X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Nauka

Móżdżek - niewielki lecz wielofunkcyjny

24.06.2008
Móżdżek to struktura, która kryje w sobie niezwykłe możliwości i do niedawna nieznane badaczom funkcje.

Skąd właściwie wzięło się pogardliwe określenie „mieć ptasi móżdżek”? Zastanawiające o tyle, że właśnie u tej grupy zwierząt (w porównaniu np. z ssakami) ta struktura ma relatywnie bardzo dużą objętość. U człowieka, choć skromniejszych rozmiarów w zestawieniu z całym mózgowiem, kryje w sobie niezwykłe możliwości i do niedawna nieznane badaczom funkcje.

Trzydzieści miliardów komórek

Zadziwiający jest już choćby fakt, że na czterdzieści miliardów neuronów (czyli komórek nerwowych) budujących całe mózgowie, aż trzydzieści miliardów znajduje się właśnie w móżdżku. Jeszcze większe wrażenie robi liczba połączeń pomiędzy tymi komórkami, decydująca o komunikacji móżdżku z innymi częściami mózgu, jak również pomiędzy poszczególnymi jego elementami. Jest ich aż 3 biliony! (co równie ciekawe, w korze mózgowej, najbardziej zewnętrznej warstwie mózgu, o grubości 6 mm, tych połączeń jest nawet dziesięć razy więcej). Jedna komórka móżdżku może tworzyć setki tysięcy połączeń z innymi jego komórkami, tworząc bardzo gęstą sieć łączności neuronalnej. Trzeba przyznać, że to iście astronomiczne liczby. Wydaje się to tym bardziej interesujące, że ludzki móżdżek stanowi tylko 10% całkowitej objętości całego mózgowia. Ogromna liczba budujących go komórek wynika z, oprócz wspomnianych już, jego licznych połączeń z innymi strukturami neuronalnymi, także z faktu, że neurony móżdżku są w nim stosunkowo gęsto upakowane.

Robak i migdał

Neurony budujące móżdżek wyróżniają się pod względem budowy, co jest związane z pełnionymi przez nie funkcjami oraz z tym, z którymi częściami mózgowia kontaktują tę strukturę. Nie da się ukryć, że móżdżek wyróżnia się na tle innych części układu nerwowego także pod względem oryginalności nazw nadanych poszczególnym budującym go częściom jak i jego komórkom czy włóknom nerwowym. Mamy tu więc włókna pnące i kiciaste oraz neurony gruszkowate. Wyróżnia się w budowie tej struktury części zwane jądrem zębatym, robakiem móżdżku, a także migdałem. Trzeba przyznać, że nazwy zapadają w pamięć, choć złożoność powiązań funkcjonalnych między nimi sprawia że oryginalne nazewnictwo chyba wcale nie ułatwia studentom medycyny nauki neuroanatomii.

Kontrola i korekta ruchu

Móżdżek odbiera informacje z różnych obszarów zmysłowych i ruchowych mózgu. Oznacza to, że docierają do niego sygnały o ruchu i o tym, czego dotykamy, co widzimy i słyszymy w danej chwili. Jego zadanie polega na ciągłym integrowaniu informacji wzrokowej czy słuchowej i ruchowej, co nazywamy koordynacją zmysłowo-ruchową. Wszystko po to, by optymalnie, płynnie i bezbłędnie wykonać ruch, a wykonywane czynności były zharmonizowane z napływającymi informacjami zmysłowymi. Móżdżek odbiera też impulsy neuronalne z części szlaku wzrokowego, który przenosi informacje o położeniu obiektów w przestrzeni. Jednocześnie dostaje sygnały z mięśni, które w określonej kolejności muszą się kurczyć w zależności od tego, jaka seria ruchów ma być wykonana. Nieustannie stale porównuje to, co już się dzieje z tym, jaki ruch był planowany, a rezultaty porównań i dalszych planów ruchu wysyła do mózgu (z tego powodu nazywany jest komparatorem ruchów). Dzięki temu mózg wie, jak masz pokonać przeszkodę, podnieść do ust filiżankę z herbatą, lub jak sięgnąć po książkę leżącą na półce. Ogromna liczba impulsów nerwowych przesyłana z różnych rejonów układu nerwowego do móżdżku, oraz w kierunku przeciwnym sprawia, że jego uszkodzenia, w zależności od ich lokalizacji, mogą wywoływać bardzo różne objawy, których spektrum obejmuje takie deficyty jak zaburzenia równowagi, zmniejszenie napięcia mięśniowego, osłabienie siły skurczów mięśniowych czy niezborność ruchowa. Stąd wiadomo, że móżdżek kontroluje utrzymanie równowagi ciała i ruchy oczu w czasie poruszania się, uczestniczy w inicjowaniu, planowaniu i właściwej koordynacji czasowej ruchów. Właśnie dlatego móżdżek ptaków musi być relatywnie taki duży. Ponadto struktura ta umożliwia korekcje błędnych ruchów, jak również nabywanie i zapamiętywanie nowych umiejętności motorycznych oraz ich automatyzację (kiedy np. uczymy się jeździć na rowerze czy na rolkach). Badania z użyciem metod neuroobrazowania pokazały też, że móżdżek aktywuje się w bardzo podobny sposób zarówno podczas wykonywania ruchu, jak i w trakcie wyobrażania sobie tej samej czynności ruchowej.

 

 

Trudna nauka czytania

Powiązanie móżdżku z wieloma strukturami układu nerwowego (m. in. z korą mózgową, pniem mózgu, strukturami podkorowymi) umożliwia pełnienie przez niego szeregu funkcji. Przez wiele lat sądzono, że są to głównie funkcje związane z poruszaniem się. Jak się jednak okazuje, nie tylko. Móżdżek kontroluje bowiem ruchy oczu nie tylko podczas poruszania się w przestrzeni. Na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale ich prawidłowe ruchy są niezbędne także podczas tak powszedniej czynności jak czytanie. Co więcej, teraz, gdy śledzisz treść tego artykułu, twój móżdżek nie tylko kontroluje towarzyszące temu ruchy oczu, ale także wspomaga tzw. mowę wewnętrzną (ciche czytanie, myślowe przyporządkowywanie literom w słowach odpowiednich dźwięków). Uczeni z Uniwersytetu w Oxfordzie na początku lat 90-tych odkryli, że właśnie ta część mózgowia ma za zadanie utrzymać skupienie wzroku na czytanym tekście i zadbać, aby ruchy oczu były dostosowane do każdego przeskoku ze słowa na słowo oraz z końca linijki na początek następnej. Richard Scott wraz z zespołem z oddziału neurochirurgii Szpitala Radcliffe’a w Anglii kilka lat temu stwierdził, że dzieci z guzem móżdżku mają duże trudności z czytaniem. Szczególnie prawa jego półkula i jej połączenia z innymi strukturami nerwowymi okazały się być tu krytyczne.

Nie tylko ruch

Z ruchem i aktywnością móżdżku związane jest nie tylko czytanie, ale też mowa i pisanie. Wszak w trakcie generowania słów (tzw. artykulacji) w odpowiedni sposób napinają się poszczególne mięśnie krtani, języka, gardła czy żuchwy. Poprawny „program” skurczów konkretnych mięśni artykulacyjnych jest warunkiem płynnego mówienia. Oczywiście wszystkie te ruchy żuchwy czy języka wykonujemy automatycznie i bez udziału świadomości. Jednak szereg struktur nerwowych (w tym móżdżek) czuwają nad ich poprawnością i płynnością. Co więcej, to właśnie móżdżek sprawia, że mowa, gdy już opanujemy w dzieciństwie tę sztukę, jest dla nas czynnością automatyczną nad którą nie musimy się na co dzień zastanawiać (jak wymawiać poszczególne dźwięki mowy).

Trzeba jednak pamiętać, że czytanie i mówienie to czynności, które prócz elementów ruchowych angażują także wyższe funkcje poznawcze. Dlatego uważa się, że móżdżek to struktura, która uczestniczy nie tylko w nabywaniu i zapamiętywaniu nowych czynności czuciowo-ruchowych, ale ogólnie jest ważna np. w procesach pamięciowych, uczeniu się kolejności czy rozpoznawaniu czasowej sekwencji. Wykazano, że w móżdżku pojawia się wyraźna aktywacja podczas zadań nawet tak mało związanych z ruchem jak zapamiętywanie ciągu cyfr. Wynik ten interpretuje się poprzez powiązanie procesu zapamiętywania z mową wewnętrzną (która jest nieodłącznym elementem nie tylko czytania w myślach, ale też „powtarzania w głowie” zapamiętywanych słów, cyfr, itp.).

Jak automat

Móżdżek odgrywa też niebagatelną rolę w zadaniach wymagających zautomatyzowania pewnych działań (co umożliwia wykonywanie ich po pewnym czasie bez udziału świadomości). Innymi słowy umożliwia nam, po wyuczeniu się określonych czynności wykonywanie ich bez stałej świadomej kontroli. Dzięki temu są one przeprowadzane sprawniej, ale też nasz umysł może w tym czasie być zaprzątnięty zupełnie innymi działaniami, zamiast świadomie śledzić wykonanie wyuczonego zadania. Można powiedzieć, że im więcej czynności potrafimy zautomatyzować, tym więcej rzeczy możemy robić naraz. A pomaga nam w tym móżdżek. Zawdzięczamy mu więc nabywanie biegłości w wykonywanych zadaniach. Nie tylko ruchowych. To co trudne i czasochłonne staje się łatwe i automatyczne.

Móżdżek a dysleksja

Dysleksja rozwojowa to deficyt o neurobiologicznym podłożu, przejawiający się problemami w czytaniu i pisaniu, których nie można uzasadnić uwarunkowaniami społecznymi (np. zaniedbaniem) czy niskim ilorazem inteligencji. Czy ma to coś wspólnego z móżdżkiem? W rzeczy samej, dziś wiadomo, że może być on winowajcą tych problemów.
Na przykład wspomniane już ruchy oczu podczas czytania (szczególnie podczas nauki tej umiejętności) u dyslektyków bardzo przypominają te, które można zaobserwować u pacjentów z uszkodzeniami móżdżku. Badacze z Wydziału Psychologii Uniwersytetu w Sheffield zaobserwowali, że osoby dotknięte dysleksją wypadają gorzej w różnych zadaniach wymagających przetwarzania w móżdżku. Z kolei badania z wykorzystaniem metod neuroobrazowania mózgu wykazały u dyslektyków niską (w porównaniu z osobami nie przejawiającymi tego deficytu) aktywność móżdżku podczas zdobywania umiejętności motorycznych, takich jak opanowywanie określonej sekwencji stukania palcami. Naukowcy, badając móżdżkowy poziom metabolizmu (czyli wszystkich złożonych przemian biochemicznych od których zależy prawidłowe funkcjonowanie komórek) stwierdzili, że jego poziom był wyraźnie niski u osób z dysleksją. Szczególnie dotyczyło to jego prawej półkuli.

Aby płynnie nauczyć się czytać, nasz układ nerwowy musi nam umożliwić zautomatyzowanie tej czynności. Nie dziwi więc, że naukowcy zajmujący się problemem dysleksji wiążą to zaburzenie z wadliwym funkcjonowaniem móżdżku, który zapewnia taką automatyzację. Obserwacje dzieci dyslektycznych pokazują, że nawet jeśli czytają one poprawnie, to jednak niezupełnie płynnie i wymaga to od nich znacznie większego nakładu czasu i większego wysiłku niż od ich zdrowych rówieśników. 

 

''Źr. Wikipedia.

Liczenie na jednej nodze

Dyslektycy w ogóle mają problem z automatyzacją i uwewnętrznianiem różnych czynności, zarówno poznawczych jak i ruchowych. Interesującego odkrycia dokonał zespół pod kierunkiem Angeli Fawcett z Sheffield w Anglii. Zbadano zdolność do utrzymywania równowagi u dyslektyków i osób, które nie wykazywały tego deficytu. Obie grupy równie dobrze radziły sobie z tym zadaniem. Różnice jednak pojawiły się, gdy badani musieli jednocześnie starać się utrzymać równowagę i wykonywać jakąś dodatkową czynność (np. liczenie). W tej sytuacji wyniki dyslektyków znacznie się pogarszały, co dowodzi zdaniem badaczy, że nawet tak bardzo zautomatyzowana i nieuświadamiana zdolność jak utrzymywanie równowagi może być w przypadku dysleksji zakłócana, gdy równolegle trzeba wykonać inne zadania. Wniosek stąd, że osoby cierpiące na dysleksję mają trudność z wykonywaniem kilku czynności jednocześnie. Osobom zdrowym często udaje się taka „podzielność uwagi”, właśnie ze względu na możliwość zautomatyzowania licznych działań, w czym niestrudzenie pomaga nam zbudowana z trzech miliardów neuronów niewielka struktura z tyłu głowy.

Małgorzata Gut

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

W matematyce chłopiec = dziewczynka

Kobiety i mężczyźni są tak samo uzdolnieni matematycznie.

Nie od dzisiaj wiadomo, że na wydziałach matematycznych i inżynieryjnych jest mniej pań. Dlaczego? Do wczoraj odpowiedź była prosta: panie są mniej uzdolnione w kierunku myślenia ścisłego. Publikacja w dzisiejszym „Science” zaprzecza jednak temu stereotypowi.

Trzy lata temu świat naukowy zawrzał, kiedy rektor Uniwersytetu Harwarda ogłosił, że panie nie posiadają uzdolnień matematycznych i dlatego mniej licznie studiują na ścisłych wydziałach. Dzisiaj, chociaż w np. USA kobiety zdobywają 48 proc. wszystkich tytułów bachelora w dziedzinie matematyki, stereotyp wciąż trzyma się mocno. Badacze z Uniwersytetów Kalifornijskiego w Berkeley i Wisconsin w Madison wykazali właśnie, że nie ma różnicy pomiędzy uzdolnieniami matematycznymi chłopców i dziewcząt.

Prawie 20 lat temu badania prof. Jane Hyde, psychologa z Uniwersytetu Wisconsin, wykazały, że na poziomie szkoły podstawowej i średniej różnica pomiędzy wynikami chłopców i dziewcząt nie była duża, ale istniała, zwiększała się natomiast zasadniczo na poziomie szkolnictwa wyższego. Wyniki rzeczywiście sugerowały, że mężczyznom lepiej szło rozwiązywanie bardziej złożonych zadań.

W najnowszych badaniach, których wyniki ukazały się w dzisiejszym „Science”, wszystkie różnice, które wskazywały na wyższość płci brzydkiej, zniknęły. Zespół badaczy, ponownie pod kierunkiem Jane Hyde, przeanalizował wyniki standaryzowanych testów matematycznych, jakie w latach 2005, 2006 i 2007 rozwiązywali uczniowie szkół w dziesięciu amerykańskich stanach. Łącznie przebadano uzdolnienia prawie 7 mln uczniów! Okazało się, że na poziomie szkoły podstawowej i średniej pomiędzy wynikami męskiej i żeńskiej części testowanych nie było żadnej różnicy. W niektórych stanach lepiej wypadały dziewczynki, w innych chłopcy – a po uśrednieniu żadna z płci nie wykazywała matematycznej przewagi. Na studiach wciąż biali mężczyźni wypadali nieco lepiej od swoich koleżanek (w 2007 roku średnio o 7 proc.), ale w przypadku Azjatów było dokładnie na odwrót – to kobiety osiągały wyższe wyniki.

Na te ostatnie rezultaty światło rzucają jednak inne badania. Na poziomie podstawowym i średnim nauka matematyki jest zestandaryzowana, w przypadku studiów – to student wybiera kierunek i kursy, a tutaj do głosu dochodzą inne uwarunkowania niż tylko intelektualne predyspozycje. W opublikowanym dwa miesiące temu w „Science” artykule prof. Paola Sapienza z amerykańskiego Northwestern University zbadała uzdolnienia matematyczne 300 tys. nastolatków 40 krajów. Pod uwagę wzięła także tzw. Gender Gap Index, wskaźnik równości płci, czyli, najprościej rzecz ujmując, możliwości kobiet i mężczyzn np. na rynku pracy, w polityce czy w dostępie do edukacji. Wówczas okazało się, że tam, gdzie możliwości kobiet i mężczyzn były zbliżone, np. w Szwecji, wyniki matematyczne kobiet i mężczyzn były takie same niezależnie od płci. Inaczej było np. w Turcji – tam uczennice otrzymały średnio 23 punkty mniej niż ich koledzy. Wyniki sugerowały zatem, że matematyczne uzdolnienia były raczej efektem czynników środowiskowych niż biologicznych. Inne badania, przeprowadzone przez prof. Hyde w 2006 roku, wskazywały, że młodzi Tajwańczycy wypadają w matematycznych testach dużo lepiej od małych Amerykanów, niezależnie od płci, a zatem i tutaj bardziej ważne od biologicznych były uwarunkowania kulturowe.

Wyniki najnowszych badań potwierdzają zatem, że kobiety nie są mniej uzdolnione matematycznie niż mężczyźni. - Ich niższa frekwencja na wydziałach matematycznych wynika raczej ze względów psychologicznych i kulturowych - mówi Ann Gallagher, psycholog z Law School Admission Council w Newton w Pensylwanii. Jeżeli jeszcze do niedawna słyszeliśmy na lekcji pytanie „czy chłopcy zrozumieli, a dziewczynki zapamiętały?”, nic dziwnego, że panie słabiej wierzą w swoje matematyczne uzdolnienia. Deprecjonowanie kobiecych uzdolnień jest, jak komentuje prof. Hyde, „niezwykle sugestywne”. – Jeżeli twój nauczyciel matematyki myśli, że nie jesteś uzdolniona matematycznie, wpływa to na twoja samoocenę – podsumowuje badaczka. Mniejsza obecność kobiet wśród plejady odkrywców wynika z jeszcze bardziej prozaicznego faktu – ich wielowiekowego ograniczonego dostępu do edukacji. Teraz sytuacja wyrównuje się i wyrównują się wyniki matematycznych testów.

Czy jednak udowodnienie, że panie mają takie same matematyczne predyspozycje intelektualne jak panowie, spowoduje nagły szturm kobiet na politechniki i wydziały matematyczne? Niekoniecznie. Wniosek jest prosty: panie niekoniecznie muszą mieć ciągotki do majsterkowania i zaawansowanych spekulacji, chociaż nie wynika to w żadnej mierze z ich intelektualnych uzdolnień.

Filip Wyrozumski

Czytaj także

Człowiek bezwolny

Każdego dnia podejmujemy setki, tysiące decyzji. Tylko kto te decyzje podejmuje? My czy nasze geny, środowisko i przypadek?

Mężczyzna, stojąc na ślubnym kobiercu, ma zawsze głębokie przekonanie, że decyzja o zawarciu związku małżeńskiego nie była wynikiem jego wolnej woli. Kiedy nadchodzi ten moment, że musi powiedzieć tak, każdy zdaje sobie sprawę, że to inne przyczyny, niż jego świadoma decyzja, doprowadziły go aż do tego tragicznego momentu.

Biolog Anthony Cashmore z Uniwersytetu Pensylwanii uważa, że wolna wola jest iluzją. Tak naprawdę człowiek jest świadomą maszyną, kontrolowaną przez procesy chemiczne i zewnętrzne, środowiskowe czynniki. Wolna wola jest ewolucyjnym wynalazkiem, pomagającym nam funkcjonować w społeczności, ale z biologicznego i fizycznego punktu widzenia jej istnienie nie ma najmniejszego sensu.

Nie jest to nowy koncept. Już starożytni Grecy zastanawiali się, jak człowiek podejmuje decyzję, gdy nie skłania go do tego żadna przyczyna, tylko jego absolutna i wolna wola. Spór o to, czy wolna wola istnieje, trwa wśród biologów i filozofów do dziś.

Żywe organizmy to nic innego, jak reaktory biochemiczne, w których zachodzą procesy chemiczne i fizyczne, zgodne z prawami rządzącymi w świecie.

Prawa, o których mowa, generalnie i bardzo skrótowo, można określić jako przyczynowo-skutkowe. Reakcje chemiczne są ciągiem następujących po sobie zdarzeń. Oddychanie komórkowe jest właśnie takim procesem. Wprowadzamy węglowodany, kwasy tłuszczowe i aminokwasy i w drodze dość skomplikowanych reakcji zachodzących w komórkach każdego żywego organizmu (także człowieka) „na wyjściu” otrzymujemy ditlenek węgla oraz wodę, a także, co najważniejsze, użyteczną biologicznie energię zmagazynowaną w cząsteczkach ATP. Życie komórki, bakterii, każdego organizmu warunkują te przyczynowo-skutkowe procesy biochemiczne. Kiedy myślimy o prostych organizmach, nie spodziewamy się, że będą one miały wolną wolę. I mimo że człowiek, pies czy małpa jest zbiorem komórek nie mających wolnej woli, przyznanie, że my jako zbiór komórek także jej nie mamy, jest trudne czy wręcz niemożliwe do zaakceptowania. Dlaczego?

Ludzki mózg pracuje na dwóch poziomach: świadomym i nieuświadomionym. Przebieg świadomy daje nam poczucie kontrolowania tego, co robimy. Pójdę tu, pójdę tam, zrobię to czy tamto, nierzadko sami w myślach mówimy sobie, co zrobimy. Kiedy zastanawiamy się nad jakąś decyzją rozmawiamy w myślach ze sobą. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Nasza świadomość jest swoistym obrazem, filmem wyświetlonym na naszym „ja” przez podświadomość. Nasz mózg podejmuje decyzje wcześniej, zanim sobie je uświadomimy. Pokazują to badania aktywności naszych neuronów. Okazuje się, że zanim świadomie podejmiemy decyzję, by zrobić krok, odpowiednie obszary w mózgu taką decyzję już podjęły. Poruszają mięśniami i dają znać naszej świadomości: uwaga właśnie uruchomiliśmy mięśnie, ruszaj do przodu... Nawet jeżeli dokonujemy wyboru, czy pójść w prawo, czy w lewo, tak naprawdę to nie nasza świadomość wybiera. One jest tylko informowana o decyzji podjętej ułamki sekund wcześniej. Informowana także o źródłach wyboru i wątpliwościach.

- Rzeczywisty świat, świat fizyczny jest zorganizowany, jak już mówiliśmy przyczynowo-skutkowo.

Wolna wola musiałaby działać bez-przyczynowo. Gdyby działała z jakiejś przyczyny, nie byłaby wolna, tylko zdeterminowana. Jeśli by rzeczywiście istniała, dlaczego miałaby podlegać innym prawom niż całą reszta wszechświata? – mówi prof. Cashmore.

Ponieważ trudno nam przyznać, że de facto nie podejmujemy żadnych decyzji tylko jesteśmy o nich przez naszą podświadomość informowani może warto poszukać w świecie praw fizyki takich zasad, które zostawiają pole dla wolnej woli.

Naukowcy coraz lepiej rozumieją, czym jest świadomość, jakie są jej molekularne podstawy oraz jakie procesy chemiczne i fizyczne w mózgu są odpowiedzialne za jej istnienie. Może zatem w końcu uda się znaleźć proces odpowiedzialny za wolna wolę. Prof. Cashmore jest innego zdania. Takie odkrycie wymagałoby stworzenia nowego prawa, które łamałoby przyczynowo skutkową zasadę. W ten ciąg przyczyna-skutek wkrada się jednak pewna wątpliwość. Jest to zasada nieoznaczoności Heisenberga, niemożność ustalenia wszystkich parametrów fizycznych cząstek jednocześnie. Jednak prof. Cashmore uważa, że probabilistyczny świat także nie daje marginesu dla istnienia wolnej woli. Wszak odbywa się to poza naszą kontrolą. Choć pomaga wyjaśnić dlaczego identyczne bliźniaki, mimo, że żyjące w tym samym środowisku są jednak różne, są indywidualnymi organizmami.

Zdaniem prof. Cashmore wolna wola jest niezgodna z prawami fizycznymi

Zdaniem prof. Cashmore wolna wola jest niezgodna z prawami fizycznymi. To coś takiego, jak popularny kiedyś "witalizm", mówiący, że życiem żywych organizmów rządzą jakieś tajemne siły witalne, inne od tych rządzących światem nieożywionym. - Dziś wiemy, że tak nie jest. Wolna wola jest współczesnym witalizmem – mówi prof. Cashmore serwisowi physorg.com

Dowody na brak wolnej woli wydają się być przekonujące. Dlaczego zatem jej brak wydaje nam się nie do zaakceptowania, kłóci się ze zdrowym rozsądkiem?

Jest wiele powodów. Jednym z nich jest fakt, iż nasza świadomość jest nieustannie „informowana” o podejmowanych decyzjach. Po drugie wolna wola jest sprzęgnięta z odpowiedzialnością za czyny. A to jest podstawa systemu prawnego, czy reguł organizujących nasze życie społeczne. Bez tego nie byłoby społeczeństwa.

''DNA

Jest także głębsze wyjaśnienie iluzji wolnej woli i złudzenia, że to nasza świadomość steruje zachowaniem. Prof. Cashmore uważa, że muszą istnieć genetyczne podwaliny istnienia świadomości i związanej z nią iluzji wolnej woli. Świadomość daje nam ewolucyjną przewagę: wyposaża nas w wyobrażenie odpowiedzialności, co jest korzystne dla społeczeństwa i dla samego osobnika. W tym sensie świadomość jest czymś w rodzaju „poglądu” naszego zachowania, byśmy mieli poczucie, że kontrolujemy to, co będziemy robić lub będziemy chcieli robić w przyszłości. Ironią jest to, mówi Cashmore, że samo istnienie owych „genów wolnej woli” opiera się na ich działaniu, które ma nam wmówić iluzję wolności decyzji i odpowiedzialności. Podczas, gdy w rzeczywistości wszystkie decyzje wszystkie decyzje są tylko odwzorowaniem historii naszych genów i środowiska.

- Wydaje nam się, że podejmujemy wolne, świadome wybory. Rzeczywistość jest jednak taka, że świadomość jest tylko „poglądem” na którym widać wchodzące sygnały, a te z kolei są nieuniknioną konsekwencją genów, środowiska i przypadku - wyjaśnia Cashmore.

Niewielu neurologów będzie się spierać z tezą, że świadomość ma jednak udział w sterowaniu naszym zachowaniem poprzez wpływanie na na nieświadom procesy zachodzące w naszej sieci neuronowej (mózgu) - mówi Cashmore. – Znaczenie bardziej kontrowersyjna jest teza, że świadomość odgrywa znikomą rolę w zawiadywaniu naszym zachowaniem. Świadomość jest bardziej mechanizmem umożliwiającym wgląd w nieświadomą aktywność neuronową, niż narzędziem do sterowania ową aktywnością. Do podobnych wniosków doszedł już wcześniej

Freud sugerując, że podświadomość ogrywa rolę w naszym zachowaniu. On także wywołał burzliwą dyskusję. Dzisiaj biolodzy są skłonni do minimum sprowadzić rolę świadomości w sterowaniu zachowaniem lub w ogóle wykluczyć ją z tego procesu. Wygląda więc na to, ze Freud miał rację. Ale jak to zwykle bywa, nie miał dość odwagi, by powiedzieć to co mówią dzisiejsi badacze. Wolnej woli nie ma.

Jeśli jesteśmy bezwolnymi maszynami biochemicznymi, a nasze prawo wyboru, wynikające z posiadania świadomości jest wyłącznie iluzją mającą nam zapewnić ewolucyjną przewagę, to jakie to rodzi konsekwencje dla naszego społeczeństwa.
„Zabawnie będzie patrzeć, jak w miarę odkrywania przez naukowców molekularnych podstaw zachowania człowieka humaniści z coraz większym trudem będą znajdować dowody na to, że jednak są wolni” - mówi prof. Cashmore.

Konsekwencje tych odkryć mogą być bardzo daleko idące. Nie tylko dla naszego poczucia człowieczeństwa – to nas jakby zwala z postumentu – ale dla całego społeczeństwa. I dla naszego systemu prawnego. Jeśli okaże się, że jesteśmy bezwolni, to będzie znaczyło, że nie możemy odpowiadać za swoje czyny. A jeśli tak, to podstawowa zasada prawna, że konsekwencje zbrodni może ponieść tylko osoba, która zdaje sobie sprawę z tego, co zrobiła nie ma sensu. Szaleńców się nie skazuje. A okazuje się, że szaleńcami jesteśmy wszyscy.

Zresztą już powoli dochodzimy do stanu, w którym prawnicy zatrudniający biegłych psychiatrów usiłują w sądzie udowadniać, że ich klient w momencie uderzenia w tył zaparkowanego samochodu miał pomroczność jasną. Odrzucenie wolnej woli oznacza, że przestępca seksualny będzie uznany niewinnym z powodu niepoczytalności - wszak jest chory. Nie on odpowiada za swoje czyny.

Nie ma sensu debatować nad odpowiedzialnością za czyny skoro z biologicznego punktu widzenia nie odpowiadamy za nasze zachowanie.

Takie postawienie sprawy burzy fundamenty naszego społeczeństwa. Prof. Cashmore proponuje, by sądy zajęły się udowadnianiem, czy oskarżony popełnił zarzucany mu czyn czy nie. Karę lub leczenie ustalałby panel ekspertów. Celem jest bowiem zmniejszenie zagrożenia przestępczością, która zapewne po uznaniu tez Cashmore za obowiązujące, rozkwitłaby jak krokusy na polanie Chochołowskiej.

Czy wolna wola istnieje, czy też jesteśmy kierowani przez przyczynowy, albo probabilistyczny świat, jest według niektórych zagadnieniem nierozstrzygalnym. Aby bowiem sprawdzić, czy rządzi nami przypadek, czy ścisły ciąg zdarzeń, trzeba by zbadać stan całego wszechświata w dwóch dowolnych punktach i ustalić, co doprowadziło do zmiany stanu. Aby to zrobić, trzeba by zapisać parametry każdej cząstki. Tu wkracza tak zwany paradoks informacyjny. Gdyby zapisać jedną informację o jednym atomie na jednym atomie, to zabrakłoby atomów we wszechświecie do zapisania wszystkiego. Nie da się więc tego ustalić.

Może zatem pytanie o wolną wolę po prostu nie ma sensu.

Andrzej Szozda
źr. physorg.com, wikipedia.


Zobacz więcej na temat: ATP DNA filozofia

Czytaj także

Duży mózg nie musi być lepszy

Małe owady mogą być równie inteligentne jak duże ssaki.

Małe owady mogą być równie inteligentne jak duże ssaki. Nie wszystko zależy bowiem od wielkości mózgu.

Naukowcy z Uniwersytetu Londyńskiego bronią inteligencji zwierząt, które mają niewielkie mózgi. – Większy mózg niekoniecznie przekłada się na większa inteligencję – mówi Lars Chittka, wykładowca ekologii behawioralnej na londyńskiej uczelni. Po co zatem większe mózgi?

Naukowcy wielokrotnie wykazywali, że insekty potrafią zachowywać się w sposób, który zwykle nazywamy inteligentnym. Pszczoły umieją kategoryzować grupy obiektów, np. psy czy ludzkie twarze, rozróżniać rzeczy na zasadzie „to samo” - „nie to samo” i odnajdywać w obiektach symetrię. – Wiemy, że wielkość mózgu zależy głównie od rozmiaru ciała zwierzęcia – wyjaśnia Chittka w Current Biology. – Ale, wbrew potocznym przeczuciom, zdolności intelektualne gatunku wcale nie zależą od wielkości tego organu – wyjaśnia.

Mózg wieloryba może ważyć do 9 kg (ponad 200 miliardów połączeń nerwowych), ludzki waży na ogół 1,25-1,45 kg (85 miliardów połączeń), a mózg pszczoły – zaledwie 1 mg i ma niecały milion połączeń nerwowych. Wielkość mózgu wpływa na zdolności zwierzęcia do wykonywania czynności precyzyjnych (np. dokładnych ruchów), ale tak naprawdę praktyczne znaczenie ma wielkość konkretnych obszarów mózgowia, odpowiedzialnych za konkretne zmysły (wzrok czy słuch).

Badania wskazują, że większy mózg u większych zwierząt jest normą tylko dlatego, że musi kontrolować duże ciało i zarządzać sporą ilością nerwów, które się w nim znajdują. – Większych mózgach na ogół nie ma nic „nowatorskiego”, a tylko więcej tych samych połączeń nerwowych. To może zwiększyć ilość detali, które np. się postrzega, ale nie tworzy żadnej nowej jakości – mówi Chittka.

To z kolei musi oznaczać, że „zaawansowane” procesy myślowe mogą opierać się na niewielkiej liczbie specjalnych neuronów. Symulacje komputerowe sugerują, że świadomość może pojawić się dzięki obecności małej liczby neuronowych „zwojów”. Można zatem założyć, że zmieściłyby się one nawet w główce pszczoły, a zatem teoretycznie i ona mogłaby być samoświadoma.

Badania informują nas, że umiejętność liczenia opiera się na zaledwie kilkuset neuronach, a świadomość na kilku tysiącach tych komórek.  Inżynierowie liczą, że te ustalenia pomogą w stworzeniu lepszych komputerów o większych możliwościach np. do rozpoznawania wyrazu twarzy.

(ew/sciencedaily)

Zobacz więcej na temat: komputery mali