Knocked Loose od lat uchodzą za jedną z najostrzejszych formacji amerykańskiej sceny hardcore/metalcore. Ich brzmienie to ściana gitar, spazmatyczne tempo i wokal balansujący na granicy krzyku. Z kolei Denzel Curry, choć wywodzi się z rapu, wielokrotnie pokazywał, że jego energia i estetyka bliższe są punkowej furii niż klasycznemu trapowi.
Wspólny numer to naturalne przedłużenie tej energii. Curry nie próbuje dopasować się do schematów - wchodzi w numer z agresją i dynamiką, które bez problemu przebijają się przez ciężkie riffy. Jego wersy są wykrzyczane, poszarpane, pełne napięcia. To bardziej performance niż klasyczna rapowa zwrotka.
Denzel w trybie "hardcore"
To nie pierwszy raz, gdy Curry flirtuje z ostrzejszym brzmieniem. Już wcześniej eksperymentował z elementami punka, industrialu czy metalu, a koncertowo słynie z intensywności porównywalnej z zespołami hardcore’owymi. Gościnny udział u Knocked Loose pokazuje jednak coś więcej - nie tylko inspirację, ale pełnoprawne wejście w estetykę zespołu. Jego obecność nie jest marketingowym dodatkiem. To integralna część kompozycji - moment kulminacyjny, który podbija dramaturgię utworu. W połączeniu z charakterystycznym wokalem Bryana Garrisa tworzy to duet, który brzmi jak kontrolowana eksplozja.
Denzel Curry sięgał po estetykę bliską hardcore’owi, metalowi czy industrialowi już w "BLACK METAL TERRORIST" z albumu "TA13OO", gdzie flirtował z ciężkim, przesterowanym brzmieniem i agresywnym, niemal wykrzyczanym delivery, a w "VENGEANCE" z JPEGMAFIĄ i ZillaKami zanurzył się w mrocznym, rap-metalowym klimacie. Podobną energię słychać w "SUMO", "PERCZ" czy viralowym "Ultimate", gdzie surowość i intensywne flow, budujące atmosferę bliższą koncertowi hardcore niż klasycznemu rapowi.
***
gV