- To nie znaczy, że teraz nie mogłem przeczytać 5 tomów Miłosza. Wziąłem je i powiedziałem szczerze, że jeśli będę miał poczucie, że to ogarnę i to po swojemu - będę chciał to wydać – opowiada Mozil. Rezultatem jest płyta "Czesław Śpiewa Miłosza".
Dlaczego właśnie Miłosz? – Rodzice kupili mieszkanko w Krakowie, na małej uliczce Bogusławskiego. Jak wychodzę z bramy, widzę szyld, że tutaj mieszkał Miłosz ostatnie dziesięć lat. Panowie, co piją piwo na rogu, pamiętają poetę, on tam żył. Ja nazywam się Czesław. Jak mogło być inaczej? – podkreśla muzyk.
Mozil do tworzenia płyty podszedł bardzo egoistycznie. - Znalazłem to, co mi pasowało, i chciałem zrobić to bardzo, bardzo po swojemu. Kontynuuję mój teatralny pop – przyznaje. Nowe wykonania utworów poety nie wiążą się jednak ze zmianą tekstów. – Potrzeba było pokory. Bardzo dostosowywałem się do tych wierszy. Tylko "Walc" jest skrócony przez koleżankę.
W rozmowie z Justyną Dżbik artysta mówi także o wyjątkowym teledysku, który promuje krążek. W opisie klipu czytamy: Z połączenia ferii dźwięków w wykonaniu duńskich multiinstrumentalistów i poezji Czesława Miłosza powstał intrygujący świat. To historia mieszkańców starej, zrujnowanej fabryki zahipnotyzowanych przez piękne syreny. Mężczyźni i kobiety zwabieni czarem tajemniczych nimf przepadają w odmętach pobliskiego mokradła płacąc za chwilę szczęścia najwyższą cenę.
Szczegóły w dźwięku i wideo z rozmowy.
pg