X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
Polskie Radio

"Last Christmas" forever, czyli fenomen przeboju Wham!

Ostatnia aktualizacja: 14.12.2018 16:22
Czy cztery akordy wystarczą, by nagrać świąteczną piosenkę, którą pokochają i znienawidzą ludzie na całym świecie i która zarobi tyle, że nie trzeba pracować do końca życia? George Michael udowodnił, że to możliwe. Ale w "Last Christmas" jest coś jeszcze - coś, co sprawia, że jest to utwór wyjątkowy.
Screen z utworu Last Christmas
Screen z utworu "Last Christmas"Foto: Youtube/Sony

W grudniu 1984 roku dwie piosenki walczyły w Wielkiej Brytanii o tytuł świątecznego przeboju: "The Power of love" grupy Frankie Goes to Hollywood oraz "Last Christmas" zespołu Wham! Konkurs wygrała trochę niespodziewanie zupełnie inna kompozycja - "Do They Know It’s Christmas” założonej przez Boba Geldofa supergrupy Band Aid. Pytanie: czy ktoś dziś nuci na święta "Power of love"? Czy któraś z wyżej wymienionych konkurentek bardziej kojarzy się ze świętami niż przebój Wham!?

"Last Christmas" to fenomen w swojej kategorii. Do tej pory sprzedano w samej tylko Wielkiej Brytanii blisko 4 mln egzemplarzy singla z tym utworem. Choć ma on "zaledwie" 15 oficjalnych coverów, serwis Youtube pokazuje kilkanaście milionów (!) wersji nagranych przez użytkowników. Jest też poświęcona mu strona www - lastchristmaswham.com.

Relacjom bohaterów piosenki poświęcono kilka osobnych prac naukowych – psycholodzy wskazywali np. na dysonans poznawczy podmiotu lirycznego w utworze, na fakt, że bohater ma spore problemy z poradzeniem sobie z odrzuceniem przez partnera/partnerkę. "Pod koniec pierwszej zwrotki zdecydowanie zaobserwować możemy dwójmyślenie, charakterystyczne dla dysonansu poznawczego: byłem głupcem, ale jeśli teraz mnie pocałowałaś, to wiem, że znowu bym dał się oszukać" - analizowała utwór w "Guardianie" recenzentka muzyczna Rachel Aroesti.

Lata mijają, a popularność puszczanej właściwie tylko w okresie świątecznym piosenki nie maleje. Ba! Raczej utrzymuje się na pewnym stałym poziomie, o czym wciąż przypominają nam stacje radiowe i telewizyjne. Wydaje się nawet, że ta popularność już raczej nie minie.

Mówi się, że jeśli czegoś możemy być pewni na sto procent, to jest to śmierć i podatki. Niestety lub stety - jest to również "Last Christmas" w święta. Uszminkowana buzia Georga Michaela będzie nam towarzyszyła w tym okresie do końca naszych dni. Jak choinka, Mikołaj lub dyskusje o zabijaniu karpia.

Recepta na hit

Grupa przyjaciół - młodych, ślicznych, beztroskich i wyciętych z katalogu mody osób jedzie do leśniczówki położonej wysoko w Alpach (wideoklip nakręcono w Saas-Fee w Szwajcarii), by spędzić tam kilka świątecznych dni. Dziś byłby to scenariusz krwawego horroru, wówczas - pomysł na muzyczny wideoklip. Pomysł, dodajmy, który się świetnie sprawdził. 

Dlaczego to ta prosta, czteroakordowa (D, Bm, Em i A) piosenka stała się świątecznym przebojem?

Po pierwsze - chodzi o święta. Każdy lubi święta. Mowa oczywiście o świętach w takim wydaniu, jakie widzimy w wideoklipie – zimny śnieg, ale gorące uczucia. W dzień bitwa na puszyste śnieżki, wieczorem światła choinki, ogień kominka i gorące wino. I oczywiście spotkanie z byłą miłością. Kto z nas o tym nie marzy?

Po drugie - wcale nie chodzi o święta. Są tu tylko pretekstem do opowiedzenia o spotkaniu z byłą miłością, o rozpalenie na nowo ugaszonych dawno uczuć. Kto z nas o tym nie marzy?

Po trzecie - "Last Christmas", choć ma miliardową konkurencję, balansuje na krawędzi świątecznego kiczu, ale nie wpada w tę słodką przepaść. Jest idealnie zgodny z duchem lat 80. i dziś może być pokazywany jako przykład tego, co wówczas realizowano.

To majstersztyk tamtych lat - wszystko na granicy kiczu. No, może uszminkowawszy George Michael jest trochę zbyt słodki.

Po czwarte: to prosta, ludzka historii o doświadczeniu związanym z nieszczęśliwą miłością, jaka zdarzyć się może każdemu. W piosence zdarza się w święta. 

Recepta na plagiat

George Michael, który nie był wykształconym muzykiem, do nagrania użył bardzo protego zestawu -  automatu perkusyjnego LinnDrum i kultowego dziś syntezatora Juno-60 firmy Roland. Razem z realizatorem dźwięku z Chrisem Porterem zamknął się w studio Advision i w kilka godzin nagranie zrealizował.

Nie łudźmy się - to nie był spontaniczny pomysł, wynikający z autentycznych wspomnień, czy romantycznych snów. Piosenka była przemyślanym produktem. Miała być łatwa, przyjemna, wpadająca w ucho i zostać świątecznym przebojem. Nawet nagrań dokonano nie w zimie, ale w sierpniu.

Tuż po ukazaniu się utworu na rynku, George’a Michaela oskarżono o plagiat. Zrobił to sam Barry Manilow (to ten od przeboju "Copacabana"). Król kiczowatych piosenek z Las Vegas stwierdził, że "Last Christmas" jest zbyt podobne do "Can not Smile Without You" - hitu Manilowa z 1978 roku.

Sprawę zamknięto, gdy powołany przez sędziego muzykolog zaprezentował w sądzie 60 (!) piosenek rozrywkowych, które stworzono wcześniej, i które miały podobną sekwencję akordów oraz melodię jak oba utwory. Świadczy to nie tyle o jakości brytyjskiego sądownictwa, ale i o poziomie kompozycji "Last Christmas".

Recepta na dobro

Jednak Barry Manilow, choć wciąż znany na świecie, sławy Georgowi Michaelowi może tylko pozazdrościć. Także sukcesów w pisaniu świątecznych utworów. Co roku powstaje na świecie kilka tysięcy tego typu przebojów, ale tylko kilka z nich osiąga taką popularność, że puszczane są regularnie w okresie świątecznym na całym świecie. 

I choć puszczanie w kółko tych przebojów jest dla niektórych z nas niezwykle irytujące, nie musimy przecież ich kochać i wciąż sobie odtwarzać - zrobią to za nas wszystkie stacje radiowe.

W 2016 roku, gdy umierał, George Michael zajmował 22 miejsce na liście najbogatszych twórców Wielkiej Brytanii. Jego majątek wynosił ponad 105 milionów funtów. Jeśli pomyśleliście właśnie, że to dzięki "Last Christmas" - pomyliliście się. Piosenka zarobiła – według różnych źródeł - "zaledwie" od 5,5 do 6 milionów funtów.

Jest jeszcze coś, co jest chyba najbardziej świątecznego w "Last Christmas": w 1984 roku członkowie Wham! - George i Andy, mimo iż dopiero rozpoczynali karierę, zdecydowali, że przekażą wszystkie swoje tantiemy z tego utworu na nakarmienie głodnych dzieci z Etiopii. Warto o tym pomyśleć podczas słuchania tej piosenki.

Tomasz Jakubowski

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak