Śmierć Marka Duggana latem 2011 roku stała się zarzewiem wielkiej fali zamieszek, rabunków i podpaleń w kilku miastach Anglii. Doprowadziło to do śmierci pięciu kolejnych osób.
Werdykt ławy przysięgłych rozpatrujących okoliczności śmierci Duggana zaskoczył nie tylko jego rodzinę i przyjaciół, ale nawet samą policję. Duggan zginął zastrzelony podczas próby aresztowania, gdyż policja podejrzewała, że miał przy sobie broń. Tymczasem pozbył się pistoletu chwilę przed zatrzymaniem, wyrzucając go przez okno taksówki.
Wczoraj przed sądem przyjaciele Duggana zakrzyczeli rzecznika policji skandując "mordercy". Potem demonstrowali przed komisariatem w Tottenham, skąd pochodził Duggan i zapowiadali nową falę rozruchów. Jeśli do nich nie doszło, to po części dzięki ulewie. Po części zaś dzięki apelowi o spokój jaki wystosowała ciotka Marka Duggana, za co dziś dziękował jej sam premier Cameron. Jak powiedział radiu BBC: "Oczywiście takie sprawy budzą bardzo silne emocje, ale mam nadzieję, że ludzie zdobędą się na spokój i uznają fakt, że mamy w tym kraju pewne procedury sądowe, które trzeba uszanować."
Scotland Yard podjął rozmowy z przedstawicielami mieszkańców Tottenham i obiecał, że nie będzie interweniować podczas zgromadzenia mającego uczcić pamięć Marka Duggana. Brytyjskie media przypominają jednak, że był on bez wątpienia groźnym gangsterem.
IAR