Historia

Zamach na Franza Kutscherę

01.02.2016 07:00
- Całość trwała bardzo krótko. Lot został od razu postrzelony. Jako drugi wszedł do akcji Kruszynka.Osłaniał mnie. Doszedłem do Kutschery i ostatnie strzały oddałem w głowę. Musieliśmy mieć pewność, że zginął - wspominał Michał Issajewicz, ps. Miś.
Wizyta Heinricha Himmlera w niemieckim obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen (1941 r.). W długim płaszczu ówczesny Gauleiter Karyntii Franz Kutschera
Wizyta Heinricha Himmlera w niemieckim obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen (1941 r.). W długim płaszczu ówczesny Gauleiter Karyntii Franz Kutschera Foto: Wikimedia Commons/Bundesarchiv/dp
Posłuchaj
16'26 Pamięć po latach. Wspomnienia uczestników zamachu na Franza Kutscherę - aud. Jerzego Swalskiego (26.01.1995)

1 lutego 1944 roku w Alejach Ujazdowskich w w Warszawie, w pobliżu ulicy Pięknej, zginął z rąk żołnierzy Batalionu Parasol dowódca SS i policji dystryktu warszawskiego, Franz Kutschera.
Jerzy Swalski dotarł do świadków tego wydarzenia. W reportażu, nadanym w Polskim Radiu w styczniu 1995 roku opowiedział historię jednej z najbardziej brawurowych akcji w okupowanej stolicy.

Terror w Warszawie

Franz Kutschera objął swe stanowisko 25 września 1943 roku. Od razu zastosował wobec ludności cywilnej terror na niespotykaną wcześniej skalę. Na początku października 1943 stojący na czele Generalnego Gubernatorstwa, Hans Frank wydał zarządzenie o  karach, jakie spotkają Polaków za zabicie każdego Niemca. Kutschera zaczął pilnie wypełniać zalecenia przełożonego. Niemal każdego dnia dochodziło do łapanek, zaczęły się egzekucje na ulicy.

Wyrok na Kutscherę

Kierownictwo Walki Podziemnej początkowo nie mogło ustalić z imienia i nazwiska, kto stoi na czele SS i policji okręgu warszawskiego. Kutschera, z obawy przed polskim wywiadem, publicznie nie ujawniał swych danych. Obwieszczenia podpisywał jako ”Dowódca SS i policji na Dystrykt Warszawski”. Armia Krajowa wpadła na jego trop przypadkiem. Pewnego dnia szef komórki wywiadu oddziału "Agat", Aleksander Kunicki, ps. Rayski, zauważył, że oficer przywieziony limuzyną do siedziby SS, mieszczącej się w  pałacyku przy Alejach Ujazdowskich 23, nosi dystynkcje generalskie. Od tego dnia rozpoczęła się obserwacja Niemca. Ustalono, że mieszka przy Alei Róż i nosi nazwisko Kutschera. Wydano rozkaz wykonania wyroku.

- Ja prowadziłem samochód, który zatrzymał wóz Kutschery - wspominał w audycji Michał Issajewicz. - Lot dał sygnał, powtórzyła go jeszcze jedna z łączniczek, ps. Hanka. Ruszyłem, w w tym samym momencie podbiegł do samochodu Kutschery Lot.

Niezwykłe świadectwo

Uczestnik zamachu przypomniał w audycji o niezwykłym spotkaniu, do jakiego doszło już po wojnie, kiedy to zaniósł do naprawy swój odkurzacz. Usłyszał wtedy: "Ja pana widziałem podczas tej akcji. Miałem wówczas 17 lat. Mój ojciec był palaczem w kotłowni, w dowództwie SS, a ja jako młody chłopak mu pomagałem. I doskonale widziałem Kutscherę po jego zabiciu. Musiałem uprać jego mundur, obmywałem go też przed włożeniem do trumny." Issajewicz zapytał rzemieślnika o rany, jakie dostrzegł na ciele Kutschery. "Jak ja go widziałem, to miał tylko jedną dziurę w oku" - usłyszał w odpowiedzi.

Pomoc lekarzy

Jerzy Swalski przedstawił w audycji również wspomnienia profesora Stefana Grudzińskiego, ps. Bogdan, który brał udział w odbijaniu dwóch kolegów, rannych podczas zamachu na Kutscherę. Zostali przez Niemców zawiezieni do  szpitala Przemienienia Pańskiego na Pradze. - Ranni byli pod strażą granatowej policji, którą łatwo było nastraszyć - opowiadał. - Udało się nam ich stamtąd wydostać

Grudziński stwierdził też: - Nie miałem dużego pojęcia, co się szykuje. Obowiązywała bardzo ścisła konspiracja. Akcja była rozpracowywana przez ”Rayskiego” i jego zespół. Wykonanie akcji powierzono 1. plutonowi pod dowództwem Lota, czyli Bronka Pietraszewicza. Zespół liczył 9 ludzi, byli wykonawcy i byli kierowcy - wspominał.

- Przy planowaniu każdej z akcji jest faza, którą można przewidzieć, można zaplanować. A w momencie, kiedy się już wyrok wykona, to wszystko jest w rękach Boga, dlatego że nie sposób przewidzieć okoliczności, które potem nastąpią - wyjaśnił Grudziński.

Śmierć bohaterów

W wyniku akcji Franz Kutschera poniósł śmierć. Wraz z nim zginęło 4 Niemców, a 9 zostało rannych. Niestety nie obyło się bez ofiar po stronie polskiej. Bronisław Pietraszewicz-Lot zmarł w wyniku ran postrzałowych jamy brzusznej. Podobny los spotkał Mariana Sengera-Cichego.
- Od kogo wzięliśmy krew? – pytał retorycznie profesor Stefan Wesołowski, który opiekował się Lotem w szpitalu wolskim. - Krew dał Wacław Dunin-Karwicki, student tajnej medycyny. Dla niepoznaki, aby go lepiej ukryć umieściliśmy go na oddziale gruźliczym.

Zbigniew Gęsicki i Kazimierz Sott, którzy wracali na miejsce zbiórki po przewiezieniu rannych kolegów do szpitala, zostali zaatakowani przez Niemców. - Dowiedziałam się, że na moście Kierbedzia zostali osaczeni - wspominała siostra Krystyna Gęsicka- Pełka - i tam zdecydowali się skoczyć do Wisły. Strzelano do nich i zginęli.

- Matka Zbyszka była zrozpaczona, ale umiała nawet mnie pocieszać - opowiadała Bożena Żybułtowska-Gołaszewska, narzeczona Gęsickiego. - W jej pięknych oczach, tak podobnych do Zbyszka, było widać łzy, które nie spływały po policzkach. Wydawało się, że one spływają prosto do serca.

Odwet i pamięć

W odwecie Niemcy nałożyli na Warszawę 100 milionów złotych kontrybucji. W dzień po zamachu, 2 lutego 1944 roku w Alejach Ujazdowskich 21, w pobliżu miejsca akcji, rozstrzelano 100 zakładników. Była to jedna z ostatnich publicznych egzekucji przed wybuchem Powstania Warszawskiego.

Do dziś w kościele św. Krzyża w Warszawie jest odprawiana msza św. w intencji poległych wówczas uczestników zamachu. - 1 lutego zbieramy się przy kamieniu w Al. Ujazdowskich, w miejscu gdzie odbyła się akcja - mówiła Halina Karwicka-Rakoczy, ps. Janina Lutowa. - Zapalamy znicze, kładziemy kwiaty i modlimy się. Jedziemy także na most, rzucamy biało-czerwoną wiązankę do Wisły, modlimy się i jedziemy na cmentarz, gdzie są pochowani: Bronek Pietraszewicz-Lot i Cichy-Marian Senger.

Posłuchaj wzruszającej opowieści o ludziach, którzy zapłacili życiem za unicestwienie ”kata Warszawy”.

bs

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Zmarł uczestnik zamachu na Kutscherę

05.03.2012 15:13
Michał Issajewicz ps. Miś, jeden z ostatnich żyjących uczestników zamachu na szefa SS w Warszawie Franza Kutscherę, miał 91 lat.
Archiwalne zdjęcie miejsca zamachu na Kutscherę
Archiwalne zdjęcie miejsca zamachu na KutscheręFoto: fot.Wikipedia/ Zdjęcie z książki : J.Grużewski, S.Kopf, Kronika Fotograficzna Walczącej Warszawy

W pamiętnej akcji Armii Krajowej z 1 lutego 1944 r. Issajewicz był tym, który strzałem z pistoletu dobił znienawidzonego przez Polaków szefa SS.

O śmierci Issajewicza poinformowała PAP rodzina zmarłego. Bohater zamachu na Kutscherę zmarł w niedzielę w Warszawie po długiej i ciężkiej chorobie.

Był więźniem obozu w Stutthofie, kawalerem Orderu Virtuti Militari, a także wielu innych odznaczeń wojennych i państwowych.

To była druga próba zamachu

Wyrok na znienawidzonego przez mieszkańców Warszawy szefa SS i policji na okręg warszawski Franza Kutscherę wydał szef Kedywu KG AK płk August Emil Fieldorf "Nil". Przeprowadzenie akcji powierzono zgrupowaniu "Agat" (późniejszy "Parasol").
Franz Kutschera objął funkcję dowódcy SS i policji na okręg warszawski 25 września 1943 roku i od razu zaostrzył represje wobec Polaków. Nastąpiły liczne egzekucje uliczne, którymi Kutschera chciał złamać warszawiaków. Wzrosła także liczba łapanek.
Kierownictwo Walki Podziemnej wprowadziło Kutscherę na listę osób do likwidacji. Pierwszą, nieudaną próbę przeprowadzenia akcji podjęto 28 stycznia 1944 r. Oddział "Lota", rozstawiony na stanowiskach w Alejach Ujazdowskich, nie doczekał się jednak przejazdu Kutschery.

Następną akcję zaplanowano na 1 lutego 1944 r. rano. Uczestniczyło w niej 12 osób: Bronisław Pietraszewicz "Lot" - dowódca akcji, Stanisław Huskowski "Ali", Zdzisław Poradzki "Kruszynka", Michał Issajewicz "Miś", Marian Senger "Cichy", Henryk Humięcki "Olbrzym", Zbigniew Gęsicki "Juno", Bronisław Hellwig "Bruno", Kazimierz Sott "Sokół", Maria Stypułkowska-Chojecka "Kama", Elżbieta Dziębowska "Dewajtis", Anna Szarzyńska-Rewska "Hanka".

Znak do rozpoczęcia akcji, sygnalizujący wyjście Kutschery z domu w Alei Róż, dała Maria Stypułkowska-Chojecka "Kama".

Kutschera miał do przejechania zaledwie 140 m - tyle dzieliło jego dom od dowództwa SS. Gdy dojeżdżał do bramy pałacu, drogę zajechał mu samochód kierowany przez "Misia". Kierowca Kutschery zwolnił, chcąc przepuścić intruza. Zwolnił również "Miś" i zatrzymał wóz. W chwili, gdy Niemiec usiłował go wyminąć, ruszył ponownie, blokując auto dowódcy SS. Do zatrzymanego wozu podbiegli "Lot" i "Kruszynka". Z odległości metra otworzyli ogień w kierunku Kutschery i ranili go.

Równocześnie na stanowiska wybiegł zespół ubezpieczający, a stojące na ul. Chopina samochody "Sokoła" i "Bruna" cofnęły się do rogu al. Ujazdowskich i al. Róż. Kutscherę dobił "Miś", który wyskoczył z wozu i strzałami z pistoletów wspierał osłonę akcji.

Niemcy otworzyli ogień z siedziby dowództwa SS i wszystkich okolicznych budynków. Ich kule raniły w brzuch "Lota" i "Cichego", a także "Olbrzyma". Niegroźny postrzał w głowę dostał "Miś", który wraz z "Kruszynką" wyciągnął ciało Kutschery z wozu i w pośpiechu szukał przy zabitym dokumentów. Kiedy nic nie znalazł, zabrał jego teczkę.
Pod silnym ostrzałem Niemców, uczestnicy akcji wycofali się do samochodów i uciekli wcześniej wyznaczonymi trasami.

Zobacz serwis - Powstanie Warszawskie>>>

Zginęło 4 uczestników akcji AK

W wyniku akcji na Kutscherę śmierć poniosło czterech jej uczestników. Gęsicki "Juno" i Sott "Sokół", otoczeni przez Niemców na Moście Kierbedzia, w czasie odprowadzania samochodu do garażu, skoczyli do Wisły, ginąc w jej nurtach. Ciężko ranni Pietraszewicz "Lot" i Senger "Cichy" zmarli kilka dni po zamachu.
Straty niemieckie wyniosły 5 zabitych i 9 rannych.

Niemcy w odwecie za zabicie Kutschery nałożyli na Warszawę 100 mln zł kontrybucji, a dzień po zamachu, 2 lutego 1944 roku w alejach Ujazdowskich 21, w pobliżu miejsca przeprowadzenia akcji, rozstrzelali 100 zakładników. Była to jedna z ostatnich publicznych egzekucji przed wybuchem Powstania Warszawskiego.

Zobacz serwis II Wojna Światowa>>>

PAP/mch

Czytaj także

Generalne Gubernatorstwo - od dziś panują tu Niemcy!

26.10.2015 06:19
- Znajdujemy się na tym obszarze dla ugruntowania niemieckiego panowania, dla wprowadzenia w życie władczych aspiracji niemieckich. Rzesza niemiecka nie jest gościem w tym kraju. My przebywamy tu po to, aby kraj ten zniemczyć na wieki i nieodwracalnie – pisał w 1943 roku generalny gubernator Hans Frank.
Zniszczenie Pomnika Adama Mickiewicza w Krakowie przez hitlerowców dnia 17.08.1940, Narodowe Archiwum CyfroweWikimedia Commons
Zniszczenie Pomnika Adama Mickiewicza w Krakowie przez hitlerowców dnia 17.08.1940, Narodowe Archiwum Cyfrowe/Wikimedia Commons
Posłuchaj
05'00 1939 - rok pokoju, rok wojny - aud. Doroty Truszczak i Andrzeja Sowy (2009)
27'36 Kim był Hans Frank - aud. Sławomira Szofa z cyklu "Postacie XX wieku" z udziałem dr Cezarego Króla (24.10.1999)
12'49 Dzienniki Hansa Franka - wybrane fragmenty

26 października 1939 wszedł w życie dekret o zarządzie okupowanych ziem polskich. Część terytorium, która nie została wcielona do Niemiec utworzyła Generalne Gubernatorstwo ze stolicą w Krakowie i Hansem Frankiem na czele.

- Hitler zdecydował, żeby Polskę podzielić na odrębnie potraktowane segmenty – mówił historyk, prof. Andrzej Chojnowski w jednej z audycji z cyklu "1939 – rok pokoju, rok wojny", nadanej w Polskim Radiu w 2009 roku. - Część terytoriów Rzeczypospolitej: Pomorze, Wielkopolskę, Śląsk wcielono do Rzeszy, ziemie na wschodzie zajęli sowieci, a na pozostałej części terytorium powstał twór, który nazwano Generalnym Gubernatorstwem. To miała być forma tymczasowej kolonii, która traktowana była przez Niemców jako rezerwuar surowców, siły roboczej, w odległej perspektywie przeznaczona do zgermanizowania.

Fakt ten potwierdzał wielokrotnie na kartach swego dziennika Hans Frank:

"Generalna Gubernia została powołana przez führera w 1939 roku jako swoisty, wyjątkowy twór administracyjny. Jest ona, że tak powiem, utajonym stanem wyjątkowym. Świadczy o tym m.in. fakt, że zachowaliśmy tu doraźne sądy policyjne, organy uprawnione do natychmiastowego wykonywania wyroków. Utrzymując ten stan wyjątkowy posunęliśmy się tak daleko, że zmuszamy tutejszą ludność do ofiar, jakich nie musi ponosić ludność żadnych, innych terytoriów" – pisał w lipcu 1943 roku. Miesiąc później odnotował:

"Musimy bezwzględnie wykorzystać czas wojny, aby jak najbardziej zniszczyć i rozbić polską siłę narodową. Musimy z całą brutalnością i bez względu na skutki ogałacać ten kraj ze wszystkiego. Musimy przemocą wysiedlać, wywłaszczać i wyrywać z korzeniami (…). Czas pokaże, czy daleko idące restrykcje wobec Polaków są skuteczną bronią przeciwko nim. Surowe środki wykonawcze, które stosujemy w Warszawie, Krakowie i innych miejscowościach mają tylko na celu pokazać, że w tym kraju nadal panują Niemcy".

Dziennik Hansa Franka stał się jednym z głównych elementów materiału dowodowego podczas procesu w Norymberdze. Frank zasiadł na ławie oskarżonych wśród największych zbrodniarzy wojennych. W roku 1947 władze amerykańskie przekazały dziennik Polsce, po czym udostępniono go historykom polskim i obcym, aby służył za jedno z podstawowych źródeł przy opracowywaniu publikacji naukowych na temat II wojny światowej.

Oryginał "Dziennika" przechowywany jest w archiwum Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Składa się z 40 tomów i ma ponad 20 tys. stron.

Posłuchaj fragmentów zapisków, jakie Hans Frank poczynił w czasie swego kilkuletniego panowania w Generalnej Guberni.

Zajrzyj na strony serwisu specjalnego "II wojna światowa" >>>

bs

Czytaj także

Jürgen Stroop - kat warszawskiego getta

23.07.2013 07:00
”Wzniecenie pożaru spowodowało, że Żydzi objęci już płomieniami, masowo, całymi rodzinami wyskakiwali z okien. Zatroszczono się o to, by byli natychmiast likwidowani” - pisał Jürgen Stroop w raporcie do Heinricha Himmlera, relacjonując powstanie w warszawskim getcie.
Jrgen Stroop (pośrodku, w czapce polowej) w płonącym getcie warszawskim maj 1943. Wikimedia Commonsdp. Źr.: Stanisław Piotrowski (1948) Sprawozdanie Jrgena Stroopa, Warszawa: Spółdzielnia Wydawnicza Książka
Jürgen Stroop (pośrodku, w czapce polowej) w płonącym getcie warszawskim maj 1943. Wikimedia Commons/dp. Źr.: Stanisław Piotrowski (1948) Sprawozdanie Jürgena Stroopa, Warszawa: Spółdzielnia Wydawnicza Książka
Posłuchaj
17'51 "Sprawa Jürgena Stroopa – relacja świadków ekstradycji zbrodniarza do Polski w 1947 r.: red. Leopolda Marszaka i mecenasa Wacława Kozłowskiego. Aud. Zbigniewa Lipińskiego (10.05.1963)

23 lipca 1951 r. zakończył się proces Jürgena Stroopa, niemieckiego zbrodniarza wojennego, kierującego likwidacją getta w Warszawie w kwietniu i maju 1943 r.
O przekazaniu Jürgena Stroopa, generała SS i policji w dystrykcie warszawskim, polskim władzom opowiadali w 1963 r. goście audycji Zbigniewa Lipińskiego: Leopold Marszak, ówczesny korespondent PAP w Niemczech oraz Wacław Kozłowski, mecenas, delegat w Polskiej Misji Wojskowej do Badania Niemieckich Zbrodni Wojennych w Berlinie.
Naoczni świadkowie
- To spotkanie nastąpiło pięknego majowego poranka w roku 1947 - wspominał Leopold Marszak swe zetknięcie z Jürgenem Stroopem. - Byłem wtedy korespondentem PAP i miałem swoją kwaterę w Berlinie Zachodnim. Oczywiście z racji mojej funkcji utrzymywałem bardzo ścisły kontakt z Polską Misją Wojskową do Badania Niemieckich Zbrodni Wojennych, która w tamtym czasie bardzo energicznie rozwijała swoją działalność, starając się dostać w swe ręce wszystkich tych oficerów policji i SS, jak również cywilnych dygnitarzy hitlerowskich, którzy dopuścili się zbrodni na terenie Polski.
W 1945 r., gdy III Rzesza chyliła się już ku upadkowi, Heinrich Himmler polecił jeszcze Stroopowi zorganizować obronną twierdzę SS w Alpach. Amerykanie ujęli go jednak 8 maja 1945 r.

Jürgen

Nz.: Jürgen Stroop przed amerykańskim sądem wojskowym (1947). Wikimedia Commons/dp
W rękach Amerykanów
- Jeśli chodzi o Jürgena Stroopa - mówił Wacław Kozłowski - to on był w więzieniu w Monachium i tam został już skazany przez wojskowy sąd amerykański na karę śmierci za wydanie rozkazu rozstrzeliwania lotników amerykańskich, którzy w wypadku trafienia samolotu, ratowali się skokiem ze spadochronu.
Z rozkazu Jürgena Stroopa zginęło ok. 50 pilotów. Amerykanie wydali wyrok w 1947 r. W tym czasie Polska Misja Wojskowa do Badania Niemieckich Zbrodni Wojennych czyniła usilne starania o wydanie kata warszawskiego getta. W tym samym roku Stroop został przekazany stronie polskiej, z jednym wszakże zastrzeżeniem.
- Musiałem podpisać w imieniu rządu polskiego zobowiązanie, że w wypadku, gdy nie będzie skazany na karę śmierci, to zwrócimy go władzom amerykańskim celem wykonania ich wyroku - powiedział mecenas Kozłowski.
Ekstradycja
Przekazanie Stroopa odbyło się na lotnisku Tempelhof w Berlinie.
- Każda ekstradycja była dla nas bardzo ważnym wydarzeniem - wspominał redaktor Marszak. - Pamiętam dobrze, że miał na sobie płaszcz wojskowy, bez dystynkcji, ręce skute. Tuż za nim szedł drugi gagatek w czarnym płaszczu i furażerce. Był nim Erich Muhsfeldt, szef krematorium w obozie koncentracyjnym w Majdanku.
Były korespondent PAP-u przypominał w audycji zdarzenia, jakie miały miejsce na berlińskim lotnisku w 1947 r. Fotografował wtedy Stroopa. – Pozował mi bardzo posłusznie, zachowując na twarzy pozorną obojętność – opowiadał. - Był uległy i nawet przesadnie ugrzeczniony. A ja w tym momencie, mimo woli, kojarzyłem obraz człowieka, który stał przede mną w tak pokornej postawie, z sylwetką, pełnego buty generała SS. Miałem przed oczami sceny, gdy Stroop dyrygował wielką akcją w warszawskim getcie, widziałem ten jego słynny raport z likwidacji powstania w getcie.
Likwidacja getta warszawskiego
Od 19 kwietnia do 16 maja 1943 r. Jürgen Stroop dowodził akcją likwidacji getta w Warszawie. W trakcie akcji tłumienia powstania Niemcy dopuszczali się szczególnie wielkich zbrodni na mieszkańcach getta, przeprowadzili mnóstwo masowych egzekucji. Gen. Stroop nakazał podpalanie wszystkich schronów, bunkrów i kryjówek. Osobiście wysadził w powietrze Wielką Synagogę.
”Z wyjątkiem ośmiu budynków byłe getto zostało zupełnie zburzone – pisał 27 maja 1943 r. w swoim raporcie, który stał się dowodem podczas procesu w Norymberdze. - To czego nie wysadzono w powietrze pozostało tylko jako wypalone mury. Z pozostałych jednak ruin można wykorzystać w nieprzebranej ilości cegłę i złom”.
Zobacz serwis "Powstanie w getcie">>>

Jürgen
Jürgen Stroop przed polskim sądem (1951). Wikimedia Commons/dp. Źr.: Kazimierz Moczarski "Rozmowy z katem", Warszawa 1981

Obaj zbrodniarze zostali przewiezieni do Polski. Erich Muhsfeldt został osądzony już w grudniu 1947 r. Skazany na karę śmierci, został stracony w Krakowie 24 stycznia 1948 r.
Wyrok
Proces Jürgena Stroopa zakończył się w lipcu 1951 r. - Na tej rozprawie byłem - wspominał red. Marszak. - Ze stenogramu wynotowałem sobie kilka charakterystycznych zwrotów. On m.in. cały czas utrzymywał, że jest jeńcem wojennym, na co prokurator zwracał mu uwagę, że nie jest jeńcem, a zbrodniarzem wojennym.
Do czasu rozprawy kat warszawskiego getta był przetrzymywany w jednej celi z oficerem AK Kazimierzem Moczarskim, który napisał o tym książkę ”Rozmowy z katem”. Jürgen Stroop został powieszony 6 marca 1952 r. o godz. 19:00 w więzieniu mokotowskim.

 

Zobacz serwis "II wojna światowa">>>

bs

Czytaj także

Kedyw – komandosi Armii Krajowej

22.01.2016 06:03
Akcja pod Arsenałem, likwidacja znienawidzonego Franza Kutschery, akcja "Góral". Szereg brawurowych akcji przeprowadzonych przez elitarne oddziały AK przynosiły ulgę i dawały nadzieję polskiemu społeczeństwu.
Członkowie sztabu Kedywu w czasie Powstania Warszawskiego. Od lewej: Jan Mazurkiewicz Radosław, Wacław Chojna Horodyński, nieznany powstaniec, Stanisław Wierzyński Klara fot. Wikimedia Commonsdomena publiczna
Członkowie sztabu Kedywu w czasie Powstania Warszawskiego. Od lewej: Jan Mazurkiewicz "Radosław", Wacław Chojna "Horodyński", nieznany powstaniec, Stanisław Wierzyński "Klara" fot. Wikimedia Commons/domena publiczna
Posłuchaj
18'52 Kedyw - audycja red. Aliny Grabowskiej na podstawie archiwalnych nagrań Radia Wolna Europa (30.11.2003).

22 stycznia 1943 gen. Stefan Rowecki wydał rozkaz o utworzeniu Kedywu AK, czyli Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej. Celem było "uporządkowanie odcinka walki czynnej". Kedyw, którego pierwszym dowódcą został gen. Emil Fieldorf "Nil", przejął wszystkie zadania walki bieżącej. Podporządkowano mu dotychczas istniejące organizacje, w tym dwie największe – Związek Odwetu i "Wachlarz".

Trzon Kedywu tworzyły Grupy Szturmowe, wywodzące się z harcerskich Szarych Szeregów. Wokół przeszkolonej kadry rosły i krzepły oddziały bojowe. W ich skład wchodziły między innymi bataliony "Parasol" i "Zośka", które chlubnie zapisały się w wielu akcjach bojowych w okresie konspiracji i w czasie Powstania Warszawskiego.

Sabotaż, odwet i samoobrona

Kedyw miał trzy główne zadania: sabotaż i dywersję, terror i odwet wobec okupanta oraz obronę społeczeństwa.

Z punktu widzenia szkód wyrządzonych Niemcom, największe znaczenie miały sabotaż i dywersja na szlakach komunikacyjnych i w przemyśle wojskowym. Dokumenty potwierdzają setki poważnych przerw w ruchu kolei, wysadzonych mostów i wykolejonych transportów. Odnotowano tysiące spalonych wagonów i cystern oraz uszkodzonych lokomotyw. Akcje były planowane i wykonywane w czasie i miejscu najbardziej dla wroga krytycznym. Do legendy przeszła akcja ”Góral”. 12 sierpnia 1943 oddziały Kedywu przejęły na pl. Zamkowym w Warszawie transport przewożący astronomiczną wówczas sumę 100 mln złotych.

W ramach odwetu likwidowano jednostki szczególnie szkodliwe i uprzykrzające życie polskiemu społeczeństwu. Starano się zasiać strach i zamęt w szeregach okupanta i przynieść moralną ulgę terroryzowanym Polakom. 1 lutego 1944 w ramach akcji "Kutschera" przeprowadzono udany zamach na znienawidzonego dowódcę SS i policji w Warszawie.

Samoobrona obejmowała akcje odbijania więźniów, likwidacji karnych ekspedycji na prowincji, czy niszczenie biur urzędów niemieckiej administracji. Do samoobrony należało też likwidowanie zdrajców, niemieckich agentów oraz ochrona ludności przed bandytami. Odbicie z rąk Gestapo Jana Bytnara "Rudego" i 20 innych więźniów, czyli akcja pod Arsenałem, jest jedną z najbardziej znanych operacji polskiego Podziemia.

- Zawsze był kłopot, gdy się miało okazję hitlerowców trzepnąć. Trzeba było pamiętać, by ludność cywilna, tak nam zawsze przychylna, z tego powodu nie ucierpiała.  – wspominał na antenie RWE płk. A. Pulch - Powtarzałem to w kółko moim podkomendnym. Los nasz jest dopóty dobry, dopóki mamy przyjaciół w ludności miejscowej.

Posłuchaj wspomnień byłych żołnierzy Kedywu.

mjm