Kolekcje dla siebie i dla narodu

Ostatnia aktualizacja: 08.09.2021 23:15
Polska nie jest krajem zasobnym w arcydzieła. Nie zawsze tak było, jednak historia sprawiła, że byliśmy wielokrotnie z nich ograbiani. Zwłaszcza, gdy nie było naszego państwa na politycznej mapie świata. Po II wojnie światowej polskie muzea z trudem odzyskiwały siły: większość cenniejszych zabytków wymagała zabiegów konserwatorskich, niektóre skarby – dla ich ocalenia – wywieziono za granicę, upaństwawiano prywatne majątki, w których znajdowały się często wartościowe zbiory.
Zdj. ilustracyjne
Zdj. ilustracyjneFoto: Shutterstock/best pixels

Tadeusz Kantor pap 1200.jpg
Tadeusz Kantor wciąż obecny i aktualny

W jaki sposób można było zasilić ogołocone instytucje sztuki? Od dawna prywatni kolekcjonerzy przekazywali swoje skarby narodowym muzeom, jak choćby Feliks "Manggha" Jasieński, który w 1920 roku podarował swoje zbiory Muzeum Narodowemu w Krakowie. Jednak w drugiej połowie XX w. ten zwyczaj zaczął zamierać – z różnych powodów. Jak dziś przedstawia się sytuacja naszych muzeów? Czego najbardziej nam brakuje? Co zawdzięczamy prywatnym darczyńcom?


Posłuchaj
53:04 2021_09_08 22_06_10_PR3_Klub_Trojki.mp3 Czy prywatni kolekcjonerzy jeszcze wspierają muzea? (Klub Trójki)

– Kiedyś przekazywanie prywatnych kolekcji do zbiorów publicznych, ogólnie dostępnych, było czymś o wiele częstszym. Pamiętajmy, że muzea w ogóle powstały z darów, w tym sensie, że to królowie czy też książęta przekazywali, czy tez udostępniali, swoje kolekcje – tłumaczy profesor prawa Wojciech Kowalski, dyplomata, były pełnomocnik MSZ do spraw rewindykacji kultury, wykładowca na Wydziale Prawa i Administracji UŚ, który sam jest kolekcjonerem i znawcą porcelany. – W XIX i jeszcze do II wojny światowej było to zjawisko jeśli nie popularne, to jednak dość często spotykane. I np. Muzeum Narodowe w Krakowie na kilku takich kolekcjach jest oparte – wyjaśnia.

Kiedyś, i to jeszcze w nie tak odległych czasach, bo w latach 30. XX w, ludzie kultury, artyści, zbierali dla Polski. Kolekcja, dzisiaj nazywana Kolekcją Muzeum Sztuki w Łodzi, powstała z inicjatywy prywatnej. Artyści – Władysław Strzemiński, Katarzyna Kobro, Henryk Stażewski, poeci Jan Brzękowski i Julian Przyboś sami zaczęli jeździć do znajomych do Paryża i rozpoczęli kwerendę. A zbierali dlatego, że chcieli przekazać do Polski jakiś zbiór. Czy teraz tacy szlachetni ludzie jeszcze istnieją?

– W okresie międzywojennym to było szersze zjawisko. Bo kiedy w 1918 roku „Polska wybuchła”, z wiadomych powodów nie było państwowych zbiorów. I wtedy ten ruch był powszechny – mówi prof. Kowalski. – Teraz to się zmieniło, nie tylko zresztą w Polsce. W czasach, kiedy wszystko jest łatwo dostępne – informacje o cenach, katalogi aukcyjne, aukcje można śledzić w internecie – ludzie widzą konkretne pieniądze, jakie można uzyskać za konkretną rzecz, którą mają w domu. Bez tej świadomości pojawiłby się ten szlachetny odruch, jednak cena wyprzedza myśl o ofiarowaniu. I wtedy takie decyzje nie przychodzą tak łatwo – wskazuje.

– Co nie oznacza, że to całkowicie zaniknęło. Ostatnio, jak przeczytałem, jakiś szlachetny kolekcjoner ofiarował na Wawel kolekcję sygnetów, którą zebrał – dodaje.


***

Tytuł audycji: Klub Trójki
Prowadzi: Monika Małkowska
Gość: prof. Wojciech Kowalski (prawnik, dyplomata, były pełnomocnik MSZ do spraw rewindykacji kultury, wykładowca na Wydziale Prawa i Administracji UŚ, kolekcjoner)
Data emisji: 08.09.2021
Godzina emisji: 22.06

pr

Czytaj także

Co czeka polską animację?

Ostatnia aktualizacja: 18.08.2021 23:00
Polski film animowany był kiedyś naszym kulturalnym towarem eksportowym. W kraju też wzbudzał zainteresowanie, a nazwiska autorów były powszechnie znane: w kinach, przed projekcją filmów pełnometrażowych, wyświetlano krótkometrażówki lub krótkie dokumenty, plus Polską Kronikę Filmową – dopiero potem serwowano film. Dzięki takiej promocji twórcy związani z animacjami mieli się nie najgorzej. 
rozwiń zwiń

Czytaj także

Sztuka japońska w Polsce i w Europie. Wystawa "Hokusai. Wędrując.."

Ostatnia aktualizacja: 25.08.2021 23:10
"Mistrzu, jak rysować?" zapytali uczniowie starego Hokusai. Ten, zamiast odpowiedzieć, wziął pędzel i zaczął wodzić nim po papierze. Do rana powstało ponad 300 szkiców. Dwa lata później ukazała się pierwsza manga, czyli wzornik.
rozwiń zwiń