Raport Białoruś

Lider opozycji Andrej Sannikau: sytuacja na Białorusi jest rewolucyjna, potrzebne są wybory pod międzynarodową kontrolą

Ostatnia aktualizacja: 21.03.2017 23:59
- Białorusini są rozgniewani, a przy tym reżimie nie widzą już szans na poprawę sytuacji  - ocenił w rozmowie z portalem PolskieRadio.pl jeden z liderów opozycji demokratycznej Białorusi, Andrej Sannikau.
Marsz protestu przeciw dekretowi o darmozjadach w Mińsku 15 marca
Marsz protestu przeciw dekretowi o darmozjadach w Mińsku 15 marcaFoto: PAP/EPA/TATYANA ZENKOVICH

DEBATA O RELACJACH POLSKA-MIŃSK
debata sannikau kowal vitaut siwczyk 1200.jpg
"Teraz stanowisko Polski jest kluczowe dla Białorusi"

Na Białorusi od 17 lutego trwają protesty przeciwko prezydenckiemu dekretowi nr 3, który wprowadza podatek dla osób, które nie przepracowały 183 dni w roku. Demonstrujący protestują przeciwko złej sytuacji ekonomicznej, żądają pracy, zmian i uczciwych wyborów. 

Andrej Sannikau, były wiceszef białoruskiej dyplomacji, były więzień polityczny, lider kampanii społecznej Europejska Białoruś, powiedział, że Białoruski Kongres Narodowy, reprezentujący białoruską opozycję demokratyczna, jest za scenariuszem pokojowego rozwiązania obecnej sytuacji. - Kongres opozycji jest za skłonieniem władzy do rozmów i prawdziwymi wyborami, z udziałem sił opozycyjnych, pod międzynarodową kontrolą – podkreślił.

Niestety, jak zaznaczył, możliwe są również inne scenariusze, w tym wmieszanie się w konflikt Rosji czy wybuch społeczny na Białorusi. Mogą one mieć miejsce w przypadku, jeśli władze Białorusi nie zdecydują się na drogę pokojową i jeśli Zachód nie zainspiruje do tego Białorusi.

Andrej Sannikau apelował też, by ostro reagować na represje – by nie eskalowały one jeszcze bardziej. – Europa znów nie będzie wiedziała, co robić. To doprowadzi znów do pogorszenia sytuacji – ostrzegł.

Jak mówił, Białoruski Kongres Narodowy, który zorganizował pierwszy marsz, od którego wszystko się zaczęło, 17 lutego, wystąpił z jasnymi, zrozumiałymi dla wszystkich postulatami względem władzy - wśród nich są m.in. wolne wybory.

Zachęcamy do lektury wywiadu.

WIDEO: PROTESTY NA BIAŁORUSI

Agnieszka Kamińska, PolskieRadio.pl: Jak można zdefiniować obecną sytuację na Białorusi, falę protestów? Czy jest to przebudzenie się społeczeństwa?

Andrej Sannikau, były wiceminister spraw zagranicznych, były więzień polityczny i kandydat opozycji na urząd prezydenta, dysydent: Powiedziałbym, że sytuacja w rzeczywistości jest rewolucyjna, jeśli definiować ją w sposób klasyczny. To ma miejsce, gdy dolne warstwy społeczeństwa nie chcą już obecnego porządku, a górne warstwy nie mogą już rządzić krajem po staremu i żyć jak wcześniej.

Widać, że ludzie są oburzeni tym, że pozbawiani są ostatnich ulg, ceny rosną, pensje się kurczą. Nie ma pracy, nie ma czym karmić rodziny. W regionach Białorusi, poza Mińskiem, sytuacja jest po prostu katastrofalna. I  nie widzą żadnego wyjścia z sytuacji - przy tym reżimie. Nie widzą możliwości, by przy tej władzy sytuacja mogła się poprawić. Na odwrót, urzędnicy szukają sposobów, by jeszcze bardziej naciskać na ludzi, wprowadzać nowe podatki, zabierać im pieniądze.

Jakie scenariusze są możliwe?

Scenariusze rozwoju sytuacji mogą być różne. Dla mnie scenariusz, który jest najbardziej do przyjęcia, to przeprowadzenie prawdziwych wyborów, rzeczywistych, w których powinna wziąć udział opozycja  - pod kontrolą międzynarodową.


NASZ WYWIAD
białoruś wojsko free 1200 shutters.jpg
"Największym zagrożeniem jest eskalacja manewrów wojskowych Rosji"

Możliwy jest niestety także scenariusz, że w sytuację wmiesza się Rosja. Boję się, że to może być związane z manewrami (Zapad 2017), które przygotowuje Rosja. Wówczas to będzie poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy, Polski, nie tylko dla niezależności Białorusi.

Dlatego Europa powinna podjąć odpowiednie kroki, aby temu przeciwdziałać i ostatecznie zrozumieć różnicę między niezależnością Białorusi – a bezprawnym reżimem Łukaszenki. Tylko demokratyczne państwo może obronić swoją niezawisłość.

Scenariusz społecznego wybuchu także jest możliwy, jeśli władze Białorusi i Europa nie podejmą teraz odpowiednich działań, by wszystko skierować na drogę pokojową.

Ja wspieram scenariusz wyborów. Jako członek Białoruskiego Kongresu Narodowego mogę powiedzieć, że my proponujemy zrozumiały dla wszystkich, pokojowy sposób wyjścia z  sytuacji.  Rozwiązaniem konfliktu są rozmowy na temat organizacji wyborów.

Jakie są szanse, że ta propozycja, ten dobry scenariusz stanie się rzeczywistością?

Szanse na to teraz rosną. Mimo wszystko Aleksander Łukaszenka poszedł na ustępstwa, gdy zdecydował się zawiesić dekret. Na pewno nie stanie się to od razu. Jednak szanse są spore, jeśli będzie się przedłużał nacisk na reżim, zacznie to przynosić rezultaty.

Nie mogę jednak gwarantować z całą pewnością, jak Aleksander Łukaszenka się zachowa. Nie odda władzy dobrowolnie. Będzie do sił ostatnich starać się utrzymać się u rządów.  Jednak to tylko pogroszy i jego sytuację i ekonomiczny stan kraju.

Wyjście, o którym mówimy, wydaje się dla niego możliwe do przyjęcia. A co on uczyni – tego nie wiem.

Pan powiedział na konferencji o Białorusi, o relacjach polsko-białoruskich, że widzi pan szansę na to, by Zachód pomógł Białorusi stać się demokratycznym, wolnym państwem.

Tak, oczywiście.

Mógłby pan to rozwinąć? Pod jakimi warunkami to może się odbyć?

Jak wesprzeć ten scenariusz rozmów wewnątrz Białorusi? Po pierwsze należy nie pomagać w żaden sposób Aleksandrowi Łukaszence. A wszystkie potencjalne kredyty, tak potrzebna  teraz pomoc finansowa, należy wiązać tylko z konkretnymi zmianami w kraju i z ukróceniem represji.

Teraz Zachód będzie zmuszony do reagowania na represje. Dlatego że znów biją ludzi, wyłapują na ulicach, umieszczają ludzi w więzieniach, znów będą duże wyroki.

Trzeba będzie ostro reagować na to co się dzieje, by nie znaleźć się znów w sytuacji, gdy Europa znów nie będzie wiedziała, co robić. To doprowadzi znów do pogorszenia sytuacji.

A teraz, jak podkreślę, sytuacja jest o wiele bardziej niebezpieczna niż w 2010 roku. Dlatego że to będzie powód dla Rosji, by atakować Europę.

Jednocześnie trzeba podkreślić, że szanse na zmianę sytuacji obecnie wzrosły. I tego żądają ludzie.

Pan jest członkiem Białoruskiego Kongresu Narodowego. Czy ta organizacja opozycyjna odczuwa, że jest aktorem wydarzeń, że jest traktowany przez Zachód jako poważny podmiot polityczny, zgodnie ze swoją pozycją i misją.

Społeczeństwo i naród nas uznaje za taki podmiot. Zachód do tej pory stara się  współpracować niestety z Aleksandrem Łukaszenką i z tymi grupami, które kontroluje reżim.

Nie widziałem na przykład, by Mikołę Statkiewicza zapraszano nawet do Polski na spotkanie na wysokim szczeblu (Mikoła Statkiewicz, były więzień polityczny, kandydat na prezydenta opozycji)

Białoruski Kongres Narodowy podjął już działania?

Marsz Oburzonych Białorusinów organizowany był właśnie przez Białoruski Kongres Narodowy. 17 lutego wysunięto też postulaty względem reżimu – to anulowanie dekretu, zgoda na negocjacje z opozycją i organizacja prawdziwych wyborów.

Według mnie to absolutnie jasna i zrozumiała dla wszystkich strategia.

Aleksander Łukaszenkа cofnął się o krok, jeśli chodzi o dekret. Ale protesty trwają.

I będą kontynuowane. Jeśli spojrzeć na sytuację, to powodem jest dekret. Jednak gdy ludzie tylko wyszli na ulice, to jakie hasła zaczęli przedstawiać? „Odejdż”, „Basta”, „Zmienić reżim” , „Już mamy dość, przejadło nam się”.

Teraz już ludzi się nie zatrzyma, dlatego że oni rozumieją, że jeśli się uspokoją, to nawet jeśli anuluje ten dekret, to niczego się nie zmieni. Jeszcze będą dziesiątki takich dekretów. I będzie jeszcze gorzej.

Z Andrejem Sannikauem rozmawiała Agnieszka Kamińska, PolskieRadio.pl

***

Andrej Sannikau (Białoruś) jest założycielem kampanii społecznej Europejska Białoruś i przewodniczącym Fundacji Europejska Białoruś.

Pracował w dyplomacji Białorusi do 1996 roku do czasu jego rezygnacji z funkcji wiceministra spraw zagranicznych Białorusi. Jako dyplomata w randze ambasadora odpowiadał za rozbrojenie i bezpieczeństwo międzynarodowe. Przewodniczył białoruskiej delegacji podczas negocjacji w Wiedniu, Genewie, Nowym Jorku, Moskwie i Kijowie.

Po rezygnacji Andrej Sannikau zaczął aktywnie działać w białoruskiej opozycji demokratycznej. W 2010 roku był jednym z kandydatów opozycji na urząd prezydenta. Został pobity w dzień wyborów, trafił do więzienia KGB, został skazany na pięć lat więzienia. Został uznany za więźnia sumienia. Po uwolnieniu w 2012 roku musiał opuścić Białoruś, by móc kontynuować swoja działalność na rzecz wolnej Białorusi. Teraz wraz ze swoimi współpracownikami działa na emigracji. Regularnie publikuje artykuły na temat Białorusi, wydarzeń w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, bezpieczeństwa międzynarodowego.

***

WIDEO: Andrej Sannikau na prezentacji polskiej wersji swojej książki "Białoruska ruletka. Opozycyjny kandydat na prezydenta o walce z dyktaturą"

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Polska i Białoruś w historycznym momencie. Białoruś wrze. "Teraz stanowisko Polski jest kluczowe dla Białorusi”

Ostatnia aktualizacja: 17.03.2017 22:00
Białoruś ma szansę stać się krajem demokratycznym, stanowisko Polski jest w tej kwestii kluczowe, zwłaszcza w obliczu agresji Rosji  – o tę świadomość apelował b. wiceszef dyplomacji Białorusi Andrej Sannikau. Polska powinna powiedzieć Europie, że trzeba przygotować się do zmian na Białorusi - mówił. Rezygnacja z programów pomocowych dla Białorusi to błąd – mówił z kolei b. wiceszef MSZ Paweł Kowal. Zwrócił uwagę na podwójne standardy w polskiej polityce, których ofiarą pada społeczeństwo Białorusi.
rozwiń zwiń