Polskie Radio

"Balladyna". Gdy Słowacki był Szekspirem

Ostatnia aktualizacja: 28.08.2020 05:00
W liście do matki Słowacki tak chwalił "Balladynę": "z wszystkich rzeczy, które dotychczas moja mózgownica urodziła, ta tragedia jest najlepsza (...). Jeżeli ma ona rodzinne podobieństwo z którą znajomą sztuką, to chyba z »Królem Learem« Szekspira. O, gdyby stanęła kiedy przy królu Learze".
Zofia Jaroszewska jako tytułowa Balladyna w Teatrze Miejskim im. Juliusza Słowackiego w Krakowie w 1938 roku. W tle - rękopis Balladyny Juliusza Słowackiego
Zofia Jaroszewska jako tytułowa Balladyna w Teatrze Miejskim im. Juliusza Słowackiego w Krakowie w 1938 roku. W tle - rękopis "Balladyny" Juliusza SłowackiegoFoto: Wikimedia/domena publiczna

Epoka fascynacji dramaturgią Szekspira, której uległ Juliusz Słowacki, przypadła na lata tuż po bolesnej klęsce powstania listopadowego. Jednym z głównych tematów rozmów polskich emigrantów, skupionych przede wszystkim w Paryżu, były przyczyny upadku zrywu niepodległościowego. Dla pisarzy i filozofów katastrofa 1831 roku stawała się często inspiracją dla ogólnej refleksji nad procesami rządzącymi historią.

Słowacki uznał, że metodę dotarcia w sztuce do prawdy historycznej oprzeć można na zasadach dramatu szekspirowskiego. 18 grudnia 1834 roku pisał z Genewy do matki, że ukończył właśnie "nową sztukę teatralną - niby tragedię, pod tytułem: »Balladina«", przyznając, że dzieło powstało z inspiracji twórczością Szekspira. Wyznał wtedy: "Szekspir i Dant są teraz moimi kochankami - i już tak jest od dwóch lat".


Posłuchaj
33:03 teatralne inspiracje juliusza słowackiego.mp3 Historyk teatru Marek Piekut o teatralnych inspiracjach Juliusza Słowackiego. Audycja Iwony Malinowskiej (PR, 6.09.2009)

 

Innymi owocami tej miłości są dramaty "Mazepa" (1840), pozostałe we fragmentach "Horsztyński" (1835) i "Jan Kazimierz" (1841), a także niedokończona "Złota Czaszka" (1842). Ostatnie z tych dzieł stało się symbolicznym pożegnaniem Słowackiego z szekspiryzmem. Poeta przerwał pisanie, bo w tym samym czasie odnalazł zupełnie inną drogę do prawdy. W 1842 roku nastąpił w jego życiu i twórczości przełom mistyczny, który naznaczył jego pisarstwo na kolejne siedem lat - aż do śmierci w 1849 roku.

Nad "Balladyną" unosi się jednak nie tylko duch Szekspira. Sam tytuł dramatu przywołuje balladę, gatunek literacki, w którym zasadniczą rolę odgrywają wątki fantastyczne i elementy ludowych wierzeń. Baśniowa fabuła ujęta w szekspirowskie środki wyrazu była zdaniem Słowackiego na tyle oryginalna, że "Balladyna", jak donosił matce, otworzyła mu "nową drogę, nowy kraj poetyczny, nietknięty ludzką stopą, kraj obszerniejszy niż ta biedna ziemia, bo idealny".


Posłuchaj
08:57 alina kowalczykowa o balladynie.mp3 Prof. Alina Kowalczykowa: "Balladyna" jest świetna nie tylko przez postać głównej bohaterki, lecz także dzięki połączeniu elementów groteski, komizmu, liryzmu i makabry (PR, 26.04.1999)

 

Współcześni niezupełnie podzielali wysokie mniemanie poety o swoim dziele. "Balladyna" musiała czekać pięć lat na wydanie drukiem, zaś na scenie po raz pierwszy wystawiono ją dopiero trzynaście lat po śmierci Słowackiego, gdy twórczość tego niedocenianego artysty zaczynała w końcu zdobywać serca publiczności.

Dziś, po przeszło 180 latach od powstania, nikt nie kwestionuje wielkości dramatu ani wielkości jego autora (oczywiście poza uczniem Gałkiewiczem w "Ferdydurke" Gombrowicza). "Balladynę" poznają już dzieci w szkole podstawowej. Dla bardzo wielu jest to pierwszy i ostatni kontakt z dorobkiem Juliusza Słowackiego. Znajduje to zresztą odbicie w teatrach, gdzie "Balladyna" pojawia się nader często.


Posłuchaj
13:35 o balladynie skłonnej do zabijaństw.mp3 "O Balladynie skłonnej do zabijaństw". Audycja z udziałem badacza twórczości Juliusza Słowackiego prof. Stanisława Makowskiego (PR, 14.11.1978)

 

Sceniczna kariera dramatu to kolejne Słowackiego "za grobem zwycięstwo". Zaraz po publikacji "Balladyny" zarzucano jej bowiem "niesceniczność". Polski teatr nie był gotowy na taką sztukę. Słowacki jednak z obserwacji poczynionych w czasie podróży po Europie wyniósł przekonanie, że w teatrze można o wiele więcej, niż się wydawało jego rodakom. Musiało upłynąć nieco czasu, by rodacy zmienili zdanie.

Prapremiera dramatu w pięciu aktach "Balladyna" odbyła się na scenie Teatru Skarbkowskiego we Lwowie 7 marca 1862 roku. Nie wiemy nic o tym, jak została przyjęta, ale można założyć, że spodobała się, skoro już wkrótce "Balladyna" zaczęła pojawiać się w innych teatrach. Danuta Maciejewska w "Encyklopedii Teatru Polskiego" pisze: "kolejne inscenizacje przynosiły przede wszystkim doskonałą grę aktorską (np. Heleny Modrzejewskiej jako Goplany w 1868 roku w Krakowie oraz Stanisławy Wysockiej w dwóch wcieleniach Balladyny - krakowskiej z 1902 i warszawskiej z 1914 roku)".


Posłuchaj
17:34 balladyna na polskich scenach.mp3 "Właściwie każde pokolenie powinno odczytywać ten dramat dla siebie". O inscenizacjach "Balladyny" rozmawiają Stanisław Makowski i Jerzy Koenig (15.11.1983)

34:32 tradycja wystawień dramatów juliusza słowackiego.mp3 "Tradycja wystawień dramatów Juliusza Słowackiego" - audycja Iwony Malinowskiej z udziałem historyków teatru prof. Jarosława Komorowskiego i dra Pawła Goźlińskiego (PR, 27.12.2009)

  

Najsłynniejszą bez wątpienia realizacją dramatu jest wystawiona w 1974 roku w Teatrze Narodowym "Balladyna" w reżyserii Adama Hanuszkiewicza. Było to kolejne z wielkich dzieł klasyki polskiej, które od kilku lat twórca brał na warsztat jako dyrektor warszawskiej sceny. I kolejna inscenizacja Hanuszkiewicza, w którą uderzyła potężna fala krytyki za sposób przedstawienia sztuki, za "niedopuszczalne" interpretacje tekstu, słowem - za sprzeniewierzenie się tradycji i "świętości" dzieła wieszcza Słowackiego.

Reżyser wpuścił bowiem na scenę japońskie motocykle marki Honda, na których po specjalnie zbudowanym torze jeździły baśniowe postaci: Goplana (Bożena Dykiel), Skierka (Mieczysław Hryniewicz), i Chochlik (Wiktor Zborowski). Maszyny, reklamowane na długo przed premierą spektaklu, pobudzały ciekawość publiczności (podobnie jak wiadomość, że sam minister kultury przyznał dewizy na ich zakup). Pomimo oburzenia części krytyków i widzów, te trzy Hondy przeszły do historii polskiego teatru. To dzięki nim o Hanuszkiewiczu  słyszeli nawet ci, którzy "w życiu by do teatru nie poszli".


Posłuchaj
05:04 bożena dykiel o balladynie hanuszkiewicza.mp3 "Wszyscy w zespole stwierdzili, że Hanuszkiewicz zwariował". Bożena Dykiel wspomina przygotowania do premiery słynnej inscenizacji "Balladyny" w Teatrze Narodowym (PR, 30.04.2001)

 

Kilkukrotnie przerabiano rozmaite wątki "Balladyny" na potrzeby spektakli muzycznych. Już w 1896 roku Władysław Żeleński zaprezentował w Krakowie opartą na tekście Słowackiego operę "Goplana" z librettem Ludomiła Germana. Ponad 70 lat później adaptacji dokonał Jeremi Przybora, tworząc wraz z kompozytorem Jerzym Wasowskim "muzykał" pod tytułem "Balladyna 68".

W 1999 roku operę radiową "Balladyna" w adaptacji i reżyserii Anny Seniuk oraz z muzyką Macieja Małeckiego zaprezentowano w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego. Realizacja doczekała się nagrania płytowego, w którym usłyszeć możemy znakomitych aktorów i wokalistów (to m.in. Anna Gajewska, Paulina Kinaszewska, Ewa Konstancja Bułhak, Jacek Rozenek, Marcin Przybylski, Teresa Budzisz-Krzyżanowska i Krzysztof Gosztyła), a także chór kameralny Uniwersytetu Warszawskiego Collegium Musicum oraz Polską Orkiestrę Radiową pod dyrekcją Sławka Adama Wróblewskiego.


Posłuchaj
07:36 anna seniuk o operze balladyna.mp3 Anna Seniuk o wyreżyserowanej przez siebie operze radiowej "Balladyna" według dramatu Juliusza Słowackiego (PR, 1.11.2000)

 

200. rocznicę urodzin Juliusza Słowackiego postanowiono uczcić filmem na podstawie "Balladyny". Powstał wówczas polsko-amerykański thriller w reżyserii Dariusza Zawiślaka, który w wersji anglojęzycznej nosił tytuł "The Bait" ("Przynęta"), po polsku zaś po prostu "Balladyna". Do produkcji udało się zwerbować słynną Faye Dunaway, podwójną rolę Balladyny/Aliny zagrała świetna Sonia Bohosiewicz, a na ekranie partnerował im m.in. Mirosław Baka. Pomimo tych starań w zgodnej opinii krytyki i publiczności film okazał się klapą artystyczną, zebrał miażdżące recenzje i dziś mało kto o nim pamięta.

Tymczasem "Balladyna" - ta "prawdziwa" - ma się świetnie i na pewno nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa w kulturze polskiej. Niewiele jest bowiem arcydzieł XIX-wiecznych, które tak dobrze nadają się do aktualizacji oraz interpretacji w zupełnie nowych dekoracjach i kontekstach.

mc

Zobacz więcej na temat: Juliusz Słowacki
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak