WP#213. Płyty SBB, The Animals i Józefa Skrzeka

Ostatnia aktualizacja: 08.02.2021 15:16
W audycji wysłuchaliśmy gigantów rocka brytyjskiego i polskiego - zagrali SBB, The Animals i  legendarny, polski multiinstrumentalista Józef Skrzek.
Okładki płyt omawianych w audycji Wieczór płytowy
Okładki płyt omawianych w audycji "Wieczór płytowy"Foto: PR2

Posłuchaj
174:31 2021_02_07 21_59_25_PR2_Wieczor_plytowy.mp3 SBB "Welcome", The Animals "Animalisms", Józef Skrzek "Józefina" (Wieczór płytowy/Dwójka) 

każdą niedzielę późnym wieczorem słuchamy - razem z Państwem - najważniejszych płyt. Z namaszczeniem i pietyzmem - od początku do końca: strona A, strona B. A dopiero potem bonusy, konteksty, porównania, komentarze zaproszonych gości. Klasyka, jazz, rock, awangarda, elektro.

Tym razem były to:

  • SBB - Welcome - 1979 Belle Antique (Remastered 2014, SHMCD)
  • The Animals - Animalisms - 1966 Decca
  • Józef Skrzek - Józefina - 1983 Wifon - Cyfrowa kopia z oryginalnej taśmy matki z archiwum studia radia Opole, gdzie zarejestrowano płytę

***

Jak zawsze podczas "Wieczoru Płytowego" byliście bardzo aktywni. Dziękujemy za Wasze refleksje i historie związane z doświadczeniem muzyki Józefa Skrzeka, zespołu SBB oraz The Animals. Zapraszamy do lektury:

 

Moje niedawne "świadome" spotkanie z "Welcome" – sprzed kilku lat. Niebieska twarz mówiła do mnie z okładki: "Chłopcze - i tak nie zrozumiesz tej muzyki". Tym bardziej więc zapałałem chęcią, by ten album odkryć, bo przyznam szczerze, że sięgnąłem po niego przedtem tylko raz w życiu, ale były to inne czasy i ja byłem wtedy inny - wąskotorowy i ograniczony. Liczyły się tylko rockowe zespoły, które grały z prędkością światła, tonąłem w morzu riffów i galaktyce solówek. Wszystkie zespoły, gdzie w składzie pojawiał się klawisz, z góry były skazane na anatemę i wieczne potępienie. Pamiętam na przykład, że nie mogłem nigdy słuchać starego Genesis, bo wydawało mi się to bezkształtną klawiszową plamą, zresztą bez melodii. Dzisiaj Genesis szanuję ogromnie i słyszę tam więcej dźwięków, niż w większości metalowych beznamiętnych produkcji. Tak też jest i z naszym rodzimym SBB. Przez lata to była niezrozumiała dla mnie muzyka i nie maiłem chęci jej poznania. Dzisiaj  - po latach - to są dla mnie nowe muzyczne doznania i odkrycia. Nie zamierzam się rozwodzić za bardzo, ale to dla mnie najlepsza płyta SBB. Jak dla mnie dobrym krokiem okazało się zagranie bardziej zwartych formalnie kompozycji i rezygnacja z utworów zajmujących całą stronę winyla. Może bardziej to piosenki, niż kompozycje, ale słucha się tego wybornie. Tam gdzie trzeba – jest dynamit. Mnóstwo delikatnych, wręcz balladowych fragmentów także mi odpowiada. Świetna płyta. Niemen, Niemen z muzykami SBB i SBB – w tamtych latach nie było się czego wstydzić. To jest światowe granie.

DJ Stachu

 

Od razu przypomniała mi się historia, kiedy jadąc kilka ładnych lat temu samochodem, po raz pierwszy usłyszałem SBB w Radio Jazz - miałem już dzwonić do znajomego z informacją, że właśnie w radiu leci jakiś nowy i naprawdę ciekawy amerykański zespół.

Michał Szubert

 

Po serii progresywnych kompozycji - rockowych progresywnych suit SBB zakończyło dekadę lat 70. kompozycjami w formie rockowych piosenek, w adekwatny sposób spinających dotychczasowy dorobek - dwa utwory: początkowy i finałowy, stanowiące echo progresywnej epiki, zaś zakończenie Rainbow man to jak żywo śląsko-bluesowy rodowód, zarejestrowany na pierwszym albumie koncertowym (utwór Figo-fago). Tym samym zespół w piątym roku swego istnienia stał się zdolnym przeprowadzić formę syntezy swej dotychczasowej twórczości, wytyczając sobie nowy kierunek, ku zdominowanym elektronicznie formom rockowej ballady, statycznym w swym charakterze (Loneliness oraz praktycznie pozbawiona rytmu How can I begin).

Marek Skowronek Gdynia

 

Muzyka SBB i Józefa Skrzeka obudziła w Was koncertowe wspomnienia:

 

Od pierwszego koncertu "SBB", na jakim byłem w roku 1976 w Sali Kongresowej, jestem wiernym fanem tej grupy, która moim zdaniem w kategorii "Rockowe Trio Wszech czasów" ustępuje tylko "The Police".

Paweł

 

Jednym z największych przeżyć był dla mnie koncert SBB, który odbył się kilka lat temu w Gdańsku. Wyjątkowość, oprócz walorów muzycznych, polegała na tym, że byłem na tym koncercie nie sam lecz z mamą, taką samą miłośniczką grupy jak ja. Mama ma nade mną tę przewagę, że pamięta koncerty grupy z lat 70., gdy mnie na świecie jeszcze nie było, ale rekompensatą tej sytuacji jest miłość, tak do zespołu, jak i do siebie nawzajem.

Sebastian Dąbrowski

 

 

Cieszę się niezmiernie, że w mojej ulubionej stacji  radiowej, jaką jest Dwójka, mogę usłyszeć muzykę, która mnie ukształtowała w latach 70. i 80. i wprowadziła w świat rocka, a z czasem jazz rocka. 

Pamiętam, jak będąc jeszcze w szkole podstawowej, chodziłem do ajencyjnego sklepu płytowego przy Małym Rynku w Krakowie. Te trzy litery: SBB wymawiało się z nabożną czcią, a szkolni fani tej grupy uchodzili za wtajemniczonych i należeli już do świata dorosłych. Dodam tylko, że w 1979 roku cały wyjazd na wczasy do Zakopanego podporządkowałem wyjazdowi do ówczesnej Czechosłowacji w celu zakupu płyty SBB wydanej przez Supraphon. A wtedy wymagało to zakupu koron czechosłowackich na książeczkę walutową, zakupu wycieczki na drugą stronę Tatr, a także poddaniu niezbyt miłej kontroli przy przekraczaniu granicy w Łysej Polanie. Do dzisiaj  pamiętam  zapach okładki tej płyty. A także miny kolegów, którzy posiadali płyty jedynie Polskich Nagrań. 

Żałuję, że płyta  zaginęła w pomrokach dziejów... Zawsze, gdy mam okazję, idę na SBB i mam nadzieję, że potrwa to jeszcze długo. 

Jacek Borzęcki, Kraków

 

Otóż miałam niezwykłą przyjemność uczestniczyć w koncercie SBB, który odbywał się w Zabrzu w kopalni Guido (to już prawie 6 lat temu) i zaproszenie dostałam od Pana Piotra Metza. Nie miałam okazji Mu podziękować, więc dziękuję teraz, ponieważ było to niezwykłe przeżycie. Na koncert pojechałam wtedy z Mamą (obie lubimy SBB). Nie dość, że była to wspaniała uczta muzyczna, to jeszcze atmosfera kopalni, to jak rozchodził się dźwięk i spotkanie przy barze Apostolisa Anthimosa dopełniło piękna tego wieczoru :) 

I tak szczerze mówiąc to od tego czasu wzrosło moje zainteresowanie twórczością SBB i bardzo się z tego cieszę i wypada jeszcze raz podziękować Panu Piotrowi za poszerzenie muzycznych horyzontów (jak zresztą wszystkim twórcom Wieczoru Płytowego).

Dominika, Wrocław            

 

A na koniec zaserwowaliśmy płytę Animalisms zespołu The Animals oraz powrót do lat 60.

 

Wielkie podziękowania za Animalsów i za to, że to wersja brytyjska płyty, a za SBB to musiałabym się chyba Panom pokłonić do samej ziemi, co tym mailem symbolicznie czynię wobec całego II programu PR, za transmisję koncertu z siedziby NOSPR-u Z MIŁOŚCI JESTEŚ na 50-lecie SBB sprzed trzech miesięcy. Kiedy myślę o Animalsach, myślę przede wszystkim o Alanie Price, który był już niestety poza składem, gdy nagrywano The Animalisms, za pośrednictwem którego, a konkretnie jego świetnej muzyki do filmu O lucky man Lindsaya Andersona z 1973 roku, dotarłam do albumów zespołu, którego był wcześniej częścią. Czy można mieć nadzieję, że soundtrack do tego filmu zagości w WP, a może album Price and Fame, Fame and Price Together myślę, że tak wszechstronny muzyk jak Georgie Fame również zasługuje na przypomnienie, znając klimaty WP interesująco zabrzmiałyby płyty,które nagrał z Van Morrisonem Blues in the Night albo How Long Has Been Going On.

Barbara Gajda

 

Może nie jest to pogląd dla mojej grupy wiekowej najpopularniejszy – mam bowiem 29 lat - ale brytyjska odmiana Rhythm & Bluesa, od chwili kiedy ją poznałem, stała się dla mnie swoistym wzorcem muzyki tanecznej. Może i nie ma tam potężnej linii basu i tempa w granicach 140 uderzeń na minutę, ale za to jest to coś, co sprawia, że nie potrafię usiedzieć bez ruchu - ten nieposkromiony dryg, ta wibracja i dekadencka nonszalancja charakterystyczna tylko dla tej muzyki, granej w tym wyjątkowym zakątku miejsca i czasu.

Wojciech z Poznania

 

Pan redaktor P.Metz zaskoczył mnie mówiąc o kojarzeniu the Animals jako prekursorów punk rocka!?! Nigdy o tym nawet nie pomyślałem! I faktycznie, jak zastanowić się nad np. utworem Erica Burdona Winds of change to można dojść do takich wniosków.... Nigdy mi takie skojarzenie wcześniej nie przyszło na myśl :) A to co Pan redaktor Szachowski powiedział na temat wypowiedzi Towarzysza Gomółki - zupełnie mnie zatkało! Staram się sobie wyobrazić intonację głosu naszego niechlubnego I-sekretarza i jak musiał z niesmakiem wymawiać nazwę zespołu... W końcu to imperialistyczne zwierzęta, jak nazwa sama wskazuje. Chciałoby się posłuchać tej wypowiedzi :) Pozdrawiam uprzejmie, cały wieczór, w tym nieobecnego dziś Pana Przemka!

Michał Kamiński

***

Tytuł audycji: Wieczór płytowy

Prowadzili: Tomasz Szachowski i Piotr Metz

Data emisji: 7.02.2021

Godzina emisji: 22.00

Czytaj także

Queen i "Innuendo" raz jeszcze

Ostatnia aktualizacja: 06.11.2018 13:47
W audycji słuchaliśmy ostatniego albumu legendarnego zespołu wydanego jeszcze za życia Freddie'ego.
rozwiń zwiń

Czytaj także

WP #210 Rock i jazz fusion

Ostatnia aktualizacja: 17.01.2021 16:18
W audycji wysłuchaliśmy siódmego albumu studyjnego kanadyjskiej grupy Rush, a także debiutanckiej płyty amerykańskiej grupy The Tony Williams Lifetime.
rozwiń zwiń