24 listopada 1994 roku to był ważny dzień w muzycznym kalendarzu. W hali widowiskowej przy ulicy Jana z Kolna miał wystąpić zespół Golden Life, który promował wówczas swoją najnowszą płytę pt. "Natura", a po koncercie miała zostać wyemitowana bezpośrednia transmisja z rozdania nagród MTV w Berlinie. Na wydarzenie przyszło około dwóch tysięcy osób, głównie młodych.
Przed godz. 21.00 na drewnianej trybunie znajdującej się w głębi sali zauważono ogień. Początkowo nikt się tym nie przejął - wszyscy założyli, że to element show. - Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że dzieje się coś niebezpiecznego. Miałam przekonanie, że jest to efekt pirotechniczny - powiedziała Polskiej Agencji Prasowej Anna Golędzinowska, która w 1994 roku miała 16 lat.
"Bałam się, że tłum po mnie przejdzie" - relacja uczestniczki koncertu
Tymczasem pożar rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Pracownicy ochrony próbowali go zdusić, jednak bezskutecznie. Wkrótce w ogniu stanęły kurtyny i drewniany dach. - Ze sceny zaczęły padać komunikaty, że mamy się ewakuować. Panowały chaos i panika. Większość uczestników koncertu kojarzyła główne wejście, przez które weszła na teren hali, i w tym kierunku zaczęliśmy biec - opowiedziała Anna Golędzinowska.
Ludzie przepychali się i przewracali się o siebie nawzajem. - Główne wejście szybko się zatamowało. Pożar przybrał na mocy i w naszą stronę, w kierunku głównych drzwi, zaczęło docierać gorące powietrze - wskazała uczestniczka koncertu.
Grupie osób, w tym Golędzinowskiej, udało się przedostać do przedsionka między halą a głównym wejściem. Ktoś zamknął za nimi drzwi. - Chwilę później runął dach i ogień zyskał nową drogę wyjścia - opisała. - Ledwo trzymałam się na nogach, ale bałam się, że jeśli się osunę, to tłum po mnie przejdzie - powiedziała.
Policjanci zaprowadzili Golędzinowską do pojazdu, którym pojechała do szpitala, gdzie spotkała swoją koleżankę. - Na mój widok powiedziała: Aniu... twoja twarz. To był sygnał, że nie jest dobrze. Widziałam swoją zwisającą skórę - wyjaśniła kobieta. W szpitalu spędziła dwa miesiące.
Fot. PAP/Stefan Kraszewski
Bilans ofiar pożar podczas koncertu w Stoczni Gdańskiej
Do szpitali - poza Anną Golędzinowską - trafiło ok. 80 osób. 24 osoby przetransportowano helikopterami do szpitala oparzeniowego w Siemianowicach Śląskich. W sumie poszkodowanych zostało ok. 300 osób.
W wyniku poparzeń w szpitalach zmarło pięć osób, w tym dwóch ochroniarzy, którzy wynosili nieprzytomne osoby z płonącej hali.
Wśród śmiertelnych ofiar pożaru były jeszcze dwie osoby: 13-letnia Dominika Powszuk, która została stratowana przez uciekający tłum, oraz 32-letni operator telewizji Sky Orunia Wojciech Klawinowski, który wrócił do budynku po sprzęt telewizyjny.
Przyczyną tragedii w Stoczni Gdańskiej było podpalenie
Przyczyną powstania pożaru w Stoczni Gdańskiej było podpalenie. Sprawcy do dziś nie ustalono.
W związku z pożarem, 16 lat po tragedii, 8 czerwca 2010 roku, Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał ówczesnego kierownika hali stoczniowej Ryszarda Gackiego na karę dwóch lat pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na okres próby lat czterech.
Były komendant stoczniowej straży pożarnej i organizatorzy imprezy z Agencji FM, którym zarzucono niezapewnienie drożnych wyjść ewakuacyjnych oraz ominięcie podstawowych zasad zabezpieczeń przeciwpożarowych, zostali uniewinnieni.
Czytaj także:
Golden Life w hołdzie ofiarom pożaru w Stoczni Gdańskiej
By upamiętnić ofiary tragedii z 24 listopada, muzycy zespołu Golden Life nagrali utwór pod tytułem "24.11.94". Refren tego utworu - "Życie choć piękne tak kruche jest/Wystarczy jedna chwila by zgasić je/Życie choć piękne tak kruche jest/Zrozumiał ten kto otarł się o śmierć" znają nie tylko fani formacji.
Wikipedia/PAP/kk