Dwójka

Wielka złośliwość Michała Anioła

18.04.2011 13:20
Malując swój słynny obraz "Sąd Ostateczny", Michał Anioł dał niezwykły popis artystycznej wyobraźni i... nieprzeciętnej złośliwości.
Posłuchaj
14'36 "Sąd Ostateczny" Michała Anioła
więcej

Namalowanie tego gigantycznego fresku (13,7 m x 12,20 m) było sporym wyzwaniem dla sześćdziesięcioletniego Michała Anioła. Obraz zapowiadał przełom zarówno w koncepcji sztuki samego artysty, jak i interpretacji biblijnego motywu. Michał Anioł dowodzi tym freskiem oryginalności spojrzenia i niepokojącej wrażliwości religijnej. Dynamiczne widowisko zostało pozbawione jakiegokolwiek odniesienia perspektywicznego. Nietypowa jest też kolorystyka, w której ochra ciała żywo kontrastuje z błękitem nieba. Najsłynniejsze przedstawienie Sądu Ostatecznego zajmuje całą zachodnią ścianę Kaplicy Sykstyńskiej.

Monumentalne dzieło nawiązuje do Apokalipsy św. Jana. Centralną postacią obrazu jest zstępujący ponownie na ziemię Chrystus-Sędzia, któremu towarzyszą m.in. św. Piotr z kluczami do bram raju, św. Bartłomiej trzymający nóż i skórę (będącą podobizną samego artysty) oraz św. Wawrzyniec z rusztem. W otoczeniu Chrystusa znajduje się także Matka Boska uosabiająca miłosierdzie. Potężne anioły bez skrzydeł  budzą trąbami umarłych. Postać z oślimi uszami, owinięta wężem, to Minos - król piekieł.

Z uwagi na nagość postaci, malowidło zbulwersowało wielu ówczesnych dostojników kościelnych, zwłaszcza Baigio z Ceseny – mistrza ceremonii na dworze papieża Pawła III. Michał Anioł postanowił zemścić się za wielokrotne ataki na jego freski, malując króla Minosa z twarzą Baigia. Papież mimo licznych skarg mistrza ceremonii nie interweniował. Grażyna Bastek wspomniała, że następny papież – Paweł IV zlecił Daniele da Volterrze - jednemu z uczniów Michała Anioła, domalowanie przepasek, aby zakryć niektóre części ciała. Volterrę nazywano później prześmiewczo "majtkarzem". - Musiał też poprawić fragment fresku, który przedstawiał scenę kopulacji Baigia ze św. Katarzyną. Trzeba było domalować szaty Katarzynie, a Baigia przemalować tak, aby nie był rozpoznawalny. Złośliwość Michała Anioła była ogromna – mówiła Grażyna Bastek w audycji "Jest taki obraz".

Nagość i najbardziej nieprzyzwoite fragmenty dość łatwo udało się ukryć, jednak nic nie można było poradzić z hellenistycznym stylem, w jakim artysta przedstawił Sąd Ostateczny. Chrystus – centralna postać fresku pokazany jest nie jak bezstronny sędzia, ale jako groźny młodzieniec o apollińskiej urodzie. Jego gwałtowne gesty przynoszą na myśl antycznych bogów, zwłaszcza miotającego piorunami Zeusa. Jednak dla większości wykształconych ludzi żyjących ówcześnie połączenie antyku z kulturą chrześcijańską nie było rażące, ale stanowiło jeden z postulatów sztuki renesansowej.

Audycję przygotował Michał Montowski.

Aby dowiedzieć się więcej, kliknij ikonę dźwięku w boksie Posłuchaj po prawej stronie.

(Lm)

Zobacz więcej na temat: boks Grażyna Bastek
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak
Komitet Obrony Robotników

Czytaj także

Najdziwniejszy malarz świata

- Tintoretto był malarzem, który nie miał jakichkolwiek oporów przed malowaniem dziwacznych scen, wiele z nich wymyślał – mówi dr Grażyna Bastek.
Posłuchaj
14'55 Jacopo Tintoretto "Wykradzenie ciała Świętego Marka"
więcej

Tintoretto zwany także Robustim, według ostatnich badań noszący nazwisko Comin, to jeden z głównych przedstawicieli szkoły weneckiej XVI wieku. Znany był z niezwykłej fantazji i szybkości tworzenia. Jego styl charakteryzuje się dynamiką i ekspresją.

Dr Grażyna Bastek, która była gościem audycji "Jest taki obraz", uważa, że Tintoretto wielokrotnie stwarzał zjawy umysłu, operował światłem bez jakiekolwiek logiki. - Wielu biografów pisało o tym, że od początku starał się zdobyć pozycję najdziwniejszego malarza świata – dodaje gość Michała Montowskiego.

W Wenecji tworzył cykle monumentalnych obrazów o tematyce religijnej, historycznej i biblijnej.

"Wykradzenie ciała świętego Marka" jest jednym z czterech obrazów Tintoretta odnoszących się do patrona Wenecji - obok "Cudu świętego Marka", "Odnalezienia ciała świętego Marka" i "Świętego Marka ratującego Saracena".

Przestrzeń obrazu "Wykradzenie ciała świętego Marka" stanowi  wymyślona architektura wielkiego placu z marmurową posadzką, przedstawiona w niebywałym skrócie perspektywicznym. Panuje straszna burza. Cały plac zalany jest wodą, w której stoją pierwszoplanowe postacie, a widmowe istoty przemykają się i chowają w arkadach. Jedna postać chwyta się kotary, inna próbuje utrzymać wyrywającego się wielbłąda. Tylko dwaj dzielni kupcy, nie zważając na nawałnicę wnoszą ciało św. Marka, które jest niezwykle świetliste i nienaruszone, jakby jeszcze żyło.

- Scena to została wymyślona przez Tintoretta - podkreśla dr Grażyna Bastek. - Być może ciało św. Marka przedstawione zostało w taki sposób, by nikt nie śmiał podważać prawdziwości relikwii – dodaje.

 Aby dowiedzieć się jak Tintoretto operował kolorem wystarczy kliknąć w dźwięk "Jacopo Tintoretto" w boksie Posłuchaj po prawej stronie.

(mz)

Zobacz więcej na temat: boks Grażyna Bastek Wenecja

Czytaj także

Kamień milowy w historii sztuki

Fresk Masaccia wyprzedził rozważania teoretyczne na temat perspektywy linearnej. Wskazał nową drogę malarstwa renesansowego.
Posłuchaj
14'50 Kamień milowy w historii sztuki
więcej

Tomaso di ser Giovanni Guidi di More, zwany Masaccio, czyli "gruby" – żył tylko 28 lat. Jako pierwszy wprowadził do malarstwa opracowane przez architekta Filippo Brunelleschiego zasady perspektywy wykreślnej. Dokonał tego we fresku namalowanym na ścianie lewej bocznej nawy florenckiego kościoła Santa Maria Novella. Fresk Masaccia wyprzedził rozważania teoretyczne na temat perspektywy linearnej. A obraz wymalował w technice buon fresco (został wykonany na świeżym, jeszcze wilgotnym tynku) . Najprawdopodobnioej Masaccio obraz "Trójca Święta" ukończył w 1427 roku, pod koniec życia.

To wielkie dzieło oznaczało przełom w malarstwie i stało się wzorem dla innych artystów. Zastosowanie zasad perspektywy pozwoliło uzyskać niezwykłe w jego czasach wrażenie głębi. Aby wzmocnić ten efekt, artysta przedstawił Trójcę Świętą w ramach architektonicznych. Namalował arkadę, otwierającą jakby głęboką niszę przykrytą sklepieniem. W centrum obrazu Bóg Ojciec podtrzymuje krzyż Syna. Nad Jezusem unosi się gołębica symbolizująca Ducha Świętego. Po obu stronach krzyża stoją Matka Boża i św. Jan. Obraz powstał na zamówienie bogatej rodziny florenckiej, która chciała w ten sposób udekorować miejsce rodzinnego grobowca. Miałobyć to monumentalne epitafium, w tamtych czasach mogło być malowane wprost na ścianie. Obrana przez artystę technika zapewniła niezwykłą trwałość arcydzieła.

Mamy tu do czynienia z niezwykłym połaczeniem tematu i funkcji. We fresku widzimy Trójcę Świętą, w bardzo niezwykłej, rzadkiej redakcji w typie Tronu Łaski. Figury fundatorów znajdują się u dołu przedstawienia, zawarta jest tu także modlitwa za dusze czyśćcowe. - Ta modlitwa utrwalona we fresku jest wiecznym modleniem się za dusze rodziny Lanzi. Technika jest elementem funkcji tego przedstawienia - wyjaśnia dr Grażyna Bastek, gość Michała Montowskiego.

Malowidło "Trójca Święta" jest ogromne, postaci ukazane są w ludzkiej skali włacznie z postaciami donatorów. Nowością jest również zastosowanie pełnowymiarowości postaci, które modelowane są światłocieniem.

Masaccio swym obrazem wskazał nowa drogę malarstwa renesansowego, wskazane przez niego rozwiązania stosowano również w architekturze.

Aby dowiedzieć się więcej na temat perspektywy i "Trójcy Świętej" Masacciego, należy kliknąć w ikonę dźwięku w boksie Posłuchaj po prawej stronie.

Audycji "Jest taki obraz" można wysłuchać w Programie 2 PR (co drugą niedzielę, o godz. 9.45). 

Zobacz więcej na temat: boks Grażyna Bastek

Czytaj także

Znikające arcydzieło Leonarda

Autor "Ostatniej wieczerzy" popełnił błąd technologiczny, wskutek czego słynny fresk już kilkadziesiąt lat po namalowaniu uległ poważnemu zniszczeniu.
Posłuchaj
14'05 "Ostatnia wieczerza" Leonarda da Vinci
więcej

Niezwykle dynamiczne i realistyczne przedstawienie Jezusa w otoczeniu uczniów w "Ostatniej wieczerzy" Leonarda da Vinci jest jednym z najsłynniejszych obrazów na świecie. Renesansowy fresk z refektarza kościoła Santa Maria delle Grazie w Mediolanie okazał się niestety dziełem nietrwałym.  – Malarz popełnił błąd technologiczny, jak wiemy z testów źródłowych, fresk zaczął niszczeć w niewiele lat po namalowaniu, w roku 1556 mówiło się o nim jako o ruinie – mówiła Grażyna Bastek w Dwójkowej audycji "Jest taki obraz".

Z pracami restauracyjnymi wiążą się niestety pewne modyfikacje oryginalnego obrazu. Niegdyś – inaczej niż robi się to współcześnie - dążono nie tylko do ustabilizowania niszczejącego dzieła, ale też do tego, aby uzupełnić brakujące elementy. Grażyna Bastek wyjaśnia, że choć ręka wielkiego włoskiego malarza jest już dużo mniej widoczna, "Ostatnia wieczerza" zachowała do dziś wiele z pierwotnego konceptu.

Obraz zwraca uwagę przede wszystkim indywidualnym podejściem do ukazanych postaci Apostołów, każdy z nich inaczej reaguje na słowa Chrystusa: "Zaprawdę powiadam wam, jeden z was mnie zdradzi". Uczniowie są zdumieni, przerażeni, gorączkowo pytają, kto to może być. Wielu też zapewnia, że na pewno to nie on jest zdrajcą.

Fresk jest także doskonałym studium architektury i światła. Artysta uchwycił głębię pomieszczenia i zachował odpowiednie proporcje. – Leonrado wzbogacił wykres perspektywiczny dodatkowymi, zajmującymi go zagadnieniami, dotyczącymi perspektywy: dodał światło jako element budujący przestrzeń i odległości w obrazie – podkreślał nasz gość.

Audycję przygotował Michał Montowski.

Aby dowiedzieć się więcej, kliknij ikonę dźwięku w boksie Posłuchaj po prawej stronie.

(Lm)