Redakcja Polska

50 lat temu na Wybrzeżu wybuchły strajki. To był początek Grudnia ’70

14.12.2020 08:13
50 lat temu, 14 grudnia 1970 r., na wieść o podwyżce cen żywności, w Trójmieście, Szczecinie i innych miastach wybuchły strajki robotników. Było to największe po roku 1956 wystąpienie przeciwko polityce władz. Krwawa pacyfikacja protestów doprowadziła do skompromitowania rządzącego od czternastu lat Władysława Gomułki. W dłuższej perspektywie dramat Grudnia ’70 przyczynił się do realizacji idei niezależnych od władz związków zawodowych.
Audio
  • Mija 50 lat od rozpoczęcia protestów robotniczych na Wybrzeżu. Przyczyną strajków i demonstracji była wprowadzona 12 grudnia podwyżka cen detalicznych mięsa, przetworów mięsnych oraz innych artykułów spożywczych. Materiał Witolda Banacha (IAR)
Hasło na bramie Stoczni im. Adolfa Warskiego z żądaniem ukarania winnych masakry robotników na Wybrzeżu
Hasło na bramie Stoczni im. Adolfa Warskiego z żądaniem ukarania winnych masakry robotników na WybrzeżuPAP/Andrzej Witusz

Pod koniec lat sześćdziesiątych w szeregach PZPR narastało przekonanie o konieczności zmian na szczytach partii. Rok 1968 pokazywał słabnięcie przywództwa Władysława Gomułki. Wprawdzie nikt spośród najważniejszych działaczy nie ośmielał się kwestionować jego pozycji, jednak za jego plecami coraz wyraźniej kształtowały się frakcje zainteresowane wyłonieniem kandydatów na jego miejsce. Jednym z najważniejszych pretendentów do przejęcia schedy po Gomułce był I sekretarz katowickich struktur PZPR Edward Gierek. Posiadał potężne wsparcie działaczy partyjnych na Śląsku. Stosunkowo młody polityk był postrzegany jako nowoczesny i pragmatyczny "gospodarz", znacznie lepiej rozumiejący wyzwania przyszłości niż rządzący od 1956 r. Gomułka. Niebagatelne znaczenie miała również dobra opinia, którą Gierek cieszył się na Kremlu. Bardzo silną pozycję w partii miała także "frakcja partyzantów" Mieczysława Moczara. Jego słabością był jednak fatalny wizerunek w Moskwie.

Na nastroje w partii wpływała nie tylko słabość Gomułki, lecz i pogłębiający się kryzys gospodarczy. Spadały wydatki na inwestycje, niemal zupełnie zatrzymał się wzrost płac, pogarszało się zaopatrzenie sklepów. Według oficjalnych statystyk w 1969 r. mieszkaniec PRL spędzał w kolejkach ok. 1,5 godz. dziennie. Dla osób wchodzących w dorosłe życie ogromnym problemem była bardzo niska dostępność mieszkań. Dogmatyczne kierownictwo PZPR nie miało jakichkolwiek recept na wyjście z kryzysu poza postulowanym przez Gomułkę, wywołującym niezadowolenie społeczne, dalszym ograniczaniem nakładów na produkcję i import towarów konsumpcyjnych.

Fatalne notowania Gomułki

Atmosferę stagnacji i szarości pogłębiał fatalny wizerunek Gomułki. Dla młodego pokolenia, urodzonego po zakończeniu II wojny światowej, często niepamiętającego nawet roku 1956, zafascynowanego zachodnią kulturą, wydawał się on człowiekiem "innej epoki". Marzec 1968 r. jasno wskazywał na pogłębiające się rozejście między ambicjami młodego pokolenia a polityką coraz bardziej skostniałego reżimu. Atmosfery nie mogło poprawić podpisanie 7 grudnia 1970 r. układu o normalizacji stosunków z RFN.

Zaledwie pięć dni później, 12 grudnia, rząd przyjął decyzję o "regulacji cen". Tego samego dnia Gomułka w przemówieniu radiowo-telewizyjnym poinformował Polaków o wprowadzanych zmianach. Podwyżki miały objąć 45 grup artykułów, głównie spożywczych: mięsa – średnio o 18 proc., mąki – o 17, makaronu – o 15, dżemów – o 36, ryb – o 12. Wzrosły też ceny węgla – o 10 proc., materiałów budowlanych – o 20–37, oraz wyrobów włókienniczych, obuwia skórzanego, mebli, motorowerów i motocykli. Jednocześnie obniżono cenę m.in. mydła, radioodbiorników, pralek i lodówek. Drożały więc głównie artykuły codziennej konsumpcji; pogarszało to przede wszystkim sytuację najuboższych. Taniały natomiast produkty kupowane stosunkowo rzadko i dostępne nierzadko dla nielicznych i uprzywilejowanych. Dodatkowym ciosem był wzrost cen zaledwie kilkanaście dni przed świętami Bożego Narodzenia.

Aparat zlekceważył nastroje

Władze komunistyczne liczyły na to, że niezadowolone z podwyżek społeczeństwo pogodzi się wkrótce z nowymi cenami lub zareaguje stosunkowo niewielkimi protestami. Przygotowania do tłumienia ewentualnych wystąpień trwały jednak w resortach siłowych. Już 8 grudnia minister obrony narodowej gen. Wojciech Jaruzelski wydał rozkaz dotyczący współpracy MON i MSW "w zakresie zwalczania wrogiej działalności, ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego". W kolejnych dniach w MSW tworzono sztaby wojewódzkie oraz podniesiono stan gotowości wszystkich jednostek.

10 grudnia członkowie Biura Politycznego rozesłali materiały dotyczące podwyżki cen. Przygotowano także list skierowany do dołów partyjnych: "Podwyżki cen na szereg artykułów powszechnego użytku nie mogą być, z natury rzeczy, przyjmowane z zadowoleniem przez masy pracujące. Chodzi o to, aby przyjęte zostały ze zrozumieniem. To właśnie ma na celu niniejszy list. Najważniejszym więc zadaniem stojącym przed wszystkimi członkami partii i przed wszystkimi organizacjami partyjnymi w chwili obecnej jest wyjaśnienie wszystkim ludziom pracy przyczyn i słusznych celów, jakimi powodowała się partia i rząd, podejmując te doniosłe decyzje" – podkreślano w tonie charakterystycznym dla nowomowy partyjnej. List odczytywano podczas zebrań podstawowych organizacji partyjnych. W dokumentach MSW przytaczano reakcje robotników. "Dosyć już tych podwyżek, nie mamy sił pracować, bo przymieramy głodem" – stwierdziła jedna z łódzkich włókniarek. Wyśmiewano również bardzo niewielką podwyżkę zasiłków rodzinnych. W najbardziej dramatycznych wypowiedziach zapowiadano oddanie dzieci do domów dziecka lub popełnienie samobójstwa. Poprzez zebrania organizacji partyjnych informacja dotarła do szerokich kręgów społeczeństwa. W sobotę 12 grudnia warszawskie sklepy spożywcze zanotowały 100-procentowy wzrost obrotów. Tego samego dnia Gomułka w wystąpieniu radiowo-telewizyjnym oficjalnie ogłosił wprowadzenie "regulacji cen".

Stoczniowcy strajkują

W poniedziałek 14 grudnia 1970 r. w Stoczni Gdańskiej wybuchł strajk wywołany ogłoszonymi dwa dni wcześniej podwyżkami na artykuły pierwszej potrzeby, zwłaszcza na żywność. Rozpoczął on falę protestów i manifestacji ulicznych, które objęły większość obszaru Wybrzeża. 14 grudnia zastrajkowali robotnicy gdańskiej Stoczni im. Lenina. Ok. godz. 10 przed budynkiem dyrekcji rozpoczął się wiec, w którym udział wzięło 3 tys. robotników domagających się zniesienia podwyżek i zmian personalnych w kierownictwie partii. W związku z tym, że nikt z władz nie podjął rozmów ze strajkującymi, uformowali oni pochód i udali się pod gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Robotnicy udali się też pod gmach Polskiego Radia Gdańsk, gdzie zażądali możliwości wygłoszenia swoich postulatów na falach eteru.

Sekretarz wojewódzki w Gdańsku Alojzy Karkoszka, który zastąpił na tym stanowisku awansowanego w lipcu 1970 r. Stanisława Kociołka, był w tym czasie nieobecny w Gdańsku, ponieważ uczestniczył w plenum KC w Warszawie. Zebrani przed budynkiem KW demonstranci wybrali delegację, która weszła do środka, żeby przedstawić swoje żądania. Ok. godz. 16, po rozejściu się pogłoski o aresztowaniu delegatów, doszło do pierwszych starć z milicją. Rozpoczął się szturm gmachu KW, w którym wybito szyby i spalono drukarnię. W centrum Gdańska po południu w manifestacjach wzięło udział kilkanaście tysięcy osób. Do akcji ruszyły większe oddziały MO i wojska, używając petard oraz gazów łzawiących.

W tym czasie do Gdańska przylecieli Karkoszka, Kociołek oraz wiceminister spraw wewnętrznych gen. Franciszek Szlachcic i gen. Grzegorz Korczyński z MON. Do Gdańska przybyli także Zenon Kliszko i Ignacy Loga-Sowiński, obaj członkowie Biura Politycznego cieszący się pełnym zaufaniem Gomułki. Przedstawiciele władz partyjnych nie podjęli jednak żadnych rozmów z wyłonioną przez strajkujących reprezentacją. Sytuację zaostrzyło wygłoszone w gdańskim ośrodku telewizji przemówienie przewodniczącego prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej Tadeusza Bejma, w którym zaapelował on o "pomoc społeczeństwa w wyizolowaniu grup niszczycieli".

Pierwsze strzały w stronę protestujących

Siły porządkowe do późnych godzin nocnych brutalnie rozpraszały tłum. Do starć dochodziło głównie pod budynkiem KW, Dworcem Głównym i na Wałach Piastowskich. W niektórych miejscach podpalano samochody, kioski z gazetami, wybijano szyby wystawowe. Padły pierwsze strzały. Setki osób zostało pobitych i zatrzymanych. W rejon Trójmiasta ściągano jednostki milicyjne, zarządzono podwyższony stan gotowości bojowej lokalnych jednostek wojskowych, a oddziały wojsk wewnętrznych wprowadzono już do akcji. Władze wprowadziły też blokadę telekomunikacyjną Trójmiasta i innych miast Wybrzeża. Mimo to strajki rozwijały się w kolejnych miastach. 15 grudnia kolejni robotnicy zastrajkowali w Gdyni, Elblągu, Słupsku i Szczecinie.

Od rana w Warszawie obradował najwyższy sztab kryzysowy pod przewodnictwem Gomułki. W jego skład obok I sekretarza wchodzili: przewodniczący Rady Państwa Marian Spychalski, premier Józef Cyrankiewicz, minister spraw wewnętrznych Kazimierz Świtała, minister obrony narodowej gen. Wojciech Jaruzelski, komendant główny MO gen. Tadeusz Pietrzak, kierownik Wydziału Administracyjnego KC Stanisław Kania oraz trzech sekretarzy KC, wśród nich Mieczysław Moczar. Po krótkiej dyskusji Gomułka podjął decyzję o zezwoleniu na użycie broni. Przekazana telefonicznie, potwierdzona została zarządzeniem MSW i formalnie weszła w życie o godz. 12. Ok. godz. 14 zadecydowano o powołaniu Sztabu Lokalnego w Gdańsku, którego szefem został gen. Korczyński. Do Gdańska skierowano również szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego Bolesława Chochę. W rejon miasta, gdzie nasilały się walki uliczne, zaczęto ściągać jednostki pancerne i zmotoryzowane.

Strajk okupacyjny i godzina milicyjna

O godz. 15 w stoczni zaczął się strajk okupacyjny. Władze wprowadziły godzinę milicyjną od godz. 18 do 6 rano. Tego dnia w starciach z siłami porządkowymi wg oficjalnego komunikatu zginęło 6 osób, a 300 zostało rannych. Spalono budynki KW PZPR, Wojewódzkiej Rady Związków Zawodowych, Naczelnej Organizacji Technicznej i Dworca Głównego.

W nocy z 15 na 16 grudnia wojsko obsadziło ważniejsze punkty w Gdańsku oraz zablokowało stocznię i port. W Gdyni aresztowano komitet strajkowy, z którym porozumienie zawarły wcześniej władze miejskie. Władze zdecydowały się zaprowadzić porządek siłą, bez względu na cenę. Zenon Kliszko na posiedzeniu Egzekutywy KW powiedział: "Mamy do czynienia z kontrrewolucją, a z kontrrewolucją trzeba walczyć przy pomocy siły. Jeżeli zginie nawet 300 robotników, to bunt zostanie zdławiony". Również Gomułka oceniał strajki i manifestacje jako kontrrewolucję. I sekretarz KC miał w tych dniach wyrazić opinię, że tak jak szlachta polska swoim egoizmem, prywatą i tendencjami anarchistycznymi zgubiła Rzeczpospolitą, tak samo polska klasa robotnicza, wyposażona w te same cechy, zgubi Polskę Ludową. Podobne oceny wyrażał w rozmowie z Leonidem Breżniewem, który ostrzegał go przed konsekwencjami strzelania do robotników.

Przez cały dzień 16 grudnia trwały demonstracje w Gdańsku. Na polecenie Zenona Kliszki zablokowano Stocznię im. Lenina, a do próbujących z niej wyjść na ulicę robotników wojsko otworzyło ogień. 17 grudnia doszło do masakry w Gdyni. Dzień wcześniej w telewizyjnym wystąpieniu wicepremier Kociołek nawoływał stoczniowców do powrotu do pracy. Ok. godz. 6 rano wojsko otworzyło ogień w stronę robotników idących z dworca do zablokowanej stoczni. Padli zabici i ranni. Do wieczora trwały starcia. Do demonstrantów strzelano z ziemi i powietrza. Milicja i służby więzienne z niezwykłą brutalnością traktowały zatrzymanych.

Protesty i demonstracje w Szczecinie

Tego dnia protesty i demonstracje przybrały na sile w Szczecinie. Po dwudniowych walkach w kilkudziesięciu przedsiębiorstwach kontynuowano strajk generalny, kierowany przez ogólnomiejski komitet strajkowy. Do starć demonstrantów z siłami porządkowymi dochodziło również w Elblągu i Słupsku. Wieczorem w telewizji wystąpił premier Józef Cyrankiewicz, który w pierwszej oficjalnej wypowiedzi na temat strajków na Wybrzeżu, podobnie jak w 1956 r. w Poznaniu, zwracając się do społeczeństwa, jednocześnie uspokajał i groził. Według informacji napływających do KC tego dnia do "przerw w pracy" i wieców doszło w blisko 100 zakładach na terenie siedmiu województw.

18 grudnia większość Biura Politycznego opowiedziała się za politycznym rozwiązaniem konfliktu. Decyzja ta była zgodna z sugestią przekazaną premierowi Cyrankiewiczowi przez Leonida Breżniewa i oznaczała klęskę Gomułki. Otoczenie I sekretarza KC PZPR obserwowało stałe pogarszanie się stanu psychicznego i fizycznego Gomułki. Przyspieszało to toczący się już proces odsunięcia go od władzy i wyłonienia nowego kierownictwa partii. W tym czasie w Trójmieście w zasadzie panował już spokój. Protesty trwały jeszcze w Elblągu oraz w Szczecinie, gdzie 22 grudnia przerwano strajk.

55 czołgów - 45 ofiar

Krwawa pacyfikacja robotniczego protestu na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. spowodowała śmierć ok. 45 osób. Ponad 1165 osób odniosło rany, ok. 3 tys. zostało najpierw bestialsko pobitych, następnie aresztowanych. Nigdy dotąd, nawet w czerwcu 1956 r. w Poznaniu, władze komunistyczne nie użyły na taką skalę wojska przeciwko ludności. Na samym tylko Wybrzeżu do akcji wprowadzono ok. 27 tys. żołnierzy, 550 czołgów, 750 transporterów opancerzonych i blisko 100 śmigłowców i samolotów.

W kierownictwie PZPR zdawano sobie sprawę, że Gomułka i jego najbliżsi współpracownicy w zaistniałej sytuacji powinni odejść, aby można było ich obarczyć winą za "błędy i wypaczenia władzy", uspokajając w ten sposób nastroje społeczne. Stanowisko to było zgodne z opinią Moskwy, która zachęcała polskich towarzyszy do szybkich zmian personalnych na najwyższych szczeblach władzy. 20 grudnia 1970 r. na VII plenum KC PZPR przyjęto rezygnację Gomułki z funkcji I sekretarza i członka Biura Politycznego KC. Nowym I sekretarzem, mającym poparcie Moskwy, został Edward Gierek, dotychczasowy I sekretarz KW PZPR w Katowicach i członek Biura Politycznego KC. Z Biura usunięto m.in. Zenona Kliszkę i Mariana Spychalskiego. Na ich miejsce powołano: Edwarda Babiucha, Piotra Jaroszewicza, Mieczysława Moczara, Stefana Olszowskiego i Jana Szydlaka. Tego dnia Gierek wygłosił przemówienie nadane przez radio i telewizję, w którym proponował powrót do pracy i wspólne wyciągnięcie wniosków z "bolesnych wydarzeń ostatnich tygodni". Dzień później ukazał się komunikat o stanie zdrowia Gomułki, informujący o tym, że leczenie "zaburzeń w układzie krążenia" wymaga długiego czasu.

Degradacja Cyrankiewicza

23 grudnia Sejm dokonał zmian na najwyższych stanowiskach państwowych. Dotychczasowy premier Józef Cyrankiewicz został powołany na zwolnione przez Mariana Spychalskiego stanowisko przewodniczącego Rady Państwa. Oznaczało to faktyczną "degradację" Cyrankiewicza, ponieważ jego nowy urząd nie miał żadnego znaczenia politycznego. Nowym szefem Rady Ministrów został cieszący się pełnym zaufaniem Moskwy, dotychczasowy wicepremier Piotr Jaroszewicz.

Zmiany na szczytach władzy nieco uspokoiły nastroje społeczne. Jednak już pod koniec grudnia 1970 r. w stoczni szczecińskiej organizowano wiece robotników. 22 stycznia 1971 r. ponownie rozpoczął się strajk. Załoga stoczni domagała się odwołania podwyżek, wyborów do władz związkowych oraz przybycia do Szczecina Gierka i Jaroszewicza. Władze rozpoczęły przygotowania do pacyfikacji. Dopiero groźba wysadzenia urządzeń stoczniowych powstrzymała atak. 24 stycznia do stoczni przybyli Gierek, Jaroszewicz, Jaruzelski oraz Franciszek Szlachcic. W czasie długiej debaty ze stoczniowcami Gierek składał obietnice zmiany stylu rządzenia oraz poprawy warunków życia. Jego wystąpienie zostało przyjęte chłodno. Następnie udał się do Gdańska. W trakcie spotkania z załogami największych strajkujących trójmiejskich zakładów pracy wygłosił słynny apel o zaufanie, zakończony pytaniem: "Pomożecie?". Protestujący zdecydowali się na zakończenie strajków mimo braku formalnych gwarancji spełnienia ich postulatów. W propagandzie przedstawiono to wydarzenie jako manifestację poparcia dla nowych władz.

10 lutego 1971 r. wybuchł strajk fatalnie wynagradzanych łódzkich włókniarek. Protestujące żądały cofnięcia podwyżki cen, wzrostu płac i poprawy warunków życia. Niekorzystny dla władz przebieg spotkania włókniarek z premierem Jaroszewiczem sprawił, że zdano sobie sprawę, iż utrzymanie decyzji o podwyżkach może mieć katastrofalne konsekwencje. Po powrocie z Łodzi, 15 lutego 1971 r., Jaroszewicz na forum Biura Politycznego zgłosił wniosek o rezygnację z "operacji cenowej". Decyzja została zatwierdzona i weszła w życie 1 marca. Mimo to kolejne strajki wybuchały w różnych regionach kraju aż do maja 1971 r. Symbolicznym zwieńczeniem "wydarzeń grudniowych" były pochody 1-majowe, podczas których robotnicy wznosili hasła rozliczenia winnych śmierci ich kolegów. Domagano się również ich upamiętnienia. Mur Stoczni Gdańskiej stał się miejscem pamięci, pod którym 1 maja 1971 r. i w trakcie kolejnych rocznic Grudnia składano kwiaty i zapalano znicze.

Doświadczenia grudnia 1970 r. miały wielki wpływ na strajki w sierpniu roku 1980. Szczególną rolę odegrał formułowany przez część strajkujących, niezrealizowany wówczas, postulat powołania niezależnych od władz związków zawodowych. "Powstanie Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność – pierwszej w państwach realnego socjalizmu niezależnej od rządzących działającej jawnie i legalnie masowej organizacji – oznaczało początek końca systemu, i to nie tylko w wymiarze polskim. Wydaje się, że jeśli można powiedzieć, iż Solidarność narodziła się w Sierpniu 1980 r., to trzeba także dodać, iż poczęta została w Grudniu 1970 r." – zauważa prof. Jerzy Eisler w monografii "Grudzień 1970. Geneza, przebieg, konsekwencje".

https://dzieje.pl/


PAP/dad