Ekumenia

Pastor w Ceucie: „Nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy”

Ostatnia aktualizacja: 01.08.2026 23:52
Ewangelicy z pogranicza Hiszpanii i Maroka opowiadają o tym, jak przeżywali kryzys migracyjny. Kościół „pomaga w miarę swoich możliwości” osobom, które wciąż przebywają na ulicy.

Mieszkańcy Ceuty starają się powrócić do względnej normalności po niezwykle trudnych dniach, które nastąpiły po masowym napływie migrantów przez plażę Tarajal w zeszłym tygodniu.
„Trudno nam było uwierzyć w to, co widzieliśmy” – mówi Javier Santolaria w rozmowie z hiszpańskim serwisem informacyjnym Protestante Digital, relacjonując wydarzenia z Ceuty.
„Po ulicach błąkały się tysiące ludzi. Większość zachowywała się spokojnie, choć dochodziło do pewnych zatargów. To całkowicie zakłóciło życie miasta” – dodaje.
Santolaria, rodowity mieszkaniec Ceuty, od 20 lat jest pastorem ewangelickiego kościoła Casa de Alabanza (Dom Uwielbienia), położonego w dzielnicy zamieszkanej w większości przez muzułmanów.
Na nabożeństwach regularnie gromadzi się około 100 osób, choć na frekwencję wpłynęła pandemia COVID-19. „Dotknęła nas ona tak samo jak wszystkich innych, ale przez cały ten czas kontynuowaliśmy naszą misję bycia kościołem i realizowania naszego powołania” – wyjaśnia Santolaria.
Osoby niepełnoletnie
Pastor mówi, że w Ceucie są przyzwyczajeni do radzenia sobie z kwestią migracji, ale „nigdy nie widzieliśmy czegoś takiego. Wciąż są rodzice, którzy nie posłali dzieci do szkoły”.
Zdaniem Santolarii „wielu wie, że jeśli zostaną odnalezieni i umieszczeni w ośrodku, zostaną deportowani do swojego kraju. Dlatego większość z nich woli błąkać się po mieście i ukrywać – boją się bowiem odesłania”.
„Czasami wciąż widać na ulicach wiele dzieci, a zwłaszcza młodzieży. Utrzymuje się pewien niepokój, ponieważ nie wiadomo, co stanie się z tymi wszystkimi ludźmi, którzy wciąż tu przebywają” – mówi pastor.
Władze udostępniły numer telefonu dla marokańskich rodzin, które chcą odnaleźć swoje dzieci i rozpocząć proces ponownego połączenia z nimi.
Ewangelicy są równie zaskoczeni jak ich sąsiedzi, lecz podkreślają, że nie wolno zapominać o „aspekcie humanitarnym”. Zdają sobie sprawę, że za tym masowym napływem ludzi kryje się wymiar polityczny, którego nie można ignorować – zwłaszcza że część nieletnich przyznała, iż zostali oni podstępem wprowadzeni w błąd.
– Pojawiły się nawet doniesienia, że ​​sadzano ich w autobusach, wmawiając im, iż jadą na wycieczkę do Ceuty. Dlatego właśnie nie chcemy tracić z oczu wymiaru humanitarnego; chcemy wyciągnąć pomocną dłoń i nieść wsparcie – podkreśla Santolaria.
Misja
Stowarzyszenie „Fundacja i Rozwój” (Foundation and Development) – kościelna organizacja zajmująca się działalnością społeczną – gromadzi niezbędne artykuły, takie jak odzież, obuwie i środki higieniczne, „aby je rozdysponować i w miarę możliwości pomóc osobom, które tu przebywają – choć nie wiemy, jak długo to potrwa”.
Niesienie pomocy w takich okolicznościach stanowi wyzwanie, ponieważ niektórzy sąsiedzi obawiają się tzw. efektu przyciągania, który mógłby skutkować napływem kolejnych osób. „To nas nie powstrzymuje, choć czasem i nam towarzyszą lęk oraz niepokój, a reagowanie na taką sytuację nie jest łatwe” – zauważa Santolaria.
W realizacji tych działań wspólnota kościelna otrzymała wsparcie od organizacji i kościołów z Hiszpanii i nadal jest otwarta na pomoc z zewnątrz.
Napięta sytuacja
Te wydarzenia wywołały wielki niepokój wśród mieszkańców Ceuty. Kościół nieustannie wzywa chrześcijan do modlitwy, „abyśmy mogli żyć w pokoju i nieść pomoc”.
Santolaria przyznaje, że wokół tej sytuacji panuje „napięcie polityczne”, które dotknęło wielu obywateli. „Odczuwa się spore rozdrażnienie, dlatego prosimy o modlitwę, aby wszelkie niepokoje ustąpiły, a my byśmy potrafili być światłem pośród tych okoliczności”.

evangelical focus

Zobacz więcej na temat: wiara