Choć dziś nazwisko Małgosi Turzańskiej pojawia się w kontekście najważniejszych nagród filmowych, sama projektantka podkreśla, że jej sposób pracy od lat pozostaje niezmienny. Każdy nowy projekt zaczyna się od poczucia zagubienia i braku gotowych odpowiedzi.
Ten etap określa jako „czarną dziurę” — moment, w którym twórca musi zmierzyć się z własnymi wątpliwościami, brakiem pomysłu i presją oczekiwań. Jak zauważa Małgosia Turzańska, to właśnie w tej fazie rodzi się fundament późniejszej pracy.
Dopiero po przejściu tego etapu zaczyna się właściwy proces twórczy. Projektantka skupia się wtedy na emocjonalnym zrozumieniu historii, zanim jeszcze sięgnie po materiały źródłowe czy archiwa.
— Zaczynam od tego, jak rozumiem postacie i jak je czuję — podkreśla Turzańska.
Dla niej kostium nie jest dodatkiem do scenografii ani ilustracją epoki. Jest narzędziem opowiadania historii, które powinno wzmacniać sens filmu, a nie tylko budować estetykę.
Jak zauważa Małgosia Turzańska, dopiero kiedy pojawi się emocjonalna wizja projektu, można przejść do etapu researchu, szkiców i pracy technicznej. Wtedy poszukiwania mają już jasno określony kierunek.
Szczególnie wyraźnie widać to w „Hamnecie” — filmie osadzonym w realiach XVI i XVII wieku. Mimo historycznego kontekstu projektantka od początku zdecydowała się nie zaczynać od studiowania strojów z epoki.
— Na początku zawsze odsuwam historię — zaznacza Małgosia Turzańska. — Najpierw szukam prawdy emocjonalnej.
Jej pierwsze inspiracje były dalekie od klasycznego kostiumowego researchu. Pojawiały się tam struktury naturalne, faktury drewna, kamienia, kory drzew, abstrakcyjne formy i prace artystyczne. Jak podkreśla Małgosia Turzańska, interesowały ją przede wszystkim kolory, światło i „temperatura” obrazu.
Małgosia Turzańska na planie „Hamneta” z Paulem Mescalem fot. Universal
Dopiero w kolejnym etapie sięgnęła po materiały historyczne, traktując je jako punkt odniesienia, a nie nadrzędną instrukcję.
— Wtedy już wiem, czego szukam i jak to interpretować — tłumaczy kostiumografka.
Droga do pracy przy „Hamnecie” zaczęła się od przypadkowego spotkania na festiwalu Sundance. Choć wcześniej ich drogi już się krzyżowały, to właśnie tam nawiązał się bliższy kontakt z reżyserką.
— Poznałyśmy się w łazience — wspomina z uśmiechem Małgosia Turzańska.
Kiedy pojawiła się informacja o ekranizacji powieści Maggie O’Farrell, projektantka przygotowała autorski lookbook — osobistą, wizualną interpretację książki.
— To była moja emocjonalna reakcja na tę historię — mówi Małgosia Turzańska.
Materiał okazał się kluczowy i otworzył drogę do współpracy.
W centrum pracy nad filmem znalazły się relacje między głównymi bohaterami — Agnes i Willem. To ich przemiany, napięcia i emocje wyznaczały kierunek pracy nad kostiumami.
Jak zauważa Małgosia Turzańska, strój miał reagować na to, co dzieje się między postaciami, i zmieniać się wraz z nimi. Kostium stawał się zapisem ich wewnętrznej drogi.
Małgosia Turzańska z asystentką Lou Tillery fot. archiwum prywatne rozmówczyni
— Gdy rozumie się emocjonalny system postaci, historia zaczyna działać sama — podkreśla Małgosia Turzańska.
Projektantka uważa, że właśnie dlatego „Hamnet” mógłby funkcjonować w różnych realiach historycznych. Najważniejsze pozostają bowiem uniwersalne emocje.
Małgosia Turzańska przy pracy, na planie "Hamneta" fot. Universal
Mimo nominacji do Oscara i BAFTA Małgosia Turzańska zachowuje dystans wobec nagród. Traktuje je raczej jako potwierdzenie obranej drogi niż punkt docelowy kariery.
— Jestem bardzo szczęśliwa z nominacji, ale na razie mi to wystarczy — mówi polska kostiumografka.
Podkreśla też rolę wsparcia, jakie otrzymała na początku drogi zawodowej — zarówno od rodziny, jak i od współpracowników.
— Nie zrobiłabym tego bez ludzi, którzy mi pomogli — przyznaje Małgosia Turzańska.
Jak zauważa projektantka, nie każdy twórca ma możliwość rozwijania się w komfortowych warunkach, bez presji finansowej i organizacyjnej. Dlatego stara się pamiętać o własnych początkach i o tym, jak ważne jest wsparcie środowiska.
Historia Małgosi Turzańskiej pokazuje, że jej metoda pracy opiera się na konsekwentnym poszukiwaniu sensu, akceptacji niepewności i gotowości do ciągłego zaczynania od nowa. Każdy projekt jest dla niej osobnym światem, który trzeba zbudować od podstaw — bez skrótów, bez gotowych odpowiedzi, bez poczucia komfortu.
To właśnie w tej „czarnej dziurze”, o której mówi na początku, rodzą się później kostiumy nagradzane na najważniejszych festiwalach świata.
pż