Stanisław Janicki był jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej telewizji kulturalnej. Stworzony przez niego program "W starym kinie", emitowany nieprzerwanie od 1967 do 1999 roku, stał się najdłużej nadawanym programem filmowym w historii Telewizji Polskiej.
"Traktowałem pracę przy programie jako wizytę u widzów w domu"
Sam Janicki wielokrotnie podkreślał jednak, że nigdy nie chciał nikogo wychowywać. - Chciałem robić ciekawy program, który będzie się podobał publiczności – mówił w rozmowie dla PAP w 2018 roku. – Traktowałem pracę przy programie jako wizytę u widzów w domu. Zostałem zaproszony, siedzimy przy okrągłym, dużym stole. Pani domu przygotowała ciasteczka, każdy dostaje herbatkę, siedzimy i rozmawiamy. Ale ja mam świadomość tego, że jestem tylko gościem w tym domu – wyjaśniał w archiwalnej rozmowie.
Przypadek, który stał się misją
Przyszyły krytyk ukończył studia dziennikarskie ze specjalizacją filmową na Uniwersytecie Warszawskim. Jak wspominał po latach, początkowo wcale nie interesował się dawnym polskim kinem. – W kinach puszczano zaległe filmy amerykańskie i francuskie. To był też czas włoskiego neorealizmu, więc co mnie mogły jakieś stare ramotki interesować? Nic. Przypadek sprawił, że wszedłem w to – opowiadał.
Pracował w "Żołnierzu Wolności", później w redakcjach miesięczników "Film" i "Kino". Wielokrotnie zasiadał w jury festiwali filmowych.
Czytaj także:
Klasyka telewizji, która powstała przypadkiem
Prawdziwie rozpoznawalną postacią stał się w telewizji. – Do TVP trafił przypadkiem, zastępując chorego prowadzącego program filmowy. – To było koszmarne przeżycie! – wspominał po latach pierwsze telewizyjne występy. – Jupitery oślepiały, a człowiek wychodził ze studia zlany potem – mówił.
Po kilku programach otrzymał propozycję stworzenia autorskiej audycji o starym kinie. – Usłyszeliśmy, nie wprost, ale z podtekstem: róbcie, co chcecie, nikt się wam w pracę nie będzie wtrącał. Musiałbym być ostatnim idiotą, żeby czegoś takiego nie przyjąć – wyjaśnił.
Twarz przedwojennego kina
To właśnie Stanisław Janicki przypomniał masowej publiczności nazwiska Eugeniusza Bodo, Aleksandra Żabczyńskiego, Jadwigi Smosarskiej czy Toli Mankiewiczówny. Wszystkiego musiał się jednak sam nauczyć. – Przecież ja nie odróżniałem wtedy Smosarskiej od Barszczewskiej, Boda od Żabczyńskiego, bo skąd niby. Ale musiałem się w to wdrożyć – wspominał.
Nigdy jednak nie mówił o dawnym kinie z dystansem. – Nigdy się nie wywyższałem, nie wypowiadałem się złośliwie czy sarkastycznie o wadach i słabościach filmu, starałem się odnajdywać w filmach coś, co jest interesujące – podkreślał w rozmowie dla PAP.
Człowiek filmu i słowa
Stanisław Janicki był nie tylko popularyzatorem kina, ale także wykładowcą akademickim, autorem książek i reżyserem filmowym. Napisał m.in. "W starym polskim kinie", "Polskie filmy fabularne 1902–1988" czy "Odeon. Felietony filmowe".
Prowadził audycje radiowe i telewizyjne, a w ostatnich latach życia także cykl spotkań "Stare Kino w Starym Zamku" w Bielsku-Białej. Odszedł w wieku 92 lat. Informację o jego śmierci potwierdził Urząd Miejski w Bielsku-Białej.
***
PAP/zch