Polskie Radio
Section05

wyłączenie banerów

"Serce kibica. Z Januszem Zaorskim przez mundiale" – reportaż Antoniego Rokickiego

Od dziecka pasjonowała go piłka nożna. W młodości trenował m.in. koszykówkę, razem z drużyną wziął udział w wielu zawodach, jednak w wyniku problemów ze wzrokiem musiał zrezygnować z uprawiania sportów zespołowych. Sport odszedł na drugi plan, a Janusz Zaorski rozpoczął studia na Wydziale Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Ukończył je w 1969 roku, a dyplom obronił dwa lata później. Zdjęcia do jednego z pierwszych filmów reżysera, produkcji "Awans" z Marianem Opanią w roli głównej, były kręcone m.in. w Kazimierzu Dolnym. Był rok 1974, w RFN odbywały się Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Polska reprezentacja z trenerem Kazimierzem Górskim zajęła trzecie miejsce. Sukces zachęcił ekipę filmową do pewnego żartu. Złożyli oni petycję do władz Kazimierza Dolnego o zmianę nazwy miasta na… Kazimierz Górski. Kolejne mundiale Janusz Zaorski oglądał z bratem Andrzejem oraz przyjaciółmi z kręgu artystyczno-dziennikarskiego. W dorobku reżysera znajdują się produkcje znane milionom Polaków.
Zobacz więcej na temat: 

Współpracownia Misia Michasia i Smoka Adasia - 10 - Co znaczy "Jak makiem zasiał"

Miś Michaś i smok Adaś znów podsłuchali rozmowę dorosłych z pomocą swojego wiaderkowego podsłuchiwacza. Leszek i Wojtek mówili dosyć cicho, być może nawet się naradzali. Mimo utrudnień w podsłuchiwaniu współpracownicy dowiedzieli się, że dorośli rozmawiali o zasiewaniu maku, o tym, że cicha woda brzegi rwie. Było też o tajemnicy. Dlaczego Leszek i Wojtek sprawdzali, czy aby na pewno nikt ich nie podsłuchuje? I o co chodzi z tym makiem i wodą? Zagadka do rozwikłania, a może kolejne przenośnie i powiedzenia do przyswojenia?  Posłuchajcie sami!
Zobacz więcej na temat: 

Nie czcze komplementy

21 listopada 1830 r. Chopin po przyjeździe do Pragi napisał długi list do rodziny. Wiele miejsca poświęcił w nim osobie czeskiego pianisty Augusta Klengla, z którym „podczas swego pobytu w Dreźnie zżył się najbardziej”. Widywali się codziennie. Od pierwszej chwili, gdy spotkali się na drezdeńskim bruku, nawiązała się pomiędzy nimi serdeczna przyjaźń. „Spotkałem go [Klengla] przed domem, poznał mnie od razu i tyle był uprzejmym, że aż mnie ujął za serce. Szanuję go bardzo” – pisał Fryderyk do rodziny. Podziwiał niesłychaną wiedzę muzyczna tego artysty i chlubił się jego pozytywną opinią na temat swej gry. „Gdym mu zagrał moje koncerta, powiedział, żem mu przypominał grę Fielda, że mam rzadki sposób uderzenia, że wprawdzie wiele słyszał o mnie, ale nie spodziewał się nigdy, ażebym był już takim wirtuozem” – przechwalał się Fryderyk. Jednak zaraz potem dodawał, że „nie były to czcze komplementy, bo mi się przyznał, iż nie lubi nikomu pochlebiać, ani też przymuszać się do pochwał”. (md)
Zobacz więcej na temat: