Polskie Radio

Rozmowa dnia: Andrzej Orzechowski

Ostatnia aktualizacja: 09.07.2013 15:30

Zuzanna Dąbrowska: Poseł Platformy Obywatelskiej Andrzej Orzechowski.

Andrzej Orzechowski: Dzień dobry, witam serdecznie.

Jak to jest, panie pośle? Platforma traci w sondażach i dlatego zaczynają się wewnętrzne napięcia, czy ponieważ zaczęły się wewnętrzne napięcia, to Platforma traci w sondażach?

Myślę, że ani tak, ani tak. Po prostu jest pewne zmęczenie materiału postrzegane tak przez wyborców, przez opinię publiczną, która jest sondowana, i być może dlatego stąd pojawiły się niższe sondaże. Natomiast trochę jest, też dopowiem, cieplej w związku z wewnętrznymi wyborami, z wyborami szczególnie na przewodniczącego partii. I tu jest może lekkie podenerwowanie. Natomiast jest to jakby wewnętrzna sprawa Platformy i te nerwy rozstrzygają się jakby wewnątrz struktur Platformy, a nie powinny rzutować na całe społeczeństwo.

No, to trochę dziwne, bo gdyby to było tak, że są kandydaci, którzy idą łeb w łeb, gdyby to było tak, że starszemu liderowi zagraża młody, dynamiczny, który zbiera pokoleniowo swoje wojsko, to rzeczywiście te nerwy mogłyby być usprawiedliwione, a tutaj głosy od dość dawna są rozdane, takie mam wrażenie. Czterdzieści kilka głosów, w porywach frakcja konserwatywna, przynajmniej w klubie parlamentarnym, podejrzewam, że podobne proporcje są w całej Platformie Obywatelskiej i niezachwiana pozycja Donalda Tuska. Skąd te nerwy?

Myślę, że rzeczywiście wybór jest raczej przewidywalny. Ja do tego podchodzę bardzo spokojnie. Być może udzielają się jakieś emocje różnym naszym przedstawicielom, w związku z tym, że kampania jakby trochę rozgrywa się za bardzo na zewnątrz. Ona powinna być adresowana do członków Platformy Obywatelskiej, którzy będą wybierali swojego przewodniczącego, natomiast niekoniecznie musi odbywać się za pośrednictwem mediów ogólnopolskich.

Pan został wybrany z okręgu, który jest bliski Elblągowi. Chciałam użyć przymiotnika pechowemu dla Platformy, ale niektórzy twierdzą, że wcale nie pechowy, bo właśnie świetnie kandydatka Platformy Obywatelskiej odrobiła straty po odwołaniu poprzedniego prezydenta Elbląga, wcale nie ma pecha, a z kolei politolodzy mówią: no, jeżeli Platforma traci głosy na tzw. Ziemiach Odzyskanych, to znaczy, że jest bardzo niedobrze. Jak z pana perspektywy wygląda sytuacja na tych Ziemiach Odzyskanych?

Ja myślę, że to wcale nie jest tak źle i nie jest też za bardzo dobrze, bo patrząc, porównując do wyborów poprzednich i do wyniku teraz, jeżeli chodzi o radę miasta Elbląga, no to rzeczywiście ten wynik jest gorszy, no ale to jest, tak jak powiedziałem, wynikiem pewnego zniechęcenia trochę i w skali ogólnopolskiej, ale też pewnych błędów czy zaniedbań rady miasta Elbląga i prezydenta Elbląga, którzy zajmowali się tam rządzeniem jeszcze do niedawna. Natomiast ten wynik pani poseł Elżbiety Gelert jest... jeśli porównując do tego, że startowała od zera albo tak jak ona sama powiedziała, od minus dwa i ma wynik plus 48, więc uważam, że to jest mimo wszystko dosyć dobry wynik i będzie... dalsze wyniki czy sondaże, czy wyniki wyborcze będą zależały od działania tak naprawdę, od działania i na szczeblu centralnym, i na szczeblu lokalnym czy regionalnym, a te działania, szczególnie na szczeblu regionalnym i lokalnym w moim przekonaniu na Warmii i Mazurach są przekonujące.

Andrzej Halicki twierdzi już po ogłoszeniu wyników wyborów, że Platforma musi zrobić bardzo potężny rachunek sumienia, że to jednak jest wielka przegrana i ci, którzy mówią, że pani poseł Gelert co prawda nie wygrała, ale też nie przegrała, bardzo się mylą, bo kryzys jest głęboki.

Nie wygrała, to rzeczywiście, natomiast ta różnica jest nieznaczna, bo w liczbach bezwzględnych, nominalnych 1100 głosów różnicy, więc wystarczyłoby, żeby pani posłanka Gelert miała 600 głosów więcej, a pan kandydat Jerzy Wilk miał 600 głosów mniej i już byłaby wygrana pani posłanki Gelert. Ale nie ma się też co... Po prostu trzeba ciężko pracować i trzeba udowadniać...

Ale co z tym rachunkiem sumienia i co z tym przespaniem? Bo rozumiem, że posłowi Halickiemu chodziło o to, że Platforma była niewystarczająco czujna, niewystarczająco sprawdzała swoje struktury, że zabrakło dyscypliny, że tu są grzechy w tej centrali.

Trochę prawdy jest, ale też trudno powiedzieć, żeby prezydent miasta wybierany w wyborach powszechnych był jakoś nadzorowany czy kontrolowany przez struktury partyjne, tak jak np. dzisiaj to się dzieje, kiedy poseł Adam Hofman mówi, co należy zrobić w Elblągu w pierwszych krokach. To powinien wybrany już prezydent-elekt o tym decydować, co on będzie robił, a nie jakaś centrala za niego. I rzeczywiście tam w Elblągu zostały popełnione pewne błędy, także wizerunkowe, przy, powiedzmy sobie od razu, bardzo dużym froncie inwestycyjnym, co jest mało zauważalne, a powinno być, natomiast...

To bardzo zauważalna, panie pośle, bo się nie da jeździć przez Elbląg.

No więc właśnie...

Front jest wyraźny.

...zauważalne, duże inwestycje i tego się nie widzi, a widzi się jakieś drobne potknięcia, których nie powinno być. I to, co powiedział poseł Halicki, rzeczywiście należy uważać także na te drobiazgi po to, żeby one nie przykrywały dużych inwestycji i dużych osiągnięć.

A czy Grzegorz Schetyna obiecując, że... zapowiadając, że nie będzie startował przeciwko Donaldowi Tuskowi, zyskał sobie takie uznanie za to, że nie będzie rozbijał Platformy Obywatelskiej, czy za to, że nie wygra z Donaldem Tuskiem? Jak pan sądzi? Bo od dawna chyba Grzegorz Schetyna takiej owacji nie miał jak wtedy, kiedy podczas kongresu zapowiedział: nie, nie będę stawał przeciwko Donaldowi.

To była taka reakcja bardzo spontaniczna. Myślę, że wszystkim nam zależy na tym i także Grzegorzowi Schetynie, żeby Platforma działała jako takie jednorodne środowisko bez jakichś wewnętrznych zawirowań i konfliktów. I myślę, że to właśnie tak zostało odebrane.

No ale z kolei politycy związani z Grzegorzem Schetyną, choć nie tylko, zapowiadają wyłamanie się z dyscypliny partyjnej w piątkowym głosowaniu na temat uboju rytualnego, o ile będzie dyscyplina, bo tutaj pani marszałek Ewa Kopacz wcale nie była dzisiaj podczas briefingu jednoznaczna. Wobec takiej sprawy się Platforma dzieli, to co dopiero w innych sprawach.

Nie porównujmy takiego jednego chociażby głosowania w takiej bądź co bądź jednak w drobnej sprawie do całokształtu działań. Ja mówiłem o całokształcie działań, że musimy być jednorodni i w sposób taki precyzyjny kroczyć w określonym kierunku. Natomiast to, że przy różnych głosowaniach mogą być różne głosy przeciw czy się wstrzymujące...

Ale wtedy, kiedy jest dyscyplina zarządzona?

...to to jest naturalne. Znaczy nie wiem, czy tutaj będzie dyscyplina. Dzisiaj jest posiedzenie klubu, na którym będziemy o tym rozmawiać. Nie wydaje mi się, żeby była zarządzona dyscyplina. Natomiast w tej kwestii akurat różni posłowie mają różne zdania i pewnie będą głosowali zgodnie z tym swoim zdaniem, z tą swoją opinią.

A jaka na to będzie reakcja koalicjanta Platformy Polskiego Stronnictwa Ludowego, które jednoznacznie stoi po stronie tych rolników, którzy domagają się zmiany sytuacji i dopuszczenia uboju rytualnego? Kolejny problem w koalicji.

Ja nie sądzę, żeby to tworzyło jakiś problem w koalicji. Myślę, że PSL powinien dostrzegać, że są też inne ugrupowania, które też... raczej będą głosowali przeciwko. Natomiast pewnie wszyscy parlamentarzyści powinni się zastanowić nad tym przy tym głosowaniu, czy to są zwierzęta, które, że tak powiem, specjalnie zostały wyhodowane i są hodowane do takiego uboju, czy to są jakieś inne zwierzęta, o które musimy w inny sposób dbać.

Pan jest ekonomistą, jest pan członkiem Komisji Finansów Publicznych. Które racje panu wydają się bardziej uzasadnione? Tych, którzy nie chcą, żeby zwierzęta cierpiały, czy tych, którzy mówią, że to cierpienie przysparza ludziom miejsc pracy?

Zwierzęta te są hodowane po to, żeby mogły być przetwarzane do konsumpcji, więc gdyby nie ten ubój rytualny, to ich prawdopodobnie by nie było. Natomiast ja w tym tygodniu miałem spotkania z rolnikami między innymi właśnie na Mazurach, którzy twierdzili, że z tego powodu cena wołowiny spadła w żywcu z 15 do 12 złotych i twierdzą, że będą wyzbywać się bydła, bo nie jest to opłacalne, nie mogą tego eksportować, a myślę, że z punktu widzenia gospodarczego eksport jest dla nas ważny.

Czyli dla mojego rozmówcy posła Andrzeja Orzechowskiego argument ekonomiczny i finansowy w tej sprawie, w sprawie głosowania na temat dopuszczenia uboju rytualnego są ważniejsze, tak przynajmniej zrozumiałam.

To jest oczywiste. Tych zwierząt by nie było, gdyby nie ten ubój.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Gościem Popołudnia z Jedynką był poseł Platformy Obywatelskiej Andrzej Orzechowski.

Dziękuję.

(J.M.)