Historia

Ołtarz Wita Stwosza - takiej szafy nie ma nikt na świecie

Ostatnia aktualizacja: 25.05.2017 06:09
- To było wzruszające, kiedy po tylu latach szukania tego ołtarza, lęków o niego, nagle zobaczyłem przed sobą te wspaniałe rzeźby - wspominał moment odnalezienia ołtarza Wita Stwosza prof. Karol Estreicher.
Audio
  • "Odzyskany skarb" - dzieje ołtarza Wita Stwosza w kościele Mariackim w Krakowie - opowieść prof. Karola Estreichera (1981)
Kraków, kościół Mariacki. Ołtarz Wita Stwosza
Kraków, kościół Mariacki. Ołtarz Wita Stwosza Foto: Panthermedia

Nie ma chyba człowieka, który będąc w Krakowie, nie zajrzałby do wnętrza kościoła Mariackiego i nie zachwyciłby się dziełem Wita Stwosza. W głębi absydy na tle wspaniałych, prześlicznych w kolorze witraży średniowiecznych wzrok przyciąga monumentalna struktura ołtarza, błyszcząca kolorami i złotem. Całość tworzy szafiasty tryptyk o wysokości 13 m i szerokości 11 m.

Zaproszenie do Krakowa

Budowę ołtarza Wit Stwosz rozpoczął 25 maja 1477. Historię arcydzieła mistrza z Norymbergii przypomniał wybitny historyk sztuki, prof. Karol Estreicher w audycji "Odzyskany skarb - ołtarz Wita Stwosza", nadanej w 1981 roku.

Stwosz przybył do Krakowa wezwany przez tutejsze mieszczaństwo w 1477 roku Nad ołtarzem pracował 12 lat. Postęp prac musiał satysfakcjonować fundatorów, gdyż Rada Miejska w 1483 roku wyraziła zadowolenie z dokonań artysty i zwolniła go z płacenia podatków. Pnie, z których Stwosz ciosał największe figury musiały pochodzić ze starych ok. 500-letnich drzew, a więc dzisiaj drewno to ma około 1000 lat.

Mistrz dłuta

– Kiedy wpatrzymy się w dzieło Stwosza, od razu spostrzeżemy jego olbrzymie wartości artystyczne – stwierdził prof. Estreicher. – Dramatyzm i niepokój to najbardziej charakterystyczne cechy dzieła mistrza. Twarze są traktowane przez artystę realistycznie, a szaty dają mu wielkie pole do rozwinięcia kunsztownej techniki. Draperie bowiem układają się u Stwosza w fałdy układane nie formami ciała, ale zawsze są przestylizowane, służą do wypełnienia przestrzeni, do wywołania efektu ruchu i niepokoju.

Wojenne losy

Prof. Karol Estreicher był zaangażowany w rewindykację polskich dzieł sztuki zagrabionych w czasie II wojny światowej. Mówił w audycji o wojennych losach ołtarza mariackiego.

Wszystko zaczęło się jeszcze przed wybuchem wojny, w sierpniu 1939 r. Z obawy przed mogącym w każdej chwili rozpocząć się konfliktem, ołtarz Wita Stwosza postanowiono rozebrać na części.

– Rozmontowano i wyjęto z ołtarza mariackiego najważniejsze rzeźby i płaskorzeźby – wspominał historyk. – Przetransportowano je Wisłą do Sandomierza, w drewnianych pakach. Były bardzo starannie owinięte i zabezpieczone. Złożono je w tamtejszym seminarium duchownym i w katedrze.
Natomiast pusta szafa ołtarza została przykryta dywanami i stała tak do marca 1940 roku, do czasu, kiedy niemieckie władze okupacyjne postanowiły wywieźć ją do Norymbergii.

Poszukiwania

A co stało się z figurami wywiezionym wcześniej do Sandomierza? Także trafiły do Niemiec. Znalazły się początkowo w  skarbcu III Rzeszy. – Ale tam te ogromne paki przeszkadzały – powiedział prof. Estreicher. – W końcu burmistrz Norymbergii uzyskał od samego Hitlera zgodę na zgromadzenie wszystkich części ołtarza w Norymberdze. Miały być ustawione w miejskim muzeum lub w jednym z kościołów.

Co działo się z nimi później? Posłuchaj opowieści prof. Karola Estreichera.

bs

Komentarze1
aby dodać komentarz
Jerzy_J.2017-05-25 18:24 Zgłoś
Przydałoby się napomknąć o tym, że nie tylko Wit Stwosz był Niemcem, lecz również owi krakowscy mieszczanie, którzy mu tę pracę zlecili.

Czytaj także

Katedra na Wawelu – historia Polski zapisana w kamieniu

Ostatnia aktualizacja: 28.03.2013 07:00
- Mam zawsze świadomość, że wchodzę do sanktuarium narodu, że wchodzę do pierwszego kościoła Rzeczypospolitej, że to jest świętość najwyższej rangi – mówił wieloletni kustosz i proboszcz wawelskiej katedry, ks. prałat Janusz Bielański.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Hejnał mariacki - najstarsza na świecie cykliczna audycja radiowa

Ostatnia aktualizacja: 16.04.2017 06:01
- Jest to jakaś niesłychanie urocza melodia. Powtarzający się motyw z tym nagłym urwaniem ma w sobie coś, co w jakiejś mierze symbolizuje całą Polskę - mówił architekt prof. Wiktor Zin.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Wiktor Zin – mistrz piórka i węgla

Ostatnia aktualizacja: 17.05.2013 09:00
- Chciałem pokazać ludziom co jest ładne. Takie było moje założenie. Trzy pokolenia oglądały te audycje i patrzyły na moje rysunki – powiedział Wiktor Zin, autor popularnego programu telewizyjnego ”Piórkiem i węglem”.
rozwiń zwiń