Dawne tradycje i obrzędy wielkanocne

PAP
Magda Zaliwska 21.04.2011
Dawne tradycje i obrzędy wielkanocne
Pisanki z Wołynia, foto: fot: Wikipedia

Pogrzeby żuru i śledzia, mazanie okien smołą lub popiołem, święcenie całego wielkanocnego śniadania, to tylko niektóre z naszych wielkanocnych, zapomnianych już nieco, tradycji.

Wiele z pięknych polskich tradycji odeszło w zapomnienie. Święta Wielkanocne są dobrym czasem, by przypomnieć o najciekawszych z nich.

Pogrzeb żuru i śledzia

Wielkanocą, w Wielki Piątek i w Wielką Sobotę, przed laty na Kujawach i Pomorzu urządzano symboliczne pogrzeby żuru i śledzia, jako rozstanie się z dokuczliwym okresem postu.

Pogrzeby żuru przybierały różną formę. Najczęściej wiejscy chłopcy skrywali się z garnkiem żuru za rogiem chałup, w których mieszkały podobające się im dziewczyny, a następnie wybiegali i oblewali zupą drzwi. Często dziewczyny wychodziły umyć pochlapane drzwi, a dla chłopców była to okazja do żartów i zaczepek. Czasami chłopcy do słomianego powrósła, rozwieszonego jak girlanda pomiędzy kominami chałup, przywiązywali garnek z sadzami i popiołem. Gdy ktoś przechodził podbiegali i długimi kijami rozbijali naczynie, a zawartość wysypywała się na nieostrożnego przechodnia. Chłopcy na miejsce rozbitego garnka wieszali inny i czyhali na koleją ofiarę swoich żartów.

Innym symbolem uprzykrzonego postu był śledź. Urządzano pogrzeby śledzia, którego wieszano na drzewach lub wleczono na sznurku przez wieś, a potem go zakopywano. Nieraz do takich ceremonii wykorzystywano szkielet śledzia z głową, czy śledzia wyciętego z tektury lub wystruganego z drewna. Pogrzebowi towarzyszyły różne przyśpiewki. Na przykład w Wielką Sobotę śpiewano: "śledź zabił rzeźnika, świt, świt... będzie mięsko.

"Dyngus",
"Dyngus", Michał Elwiro Andriolli, fot: Wikipedia

Święcenie pokarmów chroni od piorunów

Dawniej na wsi kieleckiej pokarmy, tak jak i dziś, święcono, ale nie w małych koszyczkach. Święcono całe wielkanocne śniadanie, które ładowało się w kosz lub kosze. Nie wszystkie wsie miały blisko do kościoła, więc pokarmy święciło się przy kapliczce, czy przydrożnym krzyżu, a często - przed dworami. Jedzenie rozkładano na białych płachtach, obrusach. Do wsi przyjeżdżał ksiądz, który święcił dworskie i włościańskie jadło. Tym płachtom, a także resztkom święconego, przypisywano magiczne właściwości. Na Kielecczyźnie taka płachta miała chronić od piorunów, dlatego w czasie burzy rozkładano ją przed chałupą. Resztki ze święconego rozrzucano po polach, ogródkach, miało to zapewnić dobre zbiory i chronić przed szkodnikami. Święconym nazywano całe śniadanie wielkanocne. W święconym musiało być mięso, które na wsi spożywano nie na co dzień, lecz tylko w okresie świątecznym. Nawet najbiedniejsi starali się mieć kawałek kiełbasy, bogatsi zaś przygotowywali różne mięsiwa i szynki, kilka rodzajów kiełbas. Charakterystyczna była biała kiełbasa. Były też ciasta - baby wielkanocne drożdżowe, kołacze z serem.

Barwienie jaj

Jednym z najważniejszych elementów święconego były jajka. To bardzo stary symbol życia. W wielu kulturach wierzono, że z jaja powstał świat. Już w starożytnym Rzymie podczas świąt typu zadusznego barwiono jaja, a potem składano przodkom. Najstarsze w Polsce malowane jaja, pochodzące z X wieku, znaleziono w odkrywkach archeologicznych pod Opolem.

W Kieleckiem barwiono jaja na jeden kolor, otrzymując kraszanki. Kolor czerwony uzyskiwano z larw zwanych czerwcami, fioletowy - z kwiatów malwy, czarny - z kory dębu, zielony - z młodego żytka, a brązowy i żółty - z łusek cebuli. W XIX wieku rozpowszechniły się barwniki anilinowe, które dały większą paletę barw. Były też pisanki, na które nakładano wzór z wosku. Służył do tego pisak zrobiony z patyczka i kawałeczka blaszki. Po zabarwieniu jajka zdejmowano wosk i pozostawał biały wzór na kolorowym tle.

Święconka
Święconka, fot: Wikipedia
Biciem w bęben zwany barabanem, obwieszczają Zmartwychwstanie Chrystusa mieszkańcy Iłży k. Radomia. Od północy w Wielką Sobotę do niedzielnej rezurekcji, chodzą po miasteczku i ośmioma dużymi pałkami biją w baraban, witając zmartwychwstałego Jezusa. Na instrumencie gra jednocześnie ośmiu mężczyzn, a dwóch trzyma go, aby się nie przewrócił pod uderzeniami pałek. Orkiestra, której - zwłaszcza tuż po północy towarzyszy wielu mieszkańców Iłży - chodzi ulicami po całym mieście. Niektórzy gospodarze wychodzą przed swoje domostwa i zapraszają barabaniarzy do środka, by poczęstować ich jadłem i napojami.


Bicie w baraban słychać nie tylko w samej Iłży, ale i w okolicznych wioskach. Po raz ostatni uderzenia w baraban słychać tuż przed godziną 6 rano, kiedy wierni przychodzą do kościoła na mszę rezurekcyjną. Iłżecki baraban pochodzi z XVII wieku. Dokładna data jego powstania nie jest znana. We wnętrzu instrumentu są cyfry, które wskazują rok 1638 lub 1683. Jest prawdopodobnie pochodzenia tureckiego. Bęben jest wykonany z miedzianej blachy. Jego średnica wynosi metr, a wysokość siedemdziesiąt centymetrów. Obciągnięty jest wyprawioną skórą źrebięcą lub cielęcą. Instrument jest przechowywany w skarbczyku w kościele farnym.

Tydzień przed Wielkanocą jest przygotowywany do ceremonii. Tradycja barabanienia pochodzi najprawdopodobniej z XVII wieku. Najstarsi mieszkańcy Iłży pamiętają, że z bębnem chodzono na długo przed II wojną światową.

(mz)

Komentarze:

sortuj
liczba komentarzy: 0
    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!