Polskie Radio
Section05

wyłączenie banerów

"Pamiętaj o mnie" - reportaż Urszuli Żółtowskiej-Tomaszewskiej o pielęgnowaniu pamięci o powstańcach warszawskich

Remigiusz Stefani jest od kilku lat wolontariuszem Muzeum Powstania Warszawskiego i działaczem komitetu ratowania grobów powstańców warszawskich. Dlatego w dniach obchodów 78. rocznicy Powstania Warszawskiego kwestuje z innymi wolontariuszami, żeby zdobywać środki na ten cel. Sam jest wnukiem powstańca, który zginął w czasie powstania i przez 10 lat rodzina nie miała informacji, gdzie jest pochowany. Dzięki pomocy działu historycznego Muzeum Powstania udało ustalić miejsce pochówku dziadka. Dla pana Remigiusza było to jak zobowiązanie - włączyć się w powstańcze sprawy. Kiedy w archiwum akt nowych przeglądał powstańcze biogramy zobaczył zdjęcie 17-letniego chłopaka upozowanego na gwiazdę filmową z papierosem w ręku. To był Janusz Gawdzik pseudonim Kruk. Jego uwagę przykuły oczy tego chłopaka, które mówiły nie zapomnij o mnie. I tak się zaczyna ta historia…
Zobacz więcej na temat: 

„Uderzenie mam fieldowskie”

2 sierpnia 1832 r. Chopin w liście do swego przyjaciela Ferdynanda Hillera poruszył sprawę planowanego przyjazdu do Paryża dwóch pianistów, Ignacego Moschelesa i Johna Fielda. Byli ostatnimi spośród największych wirtuozów fortepianu, których był ciekaw, a których do tej pory nie miał okazji usłyszeć. Fryderyk szczególnie zainteresował się Fieldem. Z upodobaniem grywał jego Koncert As-dur i nokturny. Przysłuchiwał się opiniom na temat tego pianisty, wygłaszanym w paryskim środowisku artystycznym. W przedmowie do jednego z wydań Nokturnów Fielda, Liszt tak scharakteryzował jego sztukę: „czysty, przejrzysty strumień muzyki”, „niemal senny spokój gry”, „wzruszająca łagodność, powabna szczerość i czarująca prostoduszność jego melodyjnych marzeń”. Natomiast Moscheles rzekł: „Jako człowiek jest dobroduszny, ale słabo wykształcony i dość komiczny”. Znana jest krytyczna opinia Fielda o Chopinie, zawierająca się w słowach „un talent de chambre de malade”. Uwagi Chopina o tym pianiście i kompozytorze nie zachowały się. (md)
Zobacz więcej na temat: 

"Tajemnica kamienicy przy Poznańskiej" - reportaż Antoniego Rokickiego o rodzeństwie, które przeżyło Powstanie Warszawskie

Krystyna Wrońska i Jerzy Michalski są rodzeństwem. Mieszkają w przedwojennej kamienicy w sercu Warszawy, przy ul. Poznańskiej 11, gdzie spędzili również dzieciństwo i niemal całe dorosłe życie. Mieszkanie, w którym żyją, odegrało ważną rolę na mapie powstańczej stolicy. Znajdował się w nim punkt opatrunkowy, a piętro wyżej – szpital. Historia ta jest jednak mało znana. Obecni mieszkańcy Poznańskiej nie znają losów budynku, a w wielu książkach o powstaniu nie znajdziemy informacji o tym, że w tym miejscu w 1944 roku był szpital. O tym, jak wyglądało codzienne, zwykłe życie na Poznańskiej, opowiada Krystyna Wrońska, z domu Michalska. W 1944 roku miała 11 lat. Zapytana o najsilniejsze wojenne wspomnienie, relacjonuje najboleśniejszy dzień z tego dramatycznego okresu – był nim pamiętny 13 września. Z kolei Jerzy Michalski, brat pani Krystyny, w wyniku tego dramatycznego wydarzenia, przestał mówić. Jak wyglądała wojenna rzeczywistość z perspektywy kilkuletnich dzieci?
Zobacz więcej na temat: 

"Nieśmiertelni dokumentaliści" - reportaż Weroniki Puszkar o reportażach filmowych z Powstania Warszawskiego

Kilkunastu reportażystów filmowych dokumentowało codzienne życie i walki w czasie Powstania Warszawskiego. Każdy z nich ryzykował życie. Wszystko po to, by przekazać wiedzę o tym okresie kolejnym pokoleniom, ale też ku pokrzepieniu sercu dla współcześnie żyjących i walczących. Właśnie wtedy powstały reportaże filmowe "Warszawa Walczy!". Trwały po kilkanaście minut były wyświetlane codziennie na ogólnych pokazach w śródmiejskim kinie Palladium przy ul. Złotej 7/9. "Był to ewenement w dziejach reportażu wojennego, gdyż jedynie w czasie Powstania Warszawskiego filmy nakręcone przez sprawozdawców można było zobaczyć już kilkanaście godzin po zrealizowaniu, np. materiał ze zdobycia 20 sierpnia budynku Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej przy ul. Zielnej 37/39 obejrzano w kinie już 21 sierpnia".
Zobacz więcej na temat: 

U Deotymy

1 sierpnia 1834 r., cztery lata po wyjeździe Chopina z kraju, urodziła się w Warszawie Jadwiga Łuszczewska, bardziej znana pod pseudonimem „Deotyma”. W dzieciństwie z niesłychanym zapałem uprawiała grę na fortepianie, ale choroba przerwała naukę. „Wszystkie owe uzdolnienia gdzieś przepadły, jakby je kto urzekł. […] Czułam dobrze, jak powinnam grać, ale palce nie chciały słuchać duszy” – pisała w Pamiętnikach. Była jedyną kobietą wśród poetów warszawskich, zainteresowaną Chopinem i jego muzyką. Przez jej salon na słynnych „czwartkach” przewinęło się w ciągu 39 lat blisko 45 tysięcy osób, wśród których było wielu muzyków wykonujących muzykę polskiego kompozytora, którego uwielbiała. W swym wierszu Nasze gwiazdy wyróżniała m.in. gwiazdę Chopina. W innym zaś, pieśń chopinowską nazywała „łzą natchnienia, spadającą w otchłań goryczy”. (md)
Zobacz więcej na temat: 

Wiedeńskie znajomości

31 lipca 1829 r. 19-letni Chopin dotarł do Wiednia w towarzystwie swych kolegów Maciejowskiego, Celińskiego i Brandta. Opiekował się nimi Romuald Hube, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Fryderyk przywiózł ze sobą kilka listów polecających od profesora Elsnera. Młodego kompozytora z radością powitał Wilhelm Würfel, dyrygent Opery Wiedeńskiej, udzielający niegdyś lekcji w Warszawie. Fryderyk poznał skrzypka Ignacego Schuppanzigha, wiernego przyjaciela Beethovena. Zawarł także znajomość z Tobiaszem Haslingerem, wydawcą muzycznym, który obiecał w ciągu tygodnia opublikować Wariacje op. 2. Musiało jednak upłynąć aż siedem miesięcy, nim kompozycja ukazała się na rynku. Nigdy też kompozytor nie otrzymał należnego mu honorarium. Fryderyk spotkał się również z dyrygentem, przyjacielem zmarłego przed rokiem Schuberta, Franzem Lachnerem. Przestrzegał on młodego muzyka, by nie popełnił błędu Schuberta i dał się jak najszybciej poznać jako wirtuoz, a nie tylko jako kompozytor. (md)
Zobacz więcej na temat: 

Sieroctwo

30 lipca 1832 r. Adam Mickiewicz w liście do swej matki napisał: „[...] – więc czytacie już moje książeczki!, Ty! Matko, może masz czasem jaką chwilę, w której uczucie dumy jest pociechą sieroctwa”. O stanie „narodowego sieroctwa” po upadku powstania listopadowego Maurycy Mochnacki tak pisał: „Ten stan owdowienia ojczyzny, ten stan narodowego sieroctwa dziwnie sprzyja interesowi przyszłej Polski”, trzymając Polaków w gotowości do walki. Zygmunt Krasiński w swej poezji stwierdził, że „[…] prawdziwym sprawcą sieroctwa jest ciągle uciekający czas, a podczas pobytu na ziemi homo viator jest sierotą po Bogu”. U Chopina to „narodowe sieroctwo” nabierało niezwykłych odcieni. Raz w samotną Wigilię Bożego Narodzenia w katedrze św. Szczepana w Wiedniu. Kolejny raz w słowach do Fontany: „W duszy tam gdzieś, mnie kochasz, tak jak i ja ciebie. A może teraz więcej jeszcze, bośmy obywa większe sieroty polskie, i Wodziński, i Witwicki, i Platery, i Sobański [odeszli]”. (md)
Zobacz więcej na temat: