Muzyka

Kaja Danczowska i jej muzyczny pamiętnik

Ostatnia aktualizacja: 29.09.2014 17:34
Wydanie nagrań Kai Danczowskiej to wspaniały dowód na to, jak znakomitych mamy w naszym kraju artystów i jak warto promować ich twórczość artystyczną.
Kaja Danczowska, fragm. okładki płyty
Kaja Danczowska, fragm. okładki płytyFoto: mat. promocyjne

 

Wydanie nagrań Kai Danczowskiej to wspaniały dowód na to, jak znakomitych mamy w naszym kraju artystów i jak warto promować ich twórczość artystyczną.
Pięknie wydany przez Polskie Radio, 7-płytowy boks, z grubą książeczką, wypowiedziami i wspomnieniami skrzypaczki – to dopracowane w każdym calu wydawnictwo, które na pewno zainteresuje miłośników klasyki najwyższych lotó. Kaja Danczowska, niestety, nigdy nie została, na miarę swojego wielkiego talentu, odpowiednio zagranicą doceniona, ale w kraju zyskała sobie opinię wybitnej solistki. Zaskakujące jest jednak jak mało płyt z jej interpretacjami pojawiło się na rynku. Dlatego też w boksie znajdują się aż 22 nagrania po raz pierwszy zarejestrowane na płytach, które do tej pory znajdowały się w archiwach Polskiego Radia i niemieckich radiofonii.
Jest to bardzo osobista selekcja, gdyż dokonała jej sama skrzypaczka, która dodatkowo wspomina wykonywanie danego utworu. A że ma doskonałą pamięć, więc każda z jej interpretacji – to kolejna fascynująca historia. Co więcej, na krążkach znajdziemy całą plejadę znakomitych dyrygentów, m.in.: Antoniego Wita, Kazimierza Korda czy Agnieszkę Duczmal, a w utworach kameralnych artystce towarzyszą m.in. Krystian Zimerman i Janusz Olejniczak. 7 płyt to znane i lubiane koncerty, jak choćby: Mozarta, Mendelssohna, Szostakowicza i Panufnika, a także sonaty m.in. Brahmsa i Szymanowskiego i liczne „encores”. Zdobywczyni licznych nagród, znakomita solistka i pedagog – Kaja Danczowska to prawdziwy skarb dla polskiej kultury.
Skarbem są też utwory na skrzypce i fortepian Józefa Elsnera (polskiego kompozytora niemieckiego pochodzenia, który zasłynął jako nauczyciel Fryderyka Chopina) – które można usłyszeć na krążku „Elsner: Violin And Pianoforte Works” (wyd. Polskie Radio) w wykonaniu Słwomira Tomasika i Edwarda Wolanina. Album wyszedł w 245. rocznicę urodzin i 160. rocznicę śmierci kompozytora. Znajdziemy na nim wszystkie zachowane dzieła na te instrumenty: trzy Sonaty op. 10 oraz dwa polonezy: D-dur à Madame Sophie Czartoryska i E-dur Lodoïska de Kreutzer. Sonaty, co prawda, ukazały się wcześniej nakładem Acte Prealable w wykonaniu Joanny i Andrzeja Gębskiego, ale reszta jego muzycznego dorobku pozostaje w Polsce prawie nieznana. Warto sięgnąć po „Elsner: Violin And Pianoforte Works” także dlatego, że wykonawcy dążyli, by wykonanie było jak najbliższe temu, jak mogło ono brzmieć w latach skomponowania utworów. Dlatego nie tylko grają na instrumentach z epoki, ale nawet skrzypek posługuje się smyczkiem François’a Tourte’a z ok. 1785 roku, stworzonym przez znanego polskiego lutnika Michała Więckowskiego. Melodyjne, przepełnione harmonią i stonowaniem – dzieła Elsnera warte są przypomnienia i stanowią dowód, że w tych latach w Polsce tworzono muzykę na wyjątkowo wysokim poziomie.
Cykl symfonii Czajkowskiego jest bez wątpienia jednym z najważniejszych dokonań w repertuarze symfonicznej muzyki późnoromantycznej, jak też symfoniki w ogóle. Czajkowskiemu, bazującemu na dokonaniach wielkich poprzedników, przede wszystkim zaś na cyklu symfonii Beethovena , udało się stworzyć muzykę niepowtarzalną  ­– pełną bogatych melodii, liryzmu ale i wielkiego dramatu, który swój punkt kulminacyjny osiąga w 6, najsłynniejszej symfonii „Patetycznej”. Podobnie jak w przypadku wspomnianego już Beethovena, również u Czajkowskiego symfonie w pełni oddają i niejako obrazują życie kompozytora,  zarówno jako artysty, ale przede wszystkim jako człowieka targanego wielkimi namiętnościami, nieodzownymi dla każdego twórcy doby romantyzmu.
Cykl 6 symfonii, (dodatkowo w omawianym boksie znalazła się również nienumerowana symfonia Manfred) i 3 najpopularniejsze uwertury, w interpretacji Riccardo Mutiego i Philharmonia Orchestra (wyd. Warner Classic), są z pewnością godne rekomendacji, pełne pasji, energii, wiernie oddają kunszt i innowacyjność kompozytora, łączącego taneczność i koloryt folkloru rosyjskiego z pewną surowością i zorganizowaniem  charakterystycznym dla klasycyzmu. Mutiemu, dzięki dużej wrażliwości i wyobraźni muzycznej udało się bezbłędnie oddać to, co w muzyce Czajkowskiego najważniejsze – piękno i bogactwo melodii oraz dramatyzm, nie popadając przy tym w prosty sentymentalizm i zbytnią pompatyczność.
Można powiedzieć, że nie było i nie będzie lepszego, bardziej przejmującego i ocierającego się o granice absolutu wykonania koncertu wiolonczelowego Edwarda Elgara, niż to dokonane przez Jacqueline du Pré i sir Johna Barbirolliego. Granic tej maestrii udało się dwa lata temu dotknąć innej kobiecie grającej na tym instrumencie, młodej Amerykance Alisie Weilestein. Towarzyszył jej na tym nagraniu Daniel Barenboim – wspaniały pianista i wielki dyrygent. A że jest miłośnikiem brytyjskiego kompozytora, nie ma się co dziwić, że kontynuuje swoją przygodę z jego najważniejszymi dziełami, czego nie czynił od początku lat 90. Dzięki temu, w tym roku otrzymujemy interpretację II Symfonii Elgara (wyd. Decca), zarejestrowanej wraz z Staatskapelle Berlin – która uważana jest powszechnie, obok swoich odpowiedników  stworzonych przez Vaughana Williamsa i Waltona – za jedną z najważniejszych w historii brytyjskiej muzyki. A że Barenboim najlepszej czuje się w późnoromantycznym repertuarze: Brahmsa, Brucknera i Czajkowskiego, nie ma się co dziwić, że nadał temu przepełnionemu pesymizmem i melancholią za czasami potęgi gasnącego imperium, dziełu błysk i energię znaną z utworów Wagnera. Można mieć tylko nadzieję, że dyrygent pójdzie za ciosem i zauważy, że także kilka innych, ważnych dzieł Elgara aż prosi się o nowe nagrania.
Uczeń prof. Romana Peruckiego, zwycięzca m.in VII Międzynarodowym Konkursie Muzyki Organowej im. J. P. Sweelincka w Gdańsku, związany m.in. z Polską Filharmonią Bałtycką w Gdańsku - Maciej Zakrzewski - wydał właśnie swoją debiutancką, solową płytę z nagraniami dzieł Liszta i Widora na organach Archikatedry Oliwskiej. Wcześniej mówiono o nim: wielki talent, nadzieja, otrzymywał liczne wyróżnienia dla młodych – zdolnych, teraz prezentuje się jako doświadczony, także międzynarodowymi koncertami - organista, który potrafi znakomicie uchwycić ważne dzieła znajdujące się w stałym repertuarze najwybitniejszych kolegów po fachu. „Liszt&Widor - Organ Works” (wyd. Soliton) to płyta fascynująca, pokazująca piękno późnoromantycznych dzieł, w której wykonawca nie stawia się na pierwszym planie, ale stara się jedynie uchwycić ulotne piękno kompozycji.
Świetny pomysł, jeszcze lepsze wykonanie. Tak można ocenić dwa znakomite albumy: „Slavonic Duets” i „German Duets” (wyd. Dux) - na których usłyszymy wspaniałe śpiewaczki: alcistkę Jadwigę Rappe i meozzosopranistkę Urszulę Kryger w repertuarze pieśni na dwa głosy i fortepian. Na pierwszym, wraz z pianistą Mariuszem Rutkowskim, prezentują one utwory słowiańskich kompozytorów: Moniuszki, Dvoraka, Dargomyszki i Cui, na drugim zaś królują działa Mendelssohna Bartholdy, Schumanna i Brahmsa. Choć wszystkie te dzieła przeznaczone były do domowego muzykowania, to jednak nawet odkurzone po wiekach, wciąż mogą być niezwykle atrakcyjne dla miłośników pięknego wokalu, w szczególności, że ciężko by było znaleźć lepsze do nich wykonawczynie. Co się tyczy partii fortepianu, to jednak czuć widoczną różnicę na korzyść kompozytorów niemieckich – gdzie wykonujący je Hartmut Holl ma o wiele trudniejsze, ale i wdzięczniejsze niż Rutkowski zadanie, gdyż wymagają one prawdziwej wirtuozerii. Jedynym mankamentem obu płyt jest... ich długość, pierwsza nie ma nawet 40 minut, a druga tylko trochę przekracza tę granicę. Szkoda, gdyż myślę, że w obu przypadkach znalazł by się materiał na wypełnienie płyt po brzegi.
Cykl czterech symfonii  Johanesa Brahmsa stanowi niewątpliwie podsumowanie i ukoronowanie jego twórczości kompozytorskiej. Brahms, często nazywany trzecim z wielkiej trójki na „B”, obok Bacha i Beethovena, przez całe życie pozostawał pod wielkim wpływem dorobku pozostawionego przez wielkiego klasyka wiedeńskiego. Słynący z perfekcjonizmu  –  pierwszą symfonię ukończył w wieku 43 lat – nosił na sobie brzemię kompozytora mającego być następca wielkiego mistrza, stąd też  w stworzonej przez niego I symfonii bardzo silnie uwidacznia się wpływy muzyki Beethovena, szczególnie IX symfonii, która jest w kilku miejscach wręcz cytowana. Nieprzypadkowo zresztą często nazywa się ją X symfonią Beethovena.   Jeżeli I symfonię można traktować w kategoriach hołdu, pozostałe  są już niezwykle samodzielnymi i oryginalnymi kompozycjami, stawiającymi Brahmsa w jednym szeregu z najwybitniejszymi symfonikami doby późnego romantyzmu. W omawianym boksie obok wspomnianych 4 symfonii, znajdują się dwie bardzo popularne uwertury: „ Akademicka” i „Tragiczna” oraz „Requiem niemieckie”, będące jednym z najważniejszych i najbardziej nowatorskich  dzieł muzyki sakralnej. Dyrygentowi Kurtowi Masurowi wraz z filharmonikami nowojorskimi (wyd. Warner Classic)  udało się w pełni oddać wielkość i kompleksowość muzyki Brahmsa, zachowując jednocześnie bijące z nich ciepło i szlachetność, które z całą pewnością stanowią  kluczowy element  jego twórczości.
To był wspaniały wieczór – każdy, kto tego dnia odwiedził Uniwersytet Chopina w Warszawie i znalazł się w grudniu 2011 roku na koncercie znakomitego duetu Ewy Podleś i Garricka Ohlssona - musiał czuć się w niebo wzięty. Takie duety nie zdarzają się zbyt często – para ta tworzy nastrój, wywołuje emocje, daje poczucie komfortu i obcowania z czymś wielkim, głębokim, niecodziennym. Wieczór poświęcony w całości rosyjskiemu repertuarowi zyskał sobie uznanie publiczności, która gromkimi brawami wprost zmusiła artystów do bisu. Skrajnie odmienne cykle pieśni Musorgskiego – pierwsze utwory mroczne, ciemne, dotykające tematu śmierci, przeciwstawione zostały w dalszej części koncertu zgoła odmiennym – lekkim, zwiewnym, przywołującym wspomnienia z dzieciństwa. Tego wieczoru, oprócz pełnienia funkcji akompaniatora, Ohlsson czarował publiczność krótkimi utworami Prokofieva, którym rozpoczął wieczór i preludiami Rachmaninova. Płyta dvd (wyd. Dux) z rejestracją tego spotkania to absolutne „must have” dla miłośników wokalu na najwyższym światowym poziomie!

Pięknie wydany przez Polskie Radio, 7-płytowy boks, z grubą książeczką, wypowiedziami i wspomnieniami skrzypaczki – to dopracowane w każdym calu wydawnictwo, które na pewno zainteresuje miłośników klasyki najwyższych lotów. Kaja Danczowska, niestety, nigdy nie została, na miarę swojego wielkiego talentu, odpowiednio zagranicą doceniona, ale w kraju zyskała sobie opinię wybitnej solistki. Zaskakujące jest jednak jak mało płyt z jej interpretacjami pojawiło się na rynku.

Dlatego też w boksie znajdują się aż 22 nagrania po raz pierwszy zarejestrowane na płytach, które do tej pory znajdowały się w archiwach Polskiego Radia i niemieckich radiofonii.Jest to bardzo osobista selekcja, gdyż dokonała jej sama skrzypaczka, która dodatkowo wspomina wykonywanie danego utworu. A że ma doskonałą pamięć, więc każda z jej interpretacji – to kolejna fascynująca historia. Co więcej, na krążkach znajdziemy całą plejadę znakomitych dyrygentów, m.in.: Antoniego Wita, Kazimierza Korda czy Agnieszkę Duczmal, a w utworach kameralnych artystce towarzyszą m.in. Krystian Zimerman i Janusz Olejniczak. 7 płyt to znane i lubiane koncerty, jak choćby: Mozarta, Mendelssohna, Szostakowicza i Panufnika, a także sonaty m.in. Brahmsa i Szymanowskiego i liczne „encores”. Zdobywczyni licznych nagród, znakomita solistka i pedagog – Kaja Danczowska to prawdziwy skarb dla polskiej kultury.

Okładka
Okładka płyty "Józef Elsner – dzieła na skrzypce i pianoforte"

Skarbem są też utwory na skrzypce i fortepian Józefa Elsnera (polskiego kompozytora niemieckiego pochodzenia, który zasłynął jako nauczyciel Fryderyka Chopina) – które można usłyszeć na krążku „Elsner: Violin And Pianoforte Works” (wyd. Polskie Radio) w wykonaniu Sławomira Tomasika i Edwarda Wolanina. Album wyszedł w 245. rocznicę urodzin i 160. rocznicę śmierci kompozytora. Znajdziemy na nim wszystkie zachowane dzieła na te instrumenty: trzy Sonaty op. 10 oraz dwa polonezy: D-dur à Madame Sophie Czartoryska i E-dur Lodoïska de Kreutzer. Sonaty, co prawda, ukazały się wcześniej nakładem Acte Prealable w wykonaniu Joanny i Andrzeja Gębskiego, ale reszta jego muzycznego dorobku pozostaje w Polsce prawie nieznana.

 

Warto sięgnąć po „Elsner: Violin And Pianoforte Works” także dlatego, że wykonawcy dążyli, by wykonanie było jak najbliższe temu, jak mogło ono brzmieć w latach skomponowania utworów. Dlatego nie tylko grają na instrumentach z epoki, ale nawet skrzypek posługuje się smyczkiem François’a Tourte’a z ok. 1785 roku, stworzonym przez znanego polskiego lutnika Michała Więckowskiego. Melodyjne, przepełnione harmonią i stonowaniem – dzieła Elsnera warte są przypomnienia i stanowią dowód, że w tych latach w Polsce tworzono muzykę na wyjątkowo wysokim poziomie.

Cykl symfonii Czajkowskiego jest bez wątpienia jednym z najważniejszych dokonań w repertuarze symfonicznej muzyki późnoromantycznej, jak też symfoniki w ogóle. Czajkowskiemu, bazującemu na dokonaniach wielkich poprzedników, przede wszystkim zaś na cyklu symfonii Beethovena , udało się stworzyć muzykę niepowtarzalną  ­– pełną bogatych melodii, liryzmu ale i wielkiego dramatu, który swój punkt kulminacyjny osiąga w 6, najsłynniejszej symfonii „Patetycznej”. Podobnie jak w przypadku wspomnianego już Beethovena, również u Czajkowskiego symfonie w pełni oddają i niejako obrazują życie kompozytora,  zarówno jako artysty, ale przede wszystkim jako człowieka targanego wielkimi namiętnościami, nieodzownymi dla każdego twórcy doby romantyzmu.

/

Cykl 6 symfonii, (dodatkowo w omawianym boksie znalazła się również nienumerowana symfonia Manfred) i 3 najpopularniejsze uwertury, w interpretacji Riccardo Mutiego i Philharmonia Orchestra (wyd. Warner Classic), są z pewnością godne rekomendacji, pełne pasji, energii, wiernie oddają kunszt i innowacyjność kompozytora, łączącego taneczność i koloryt folkloru rosyjskiego z pewną surowością i zorganizowaniem  charakterystycznym dla klasycyzmu. Mutiemu, dzięki dużej wrażliwości i wyobraźni muzycznej udało się bezbłędnie oddać to, co w muzyce Czajkowskiego najważniejsze – piękno i bogactwo melodii oraz dramatyzm, nie popadając przy tym w prosty sentymentalizm i zbytnią pompatyczność.

 

/

Można powiedzieć, że nie było i nie będzie lepszego, bardziej przejmującego i ocierającego się o granice absolutu wykonania koncertu wiolonczelowego Edwarda Elgara, niż to dokonane przez Jacqueline du Pré i sir Johna Barbirolliego. Granic tej maestrii udało się dwa lata temu dotknąć innej kobiecie grającej na tym instrumencie, młodej Amerykance Alisie Weilestein. Towarzyszył jej na tym nagraniu Daniel Barenboim – wspaniały pianista i wielki dyrygent. A że jest miłośnikiem brytyjskiego kompozytora, nie ma się co dziwić, że kontynuuje swoją przygodę z jego najważniejszymi dziełami, czego nie czynił od początku lat 90. Dzięki temu, w tym roku otrzymujemy interpretację II Symfonii Elgara (wyd. Decca), zarejestrowanej wraz z Staatskapelle Berlin – która uważana jest powszechnie, obok swoich odpowiedników  stworzonych przez Vaughana Williamsa i Waltona – za jedną z najważniejszych w historii brytyjskiej muzyki. A że Barenboim najlepszej czuje się w późnoromantycznym repertuarze: Brahmsa, Brucknera i Czajkowskiego, nie ma się co dziwić, że nadał temu przepełnionemu pesymizmem i melancholią za czasami potęgi gasnącego imperium, dziełu błysk i energię znaną z utworów Wagnera. Można mieć tylko nadzieję, że dyrygent pójdzie za ciosem i zauważy, że także kilka innych, ważnych dzieł Elgara aż prosi się o nowe nagrania.

 

/

Uczeń prof. Romana Peruckiego, zwycięzca m.in VII Międzynarodowym Konkursie Muzyki Organowej im. J. P. Sweelincka w Gdańsku, związany m.in. z Polską Filharmonią Bałtycką w Gdańsku - Maciej Zakrzewski - wydał właśnie swoją debiutancką, solową płytę z nagraniami dzieł Liszta i Widora na organach Archikatedry Oliwskiej. Wcześniej mówiono o nim: wielki talent, nadzieja, otrzymywał liczne wyróżnienia dla młodych – zdolnych, teraz prezentuje się jako doświadczony, także międzynarodowymi koncertami - organista, który potrafi znakomicie uchwycić ważne dzieła znajdujące się w stałym repertuarze najwybitniejszych kolegów po fachu. „Liszt&Widor - Organ Works” (wyd. Soliton) to płyta fascynująca, pokazująca piękno późnoromantycznych dzieł, w której wykonawca nie stawia się na pierwszym planie, ale stara się jedynie uchwycić ulotne piękno kompozycji.

 

/

Świetny pomysł, jeszcze lepsze wykonanie. Tak można ocenić dwa znakomite albumy: „Slavonic Duets” i „German Duets” (wyd. Dux) - na których usłyszymy wspaniałe śpiewaczki: alcistkę Jadwigę Rappe i meozzosopranistkę Urszulę Kryger w repertuarze pieśni na dwa głosy i fortepian. Na pierwszym, wraz z pianistą Mariuszem Rutkowskim, prezentują one utwory słowiańskich kompozytorów: Moniuszki, Dvoraka, Dargomyszki i Cui, na drugim zaś królują działa Mendelssohna Bartholdy, Schumanna i Brahmsa. Choć wszystkie te dzieła przeznaczone były do domowego muzykowania, to jednak nawet odkurzone po wiekach, wciąż mogą być niezwykle atrakcyjne dla miłośników pięknego wokalu, w szczególności, że ciężko by było znaleźć lepsze do nich wykonawczynie. Co się tyczy partii fortepianu, to jednak czuć widoczną różnicę na korzyść kompozytorów niemieckich – gdzie wykonujący je Hartmut Holl ma o wiele trudniejsze, ale i wdzięczniejsze niż Rutkowski zadanie, gdyż wymagają one prawdziwej wirtuozerii. Jedynym mankamentem obu płyt jest... ich długość, pierwsza nie ma nawet 40 minut, a druga tylko trochę przekracza tę granicę. Szkoda, gdyż myślę, że w obu przypadkach znalazł by się materiał na wypełnienie płyt po brzegi.

 

Cykl czterech symfonii  Johanesa Brahmsa stanowi niewątpliwie podsumowanie i ukoronowanie jego twórczości kompozytorskiej. Brahms, często nazywany trzecim z wielkiej trójki na „B”, obok Bacha i Beethovena, przez całe życie pozostawał pod wielkim wpływem dorobku pozostawionego przez wielkiego klasyka wiedeńskiego. Słynący z perfekcjonizmu  –  pierwszą symfonię ukończył w wieku 43 lat – nosił na sobie brzemię kompozytora mającego być następca wielkiego mistrza, stąd też  w stworzonej przez niego I symfonii bardzo silnie uwidacznia się wpływy muzyki Beethovena, szczególnie IX symfonii, która jest w kilku miejscach wręcz cytowana. Nieprzypadkowo zresztą często nazywa się ją X symfonią Beethovena.

/

Jeżeli I symfonię można traktować w kategoriach hołdu, pozostałe  są już niezwykle samodzielnymi i oryginalnymi kompozycjami, stawiającymi Brahmsa w jednym szeregu z najwybitniejszymi symfonikami doby późnego romantyzmu. W omawianym boksie obok wspomnianych 4 symfonii, znajdują się dwie bardzo popularne uwertury: „ Akademicka” i „Tragiczna” oraz „Requiem niemieckie”, będące jednym z najważniejszych i najbardziej nowatorskich  dzieł muzyki sakralnej. Dyrygentowi Kurtowi Masurowi wraz z filharmonikami nowojorskimi (wyd. Warner Classic)  udało się w pełni oddać wielkość i kompleksowość muzyki Brahmsa, zachowując jednocześnie bijące z nich ciepło i szlachetność, które z całą pewnością stanowią  kluczowy element  jego twórczości.

 

/

To był wspaniały wieczór – każdy, kto tego dnia odwiedził Uniwersytet Chopina w Warszawie i znalazł się w grudniu 2011 roku na koncercie znakomitego duetu Ewy Podleś i Garricka Ohlssona - musiał czuć się w niebo wzięty. Takie duety nie zdarzają się zbyt często – para ta tworzy nastrój, wywołuje emocje, daje poczucie komfortu i obcowania z czymś wielkim, głębokim, niecodziennym. Wieczór poświęcony w całości rosyjskiemu repertuarowi zyskał sobie uznanie publiczności, która gromkimi brawami wprost zmusiła artystów do bisu. Skrajnie odmienne cykle pieśni Musorgskiego – pierwsze utwory mroczne, ciemne, dotykające tematu śmierci, przeciwstawione zostały w dalszej części koncertu zgoła odmiennym – lekkim, zwiewnym, przywołującym wspomnienia z dzieciństwa. Tego wieczoru, oprócz pełnienia funkcji akompaniatora, Ohlsson czarował publiczność krótkimi utworami Prokofieva, którym rozpoczął wieczór i preludiami Rachmaninova. Płyta dvd (wyd. Dux) z rejestracją tego spotkania to absolutne „must have” dla miłośników wokalu na najwyższym światowym poziomie!

 

Mieczysław Burski

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak
Zobacz także

Czytaj także

Hilary Hahn i jej 27 smaków świata

Ostatnia aktualizacja: 07.06.2014 14:05
“In 27 Pieces: The Hilary Hahn Encores” (wyd. Deutsche Grammophon) to kolejny „dziwny” projekt młodej, a już uważanej za ponad przeciętną angielskiej skrzypaczki. Będąc nierównaną interpretatorką Bacha i muzyki współczesnej, ambitna Hilary Hahn nie nudzi na swoim najnowszym dwupłytowym albumie słuchaczy.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Dejan Lazić: Mozartowi było łatwiej

Ostatnia aktualizacja: 19.08.2014 13:00
- Nie znał symfonii Brahmsa, "Dafnis i Chloe" Ravela czy oper Wagnera. Dzisiaj twórcy czują się przytłoczeni wpływami, a w wielu utworach słychać starania, by nie brzmieć "jak ktoś inny" - mówił Chorwat Dejan Lazić, który na Festiwalu "Chopin i Europa" zaprezentował talenty pianistyczne, ale też kompozytorskie.
rozwiń zwiń