27 lutego swoją premierę będzie miał film "Krzyk 7", kolejna odsłona franczyzy, którą w 1996 roku zapoczątkował Wes Craven. Tym razem za kamerą stanął Kevin Williamson, scenarzysta pierwszych "Krzyków" i producent wykonawczy kilku następnych filmów.
Nigdy nie ma tylko jednego zabójcy. Jest nowy zabójca i nowy motyw. Ten element zagadki bardzo kocham w "Krzyku" – mówi reżyser.
W roli głównej znów zobaczymy Neve Campbell, która wciela się w Sidney Prescott. Gdy w miasteczku, w którym Sidney próbuje ułożyć sobie na nowo życie, pojawia się kolejny Ghostface, przeszłość powraca do niej z niepowstrzymaną siłą. Tym razem to nie ona jest celem zabójcy, lecz jej córka Tatum (Isabel May). Aby zapobiec najgorszemu, Sidney będzie musiała ponownie stanąć twarzą w twarz z upiorną maską i zapłacić nadzwyczaj wysoką cenę.
Poza Campbell w kontynuacji serii wystąpił też Scott Foley.
O rany. A jakie nogi ma ta seria, co? Nie da się od niej uciec. Ludzie ją uwielbiają wszędzie, gdziekolwiek pójdę. To był film, za który byłem w pewnym sensie ganiony w tamtym czasie – grałem w "Felicity" - wspomina aktor w rozmowie z comicbookmovie.com. Podczas przerwy w zdjęciach niejeden prawdziwy aktor poszedłby i zagrał w sztuce, ale ja poszedłem i zagrałem w "Krzyku". Teraz, patrząc wstecz, jestem bardzo wdzięczny, że jestem częścią takiej serii, ukochanej serii, która wciąż ma tylu fanów.
mo, mat. prasowe