X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Kultura

"Miłość na Krymie" w Teatrze Narodowym

09.05.2007
0 0 0
"Miłość na Krymie" jest przykładem tego, że czasem warto poczekać nawet kilkanaście lat, by móc zrobić przedstawienie według własnych wyobrażeń.

''

Miłość na Krymie Jerzego Jarockiego w Teatrze Narodowym jest przykładem tego, że czasem warto poczekać nawet kilkanaście lat, by móc zrobić przedstawienie według własnych wyobrażeń, a nie według tego, jak wolno je zrobić w danym momencie.

Na Miłości na Krymie w Teatrze Narodowym spotkało się dwóch wielkich twórców, niemal równolatków – Mrożek i Jarocki. Jarocki reżyserował dramaty Mrożka od 1958 roku, kiedy to wystawił Policję. Od tamtej pory zrobił około 10 przedstawień na podstawie tekstów tego autora. Musiało jednak upłynąć wiele lat od czasu poprzedniego zamiaru wyreżyserowania Miłości..., by powrócić do tego dramatu. Po dokładnie trzynastu latach Jerzy Jarocki zrealizował Miłość na Krymie, która jest trzecim jego przedstawieniem w Teatrze Narodowym. Gdy po dwóch przedstawieniach na podstawie tekstów Gombrowicza na deskach Teatru Narodowego reżyser powrócił do Mrożka, zdaje się, że to koniec rozrachunków z tym autorem. Tu warto dodać, że Miłość... jest jednym z ostatnich dramatów Mrożka. Wystawiając Miłość na Krymie, również Jarocki domyka pewien okres własnej twórczości. Wydaje się, że obaj twórcy mają przeświadczenie, że dawno już skończyła się pewna epoka, a obecna rzeczywistość nie potrzebuje już intelektualistów - bohaterów pokroju Zachedryńskiego (świetnie znajdujący się w tego typu rolach Jan Frycz). Podobnie oni, dramaturg i reżyser, są jak Zachedryńscy pośród Czelcowów i innych drobnych cwaniaczków, którzy żyją za pożyczone, a uważają, że własność jest podstawą demokracji. Przedstawia to świetny dialog Lenina dodany przez Jarockiego i obnażający fantazmaty obrońców własności.

Na wysokości zadania stanął zespół aktorów Teatru Narodowego. Przedstawienie według Mrożka, wymagające dużej precyzji w formowaniu przebiegu akcji i, mówiąc językiem sportowym, wzajemnego „zgrania”, jest moim zdaniem u Jarockiego bezbłędnie zrealizowane.

W inscenizacji Miłości na Krymie reżyser wprowadził kilka zmian do treści dramatu, a także pokazał, że można go odczytać zgodnie z jego duchem, nie idąc krok za krokiem za słowem Mrożka. Wprowadzone zmiany dotyczą głównie aktu trzeciego. Pozwalają one dostrzec w Miłości... przedstawienie mówiące o naszej sytuacji tu i teraz. Trzeci akt ze zmianami Jarockiego jest jakby uzupełnieniem i komentarzem do Miłości..., aktualizacją do stanu dzisiejszej refleksji na temat rosyjskiego losu, choć nie tylko rosyjskiego. Po doświadczeniu komunizmu może nam się wydawać, że wszystko to jest już daleko za nami i teraz możemy oceniać ten czas z większym dystansem. Reżyser tymczasem pokazuje, że takie sprawy jak problem własności są aktualne i dziś. Nie dziwi więc, że wznawia się obecnie teksty Lenina, szczególnie że działalność młodej lewicy jest coraz bardziej widoczna w życiu społecznym i kulturalnym. . W trzecim akcie Jerzy Juk Kowarski – scenograf – funduje nam genialny, monumentalny obraz, w którym w głębi sceny widzimy cerkiew i chór śpiewający w hołdzie Trójcy Świętej. Tutaj szczególne brawa należą się również odpowiedzialnemu za muzykę Stanisławowi Radwanowi.

W pierwszym akcie zmiany polegają przede wszystkim na przełamywaniu pewnych stałych dotąd elementów. Tatiana (Małgorzata Kożuchowska) u Jarockiego, wbrew temu, co zalecał Mrożek, wypowiada na początku sztuki pierwszą kwestię. Dzięki temu wyraźniej widać, że to nie historia, lecz ona jest głównym punktem odniesienia w dramacie. Inna zmiana dotyczy strzelby, która w inscenizacjach Miłości... zawsze wisiała i nigdy nie wystrzeliwała, tym razem, zgodnie z zaleceniem Czechowa dotyczącym funkcjonalności dekoracji, wystrzeliwuje. W drugim zaś akcie znaczącym elementem wydaje się kąśliwe porównanie przywoływanych przy każdej nadarzającej się okazji przez recenzentów słynnych dziesięciu punktów, do programu komunistycznego. Jarocki nie realizuje przedstawienia zgodnie z tymi punktami, ale je ironicznie cytuje.

Dzięki dodaniu tych nowych wątków przedstawienie Jarockiego jest świetnym przykładem tego, jak, nie sprzeciwiając się myśli zawartej w dramacie, stworzyć przedstawienie, w którym reżyser mówi własnym głosem i na własny sposób interpretuje myśl pisarza. Jarocki odstępując od owych dziesieciu punktów, wiedział, czego chce i wiedział, że sam będzie mierzył się z tym dramatem. Stworzył przedstawienie zgodne z duchem Mrożka, a jednocześnie będące wariacją i twórczą reinterpretacją. Ciekawe, czy za kilka lub kilkanaście lat ktoś inny nam ten dramat znów przybliży i pokaże, korzystając z odwołań do współczesnej sytuacji. Ciekawe, czy znajdą się tacy? A może – parafrazując Jana Błońskiego – przez takich biedaków (nie koniecznie tych, którzy żyją za pożyczone) i nędzarzy (również nie mówiąc o zasobności finansowej) nie zechce przemówić duch dziejów.

Rafał Piętka

 

Miłość na Krymie, reż. Jerzy Jarocki, według S. Mrożka, obsada: Paweł Paprocki, Małgorzata Kożuchowska, Jan Frycz, Janusz Gajos, Anna Seniuk, Mariusz Bonaszewski, Jolanta Fraszyńska, Barbara Horawianka, Jerzy Radziwiłowicz, Grzegrz Małecki, Mirosław Konarowski, Arkadiusz Janiczek, Waldemar Kownacki, Robert Jarociński. Teatr Narodowy w Warszawie.

Zamieszczone zdjęcie pochodzi ze strony internatowej Teatru Narodowego w Warszawie, fot. Stefan Okołowicz.

0 0 0
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Krzysztof Globisz o "skubaniu roli"

Na rynek wydawniczy trafiła książka Olgi Katafiasz "Notatki o skubaniu roli". Jest to wywiad rzeka z jednym z najwybitniejszych polskich aktorów - Krzysztofem Globiszem.

Na rynek wydawniczy trafiła książka Olgi Katafiasz "Notatki o skubaniu roli". Jest to wywiad rzeka z jednym z najwybitniejszych polskich aktorów - Krzysztofem Globiszem.

Z Krzysztofem Globiszem - o "skubaniu roli..." rozmawiała Anna Lisiecka (Kulturalny wieczór z Jedynką).

 

Spotkanie Krzysztofa Globisza z teatrem rozpoczęło się jeszcze w szkole podstawowej. Było to w katowickim zespole Poeton, mówi o tym drugi rozdział książki.

- Fakt, że byłem w Poetonie, że przez cztery lata w szkole licealnej występowałem w różnego rodzaju spektaklach Poetonu, konkursach recytatorskich sprawił, że wiedziałem co chciałbym robić w życiu. To we mnie tak dojrzewało, że w pewnym momencie, dokładnie jak byłem w czwartej klasie szkoły licealnej, wiedziałem już, że jedyna rzecz jaka mnie czeka i jaką bym chciał robić to jest właśnie bycie aktorem - mówi Krzysztof Globisz.

- Każdą rolę chciałbym zaczynać z poziomu człowieka, który nic nie wie, nic nie umie, jest absolutnie zawodowo nieprzygotowany. Nie jest to do końca możliwe, bo uprawiam ten zawód ponad dwadzieścia lat - mówi Krzysztof Globisz.

Krzysztof Globisz przyznaje, że jest uzależniony od Jerzego Jarockiego. To jemu w 80% zawdzięcza swój wizerunek aktorski.

W szkole teatralnej Krzysztofa Globisza uczyła Ewa Lasek, zdaniem której u aktora bardzo ważne jest poczucie rytmu, ruch.

- Gdy oglądam się za siebie mam poczucie, że dużo zrobiłem. Moje ukochane spektakle, w których zagrałem to "Życie snem", "Ślub". Jeśli chodzi o film ważne było dla mnie spotkanie z Krzysztofem Kieślowskim, w telewizji Kazimierzem Kutzem- wyjaśnia aktor.

- Przychodzi taki moment przed premierą, że nie mogę sobie na wiele pozwolić. Wiem, że jakakolwiek dekoncentracja mogłaby mi zaszkodzić. Jestem w półśnie, śni mi się cały tekst. To jest koszmar - dodaje Krzysztof Globisz.

W książce aktor tak mówi o swoim zawodzie:"To jeden z nielicznych zawodów, które uprawia się z przyjemnością, choć nie każdy może być aktorem – niektórzy zdają sobie z tego sprawę bardzo szybko i rezygnują z zawodu. Ale prawdziwi aktorzy dokonują kompensacji, lecz nie swoich frustracji, własnej natury czy kompleksów. Nazwałbym to kompensacją myśli: ja, Krzysztof Globisz, niewiele wiem o świecie, ale gdy gram Makbeta, Hamleta, Klaudiusza, Sajetana przekazuję światu pewną wiedzę – z nią się można kłócić, nie zgadzać, dyskutować. Przynajmniej podczas tych dwóch godzin spektaklu posiadam jakąś wiedzę czy emocje – i to przynosi wielką radość. Potem mogę wrócić do domu i znów nic nie wiedzieć. Jestem głupim człowiekiem, mądrość moim zdaniem nie polega na tym, że się wie, ale że się nie wie – być może w tym sensie jestem mądry. Rola rekompensuje mi fakt mojej niewiedzy, lecz mogę również w sposób dany mi przez Boga namówić ludzi do pewnych rzeczy: przedstawić im świat, wzruszyć ich, oszukać, pouczyć – zrobić z nimi, co chcę. Moje intencje są oczywiście dobre. To jest natura aktorstwa. Czy efekt osiąga się za pomocą techniki, czy dzięki sięganiu do własnego człowieczeństwa – nie wiem, jednak myślę, że jedno i drugie jest konieczne".

Książka "Notatki o skubaniu roli" ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Publikacja zawiera takie rozdziały jak: Człowiek bez właściwości, Początki, Mistrzowie, Artysta i współczesność, Ludzie i filmy, Pożyczone ciało oraz Spis ról.

(na podst. Kulturalnego wieczoru z Jedynką, dn. 25 marca 2010)

0 0 0

Czytaj także

Zawisza Czarny jakiego nie znamy

Premierą „Zawiszy Czarnego” Słowackiego w reżyserii Adama Orzechowskiego uroczyście otwarta została nowa scena Teatru Wybrzeże - Czarna Sala im. Stanisława Hebanowskiego.

Jeden z najsłynniejszych polskich rycerzy. Znany z prawości i męstwa, symbol polskiego zwycięstwa pod Grunwaldem. To Zawisza Czarny jakiego pamietamy z lekcji historii. Inaczej przedstawił go w swoim niedokończonym dziele Juliusz Słowacki. Zawisza, zmęczony wojną rycerz, trafia wraz z dwójką swoich sług - Turczynem Mandułą i Głupcem - na zamek Gniewosza i pięknej Laury. Uczucie, które narodzi się między dwojgiem będzie dla Zawiszy źródłem wielu rozterek. Służba ojczyźnie czy miłość?- z takim dylematem będzie musiał zmierzyć się rycerz.

Reżyser spektaklu i dyrektor Teatru Wybrzeże podkreśla, że chciałby poprzez ten spektakl podyskutować na temat polskiego patriotyzmu i bohaterstwa. - Szukamy modelu polskiego bohatera. Zawisza Czarny, rycerz znany w średniowieczu w całej Europie, nasza gwiazda tamtych czasów, wydaje się być na to idealnym materiałem, wzorcem metra z Sevres polskiego herosa. Słowacki ukazuje Zawiszę nie w jego naturalnym środowisku - na polu bitwy, ale na zamku, miejscu intryg miłosnych i politycznych manipulacji, by - jak w soczewce - skupić w nim i wydobyć nasze cechy narodowe, nasze zalety, ale i przede wszystkim nasze wady i ułomności. Nasz wieszcz wcale nie wieszczy o wspaniałości naszego kraju, ale przeciwnie - w sposób ironiczny, a momentami wręcz okrutny, obnaża nasze słabości, kpi z naszej osławionej sarmackiej duszy. Chciałbym, żeby ten nasz średniowieczny Zawisza, stał się przyczynkiem do rozważań nad nami, zwykłymi Polakami dzisiaj. Byśmy zastanowili się nad naszymi wzorcami, autorytetami, nad tymi wszystkimi, których z całej siły wpychamy na pomniki, tylko po to, by jeszcze szybciej i z jeszcze większą pompą ich potem obalić - dodaje Orzechowski.

- Wszyscy boją się Słowackiego i ciężaru gatunkowego jego tekstów. Myślę, że udało mi się przygotować spektakl komunikatywny, dzięki któremu widz będzie mógł się pośmiać, zabawić i wzruszyć.

Dramat Słowackiego to dzieło niekompletne, składające się z dość chaotycznych zapisków. Tekst publikowano w bardzo różnych układach, dzieląc go na dwa lub cztery utwory. Niełatwe zadanie miał więc Jakub Roszkowski, który musiał ten niespójny utwór opracować. - Starałem się opracować cały dostępny materiał tak, aby problemy, które bliskie były Słowackiemu stały się aktualne w XXI wieku - dodaje Jakub Roszkowski.

W spektaklu występują: Dorota Androsz jako Manduła, Robert Ninkiewicz (gościnnie) jako Zawisza Czarny, Zbigniew Olszewski jako Głupiec, Małgorzata Oracz jako Laura, Cezary Rybiński jako Narrator oraz Marek Tynda jako Gniewosz. Poszczególne sceny komentował będzie chór.

Premiera spektaklu odbyła się (11 lutego), drugi pokaz 12 lutego.Kolejne spektakle zaplanowano na13,14, 16, 17.

Premierze towarzyszyło otwarcie Czarnej Sali im. Stanisława Hebanowskiego. Jej siedzibą jest dawna Sala 314 (nazywanej także Salą Prób), jej widownia zaplanowana jest na 80 osób. Po premierowym "Zawiszy Czarnym" zobaczymy na niej już wkrótce aż dwa prapremierowe spektakle: "Personę" Ingmara Bergmana w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego (premiera planowana na marzec 2010) oraz "Orgię" Piera Paolo Pasoliniego w reżyserii Wiktora Rubina (premiera planowana na kwiecień 2010). Nazwa nowej sceny odwołuje się do istniejącej już kiedyś sceny Teatru Wybrzeże - Czarnej Sali działającej od 1977 do 2003 roku, a mieszczącej się w budynku obecnej siedziby Hotelu Wolne Miasto. W 1993 roku Czarnej Sali nadano imię Stanisława Hebanowskiego.

( na podst. Wybieram Dwójkę, 10.02.2010)

0 0 0

Czytaj także

Cisza mówi

Mowa jest srebrem, a milczenie złotem. To przysłowie dobrze sprawdza się w kontekście sztuk Herolda Pintera, którego bohaterowie więcej mówią, gdy milczą, a mniej mówią gdy wydobywają z siebie głos. Będzie można się o tym przekonać już w najbliższą sobotę, kiedy na scenie przy Wierzbowej odbędzie się premiera "Dozorcy" w reżyserii Piotra Cieślaka. W jednej z głównych ról Janusz Gajos. Obejrzyj wideo z próby!

Dla określenia stylu Pintera w Wielkiej Brytanii wymyślono specjalny przymiotnik - pinteresque- pinterowski, co znaczy oparty na pauzach, przemieszaniu się tego co realistyczne, z tym co nierealne. Peter Hall, znakomity reżyser angielski, który kilkakrotnie wystawiał teksty Pintera, nazywa go reżyserem ciszy. Brak dialogu u Pintera pojawia się przy pomocy wielokropka, słowa "Pauza" albo "Cisza". Milczący bohater jest w stanie więcej powiedzieć, gdy milczy, a pewne tematy pozostają ukryte.

Sztuki Herolda Pintera grane były w Polsce głównie w latach 70. Reżyserii podejmowali się Zygmunt Hübner, Zbigniew Zapasiewicz, Erwin Axer czy Wojciech Brzozowicz. Potem Pintera było mniej w teatrze. Po śmierci noblisty w 2008 roku możemy obserwować na nowo zainteresowanie jego najlepszymi tekstami. Piotr Cieślak za jeden z nich uznaje "Dozorcę". - Ta sztuka jest ciągle aktualna, bo opowiada o relacjach międzyludzkich. To jest trochę gombrowiczowskie w tym tekście: człowiek stwarza człowieka – ocenia Piotr Cieślak.

„Dozorca” opowiada historię trzech mężczyzn. Dwaj z nich Mick i Aston to bracia, którzy mieszkają w starym zagraconym, zrujnowanym mieszkaniu. Pewnego dnia pod ich dach trafia włóczęga Davies. Skutecznie burzy ich spokój. Jesteśmy świadkami walki o przestrzeń, o to kto powinien być na górze, a kto na dole.

'' Oscar Hamerski

W postać Astona wciela się Oskar Hamerski (w 2005 dołączył do zespołu Teatru Narodowego, zagrał m.in. Witolda" w "Kosmosie" w reż. Jerzego Jarockiego, Adwokata Krogstada w "Norze" Agnieszki Olsten). - Pinter to jeden z moich ulubionych pisarzy - mówi Oskar Hamerski. W "Dozorcy" stworzył znakomitych bohaterów. Fantastycznie opisał relacje międzyludzkie. Jest to przede wszystkim tragikomedia, która powinna wywoływać najpierw śmiech, a potem zastanowienie - wyjaśnia aktor.

Główną rolę w spektaklu - rolę Daviesa - Piotr Cieślak powierzył Januszowi Gajosowi. -Współpraca z tym wybitnym aktorem przebiega znakomicie. On nie gwiazdorzy. Ma cierpliwość dla młodszych aktorów, dzięki temu, to przedstawienie będzie widowiskiem na trzy instrumenty, a nie solówką i chórem- dodaje reżyser.

 

Fragment spektaklu i rozmowa z twórcami
Premiera "Dozorcy" odbędzie się 20 lutego, o godz.19.30, na scenie przy Wierzbowej. Kolejne spektakle zaplanowano na: 21 lutego, 4,5,6,7 marca.
Herold Pinter, angielski dramatopisarz, dramaturg, prozaik, poeta, scenarzysta, reżyser, aktor. Uznawany jest za przedstawiciela teatru absurdu i twórcę tzw. komedii zagrożenia. Jest autorem 29 dramatów, najważniejsze z nich to: "Urodziny Stanleya" (1957), "Powrót do domu" (1965), "Pejzaż" (1967), "Cisza" (1968), "No Man's Land" (1975), "One for the Road" (1984), "Mountain Language" (1988), "Z prochu powstałeś" (1996). Napisał też kilkanaście tomów wierszy, kilka powieści i zbiorów opowiadań, a także ponad dwieście scenariuszy filmowych. W 2005 otrzymał literacką Nagrodę Nobla za "odkrywanie przepaści pod codzienną gadaniną i zmuszanie do wejścia w zamknięte przestrzenie ucisku". Zmarł 24 grudnia 2008 roku w Londynie.
0 0 0

Czytaj także

Życie jest teatrem, życie jest dramatem...

"Życie potrafi pisać scenariusze pełne takich metafor, powiązań, tak symboliczne... To jest scenariusz, którego żaden producent by nie zatwierdził."
Posłuchaj
14'52 Maciej Englert i Jan Kidawa - Błoński cz 1
17'41 Maciej Englert i Jan Kidawa Błoński cz 2

- Nie wiem czy grecka, ale tragedia na pewno. Skażenie zawodowe każe mi patrzeć również na scenariusz jaki się tutaj ułożył. I muszę powiedzieć, że to jest scenariusz, którego by żaden producent nie zatwierdził, gdyby to była fikcja - mówi Maciej Englert, reżyser.

- Życie potrafi pisać scenariusze pełne takich metafor, powiązań, tak symboliczne... Tu właściwie wszystko to zaistniało... W tym jest chyba jakaś metafizyka. Nie bez przyczyny ciągle powołujemy się na jakieś romatyczne odruchy, romatyczne skojarzenia i zachowujemy się jak w romantyzmie. To jest takie wyjątkowe nagromadzenie: miejsce, ilość osób, zestaw osób, nie anonimowość tego samolotu, tu widzimy tych, których widzieliśmy przed chwilą na ekranie albo w życiu. To się dzieje w momencie, którego nikt się nie spodziewał  - dodaje Maciej Englert.

- Ja sobie nie wyobrażam, żeby polski romantyzm mógł nie żyć. Historia naszego narodu, nasza edukacja jest przepełniona romantyzmem. Ja przyznaję, że w chwilach tych, które nie są takimi chwilami szybkich uniesień, które zdarzają się w naszej historii... My mamy też zakorzenione myślenie pozytywistyczne. Dwadzieścia lat po ponownym odzyskaniu niepodleglosci duża część Polaków pokazała swoim pozytywistycznym myśleniem, że potrafią znakomicie się znaleźć w nowych warunkach, pracować, budować - mówi reżyser Jan Kidawa-Błoński.

- Natomiast jakimś takim fatum, może to jest element tej tragedii, tworzonej przecież nie przez ludzi, którzy przecież są niedoskonali, tylko przez Boga jest to że, ten polski pozytywizm ciągle musi się konfrontować z polskim romantyzmem i tu zawsze będą jakieś tarcia - dodaje Kidawa-Błoński..

Zobacz więcej na temat: kultura tarcie
0 0 0

Czytaj także

Akademia Rozrywki

Internet w służbie miłości!

Tym tematem zajmą się w Akademii Rozrywki panowie Łukasz Błąd i Krzysztof Szubzda.

A przy okazji posłuchają Państwo okolicznościowej twórczości rozrywkowej.

Zapraszamy po godzinie trzynastej.

Zobacz więcej na temat: rozrywka
0 0 0