EURO 2016

Euro 2016: portugalskie media przestrzegają przed Walią. "Będzie równie trudnym rywalem co Polska"

05.07.2016 22:50
Portugalscy dziennikarze spodziewają się wyrównanego pojedynku ich zespołu z Walią w środowym półfinale piłkarskich mistrzostw Europy. Twierdzą, że rywale mogą być równie wymagającym przeciwnikiem co Polacy.
Portugalczycy na treningu przed meczem z Walią
Portugalczycy na treningu przed meczem z WaliąFoto: PAP/EPA/MIGUEL A. LOPES

W Portugalii nie milkną echa wygranego w rzutach karnych ćwierćfinału z Polską. Nie brak głosów, że biało-czerwoni byli najtrudniejszym rywalem, z którym zmierzyła się dotychczas podczas Euro drużyna Fernando Santosa.

- Polacy o mały włos wyeliminowaliby nas z turnieju. Wszelkie pozytywne komentarze, które słyszymy dziś na temat naszej kadry opierają się na tym szczęśliwym zwycięstwie w karnych z Polską. Gdyby ta seria "jedenastek" nie przebiegła jednak po naszej myśli, teraz krytykowalibyśmy selekcjonera, zawodników oraz kapitana zespołu. Zapewne pojawiłyby się głosy, że Ronaldo jest nieskuteczny, za stary i nie nadaje się już do reprezentacji - ocenił komentator telewizji RTP.

Portugalscy dziennikarze twierdzą, że Walijczycy stylem gry przypominają Polaków i środowy półfinał może być zbliżony do rywalizacji z biało-czerwonymi.

- Gracze zespołu Chrisa Colemana dysponują świetnymi warunkami fizycznymi i grają siłowy futbol. Walia ma dobrze zorganizowaną linię obrony i potrafi skutecznie wyprowadzać groźne ataki na bramkę rywala - twierdzą dziennikarze stacji TVI24.

Media w Portugalii odnotowują, że pod względem potencjału obaj półfinaliści są podobnymi zespołami. Wskazują, że każda z ekip posiada swoją gwiazdę: Walijczycy – Garetha Bale'a, a Portugalczycy – Cristiano Ronaldo. Przyznają, że korzystny dla rodzimej ekipy może być w środę brak pauzujących za kartki Bena Daviesa i Aarona Ramseya.

Piłkarscy eksperci przewidują, że środowy mecz, podobnie jak ćwierćfinał z Polską, może być wyrównany i zakończyć się serią rzutów karnych. Wytykają selekcjonerowi, że wprowadzone zmiany w wyjściowym składzie, szczególnie w środku pola, doprowadziły do przejęcia na początku meczu inicjatywy przez biało-czerwonych. Niektórzy jednak usprawiedliwiają decyzje trenera kontuzjami zawodników.

- Fernando Santos rozpatruje rywali indywidualnie, biorąc pod uwagę zmęczenie swoich podopiecznych. Obrana przez niego strategia na mecz również zmienia się w zależności od przebiegu wydarzeń na boisku. Ustawienie zespołu w trakcie spotkania może się więc zmieniać i będzie uzależnione od tego, kto pierwszy strzeli gola i jak szybko to nastąpi - powiedział Rui Melo, reporter sportowego dziennika “A Bola”.

Portugalscy dziennikarze odnotowują krytykę zagranicznych mediów wobec stylu, w jakim drużyna Santosa doszła do półfinału Euro. Wskazują, że szczególnie uszczypliwi są wobec Ronaldo i kolegów komentatorzy oraz trenerzy z kraju-gospodarza turnieju.

Dziennik “Record” odnotowuje, że były francuski szkoleniowiec Guy Roux nie tylko podważa potencjał portugalskiej drużyny, ale również wiek Renato Sanchesa.

- Portugalczycy nie grają wyjątkowo. To przeciętny zespół z jedną indywidualnością – Cristiano Ronaldo – który jest w stanie samodzielnie przesądzić o wyniku spotkania. Dobrym graczem jest również Renato Sanches. Nie wydaje mi się jednak, że ma on 18 lat, jak deklaruje. Sanches ma 23 lub 24 lata - przypomniał wypowiedź Francuza lizboński dziennik.

Portugalscy komentatorzy wskazują, że choć mało widowiskowy styl gry obrany przez ekipę Santosa okazał się skuteczny i zawiódł ją do półfinału, to selekcjoner nie podejmuje samodzielnych decyzji i musi się liczyć z opinią kapitana. Przypominają, że to Ronaldo postanowił, że Joao Moutinho będzie wykonawcą jednego z rzutów karnych w meczu z Polską.

- Ronaldo nalegał na Moutinho, aby zdecydował się egzekwować "jedenastkę", tłumacząc mu, że karne są zwyczajną loterią. Być może chciał go podbudować po ostatnim, nieudanym dla nas Euro, gdzie w półfinale z Hiszpanią właśnie Moutinho spudłował podczas serii rzutów karnych, przyczyniając się do naszej porażki - ocenił komentator telewizji RTP.

Środowy półfinał między Portugalią i Walią rozpocznie się o godz. 20.00 na lyońskim Stade des Lumieres.

ps


Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Euro 2016: rodzice walijskiego piłkarza wolą mecz od ślubu

05.07.2016 09:34
Rodzice Chrisa Guntera, obrońcy reprezentacji Walii, która w środę zagra w półfinale piłkarskich mistrzostw Europy z Portugalią, wolą dopingować swojego syna na stadionie niż uczestniczyć w ślubie jego brata - donoszą brytyjskie media.
Walia powalczy o finał Euro 2016
Walia powalczy o finał Euro 2016Foto: EPA/FEHIM DEMIR

Ceremonia zaślubin brata Chrisa - Marca ma się odbyć dzień po środowym meczu półfinałowym i mieć miejsce w Meksyku. Egzotyczna lokalizacja jak i termin określanej przez prasę jako "wytwornej" uroczystości ustalane były na wiele miesięcy przez rozpoczęciem mistrzostw, kiedy nikt z członków rodzin nie przypuszczał, że Walia zostanie we Francji aż do lipca.

Problemy pojawiły się w momencie wygranej "Smoków" nad Belgią i awansem do kolejne fazy turnieju. Rodzice braci, którzy nie opuścili żadnego z meczów Chrisa na Euro, zostali wtedy postawieni przed trudnym wyborem. Musieli bowiem zdecydować, którego z synów, w tak ważnej dla każdego z nich chwili, chcieliby wspierać.

- Mama jest tym całym wyborem nieco zdenerwowana. To wszystko spowodowało straszny chaos, nie możecie sobie nawet zdawać sprawy jak wielki - mówił po awansie Chris w rozmowie z "Daily Mirror".

Wedle informacji brytyjskich mediów, rodzice zdecydowali w poniedziałek, aby pozostać we Francji i na Stade de Lyon dopingować syna.

Młoda para liczyła jednak na obecność na ceremonii nie tylko rodziców, ale również samego piłkarza, który na ślubie miałbyś świadkiem swojego brata. Ten postanowił, że będzie pełnił swoją funkcję za pośrednictwem skypa.

- Jedyny inny potencjalny drużba - Lee jeździ za drużyną Walii od 15 lat, i nie było nawet mowy o tym, aby pojechał do Meksyku, kiedy my gramy mecz. Gdy go o to spytałem, odpowiedział mi tylko "ja zrobię to samo, co ty" - tłumaczył Chris.

Niespodziewany sukces reprezentacji Walii pokrzyżował plany nie tylko rodzinie Gunterów. Wcześniej inny obrońca "Smoków" Neil Taylor musiał zrezygnować z koncertu Beyonce, na który planował wybrać się do Cardiff. W dniu występu amerykańskiej piosenkarki piłkarz, zamiast słuchać muzyki, musiał bowiem zagrać przeciwko Belgii.

- Nawet nie patrzyłem na daty jak kupowałem bilety. Potem dzwoni do mnie żona, że wejściówki przyszło pocztą i mówi, że tam jest napisane 30 czerwca. Odpowiedziałem jej ze mamy problem, bo wtedy gramy ćwierćfinał - mówił przed spotkaniem piłkarz.

Dobra gra Walii naraziła też na duże straty finansowe byłego reprezentanta tego kraju, a obecnie eksperta telewizji BBC - Deana Saundersa. Mężczyzna, będą przekonany ze "Smoki" zakończą turniej na fazie grupowej, przed wylotem na Euro zostawił swoje auto na krótkoterminowym parkingu pod lotniskiem w Birmingham. Teraz za każdy dzień musi zapłacić karę w wysokości 100 funtów. W spłacie długu chcą pomóc mu kibice, którzy na internetowej platformie crowdfundingowej zbierają dla niego niezbędne fundusze.

Awans Walii do półfinału mistrzostw Europy to największy piłkarski sukces tego kraju w historii. Ostatni raz "Smoki" grały na międzynarodowym turnieju tej rangi w 1958 roku, kiedy w ćwierćfinale mundialu przegrali z Brazylią.

Mecz Walii z Portugalią zostanie rozegrany w środę o godzinie 21. Zwycięzca spotkania zmierzy się w finale z Francją lub Niemcami.

pk