnie środkiem fałszywego bezpieczeństwa – opowiadała Katarzyna Meloch. 

– Mama nigdy nie była oczkiem w głowie i najważniejszym dzieckiem w domu. Jej rodzice nie byli aspołeczni, ale stanowili zakochaną w sobie parę. W dodatku mieli własne zainteresowania. Mama nie czuła aż takiego przywiązania, jak inne dzieci. Dzięki temu też nie tęskniła mocno. Gdy nagle zabrakło rodziców, opiekowali się nią sąsiedzi i różne instytucje, a ona znalazła sobie swój własny świat – dodała córka. 

– Znalazłam się w żydowskim domu dziecka w getcie białostockim. Panował tam straszny głód, a ja byłam zdana na siebie. Nikt nas nie pilnował, dlatego biegałam po całym mieście. Nasze opiekunki miały dużo na głowie. Wykorzystywałam to i codziennie opuszczałam zakład, by biegać po części gettowej. Jednego dnia spotkałam dziecinną przyjaciółkę. Okazało się, że mieszka vis a vis domu dziecka. Wraz z rodzicami zaczęła mnie zapraszać na obiady. Innego razu spotkałam przyjaciółkę mojej mamy. Ona również mnie zaprosiła. To było bardzo praktyczne. Niestety nie byłam dzieckiem, które chętnie się dzieliło. Dziś wydaje mi się to okropne. Miałam koleżankę, która poprosiła mnie o kromkę chleba. Nie podzieliłam się. Wolałam zjeść sama – wspominała. 

– Z Białegostoku trafiłam do Warszawy. Moja mama, spodziewając się najścia Niemców, tłumaczyła mi, że jeśli przepadnie, muszę skontaktować się z jej bratem, Jackiem, który mieszkał w stolicy. W tamtym czasie były kobiety, które za pieniądze przewoziły do wielu miast żydowskie dzieci, jako polskie. Pamiętam, ze nikt nas wtedy nie skontrolował. Dzięki temu udało mi się odnaleźć wujka – dodała. 

Rozmowa z Katarzyną Meloch oraz jej córką, została zarejestrowana w 2018 roku. 

***

Tytuł reportażu: W czepku urodzona
Autor reportażu: Dorota Boniecka-Górny
Data emisji: 29.07.2021
Godzina emisji: 18.40

zch

Czytaj także

Dwie siostry i górska przystań [POSŁUCHAJ]

Ostatnia aktualizacja: 27.07.2021 19:15
Siostry Izabella i Katarzyna Hudziak prowadzą schronisko Markowe Szczawiny u stóp Babiej Góry w Beskidzie Żywieckim. Mimo pracy w trudnych warunkach górskich nie boją się wyzwań i nie zrażają przeciwnościami losu. Obiekt przejęły po śmierci swoich rodziców i nie wyobrażają sobie życia w innym miejscu.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Niezwykły zakład szewski na mapie Warszawy. Reportaż "U szewca Bena" [POSŁUCHAJ]

Ostatnia aktualizacja: 26.07.2021 19:00
W czasie pandemii z map polskich miast zniknęło wiele małych punktów usługowych. Tak też stało się z zakładem szewskim pana Bena. Przez lata miejsce odwiedzało wielu znanych ludzi ze świata kultury i sztuki. Dla wielu warszawiaków to koniec pewnej epoki. Pan Ben był nie tylko szewcem, a jego skład dla wielu stanowił miejsce magiczne.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Reportaż o szkole strachu i łapówkarstwa [POSŁUCHAJ]

Ostatnia aktualizacja: 28.07.2021 19:15
To najprawdopodobniej największa afera łapówkarska w polskiej szkole. Barbara R., dyrektorka Szkoły Policealnej nr 2 Pracowników Medycznych i Społecznych w Białymstoku, przez 10 lat wymuszała łapówki od swoich pracowników: brała "prowizje" za zatrudnienie, kazała dzielić się przyznanymi premiami. Pracownicy szkoły szukali pomocy u ówczesnych podlaskich władz - marszałka i kuratora - jednak jej nie otrzymali. Dopiero wtedy przemogli strach przed pazerną dyrektorką i zgłosi sprawę organom ścigania.
rozwiń zwiń