Dwójka

Jan Strzelecki – socjalista połknięty przez komunistów

04.06.2014 12:00
– Jan Strzelecki przegrał, lecz jego sprawa nie jest przegrana. Zygmunt Bauman powiedział mi, że choć myśl Strzeleckiego nie wyszła zwycięsko z przewrotu dziejowego, to wyszła cało – mówiła w Dwójce Magdalena Grochowska, autorka biografii "Strzelecki. Śladem nadziei"
Fragment okładki książki Strzelecki. Śladem nadziei Magdaleny Grochowskiej
Fragment okładki książki "Strzelecki. Śladem nadziei" Magdaleny GrochowskiejFoto: Świat Książki/mat. prasowe
Posłuchaj
28'53 Magdalena Grochowska opowiada o bohaterze swojej książki "Strzelecki. Śladem nadziei" (Notatnik Dwójki)
więcej

Bohaterem tej książki jest socjolog, myśliciel społeczny i intelektualista, o którym prof. Andrzej Mencwel powiedział, że był "chodzącym okrągłym stołem", a Tadeusz Konwicki nazwał go "reprezentantem pięknej, szlachetnej niemożności polskiej". Na 600 stronach dziennikarka Magdalena Grochowska snuje kolejną - po "Wytrąconych z milczenia", "Jerzym Giedroyciu" "Ćwiczeniach z niemożliwego" - opowieść o losach i postawach polskiej inteligencji w XX w.

/

– Na początku przeżyłam chwile trwogi, że życia Strzeleckiego jest za mało na biografię – wyznała autorka książki w "Notatniku Dwójki". – Podobnie gdy spojrzymy na jego dorobek, widzimy, że to rzeczy objętościowo niewielkie. Jego "Próby świadectwa", rzecz najważniejsza obok "Niepokojów amerykańskich", to minieseje, ale waga tych tekstów jest ogromna. To rzeczy wielkie w sensie wymiaru humanistycznego – powiedziała.

Magdalena Grochowska opisuje swojego bohatera zanurzonego w otaczającą go rzeczywistość, poddanego przeróżnym wpływom i oddziałującego na innych. – Pisząc o Janie Strzeleckim, nie sposób pominąć kontekstu. Powiedziałabym nawet, że ten kontekst jest współbohaterem książki – mówiła dziennikarka. – Strzelecki bowiem znalazł się w wąskim gardle historii. Najpierw przeżył II wojnę światową, potem niesamowity czas między 1946 a 1948 rokiem, gdy dokonało się to wszystko, co stanowiło o losach Polski i takich ludzi jak Strzelecki, czyli socjalistów połykanych przez komunistów – opowiadała.

4czerwca.polskieradio.pl – serwis specjalny>>>

Źródła światopoglądu autora "Próby świadectwa" sięgają czasów przedwojennych. Formowało go środowisko rodzinne, wpajając mu etos socjalistyczny. Fascynował się zarazem myślą francuskich personalistów, chrześcijańską myślą intelektualną. Niezatarte piętno wycisnęła na nim wojna i Powstanie Warszawskie. Bardzo ważna była dla niego przyjaźń z Leszkiem Kołakowskim. – Trzeba zanurzyć się w tamtym czasie, żeby opisać ten w jakimś sensie przetrącony los, życie zakończone takim strasznym finałem – mówiła Magdalena Grochowska.

Jan Strzelecki - który w 1979 r. został usunięty z PZPR za współpracę z opozycją demokratyczną - został pobity w czerwcu 1988 roku i zmarł po kilkunastu dniach - 11 lipca 1988 roku. Posłuchaj audycji, w której usłyszysz także archiwalne wypowiedzi Jana Strzeleckiego oraz głosy jego przyjaciół: Marcina Czerwińskiego i Jerzego Jedlickiego.

Z Magdaleną Grochowską rozmawiała Dorota Gacek.

mc

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Ryszard Bugajski: nadal uczymy się, czym jest wolność

27.05.2014 13:00
– Mam wrażenie, że Polska dopiero krzepnie po gwałtownych zmianach 1989 r. Ludzie wciąż czują się zdezorientowani, nie potrafią korzystać z demokracji w ten sam sposób, co społeczeństwa zachodnie – mówił w Dwójce reżyser teatralny, filmowy i telewizyjny Ryszard Bugajski.
Ryszard Bugajski
Ryszard BugajskiFoto: Grzegorz Śledź/PR2
Posłuchaj
13'36 Polska tamtego czasu z oddali. Wspomnienie Ryszarda Bugajskiego o 4 czerwca 1989 r. (Zapiski ze współczesności/Dwójka)
więcej

W 1985 r. Ryszard Bugajski wyemigrował z Polski z żoną i dwuletnim synem. – Skłoniła mnie do tego moja sytuacja zawodowa – opowiadał reżyser. – Zachęcała mnie do tego także służba bezpieczeństwa, mówiąc mi wprost: "Pan już tu nic więcej nie zrobi". Rzeczywiście odrzucano wtedy mój bardzo niewinny scenariusz "Cudzoziemki" na podstawie Kuncewiczowej, nie pozwolono mi robić w Teatrze Ateneum "Kotki na gorącym blaszanym dachu". Chciano po prostu mnie zagłodzić – dodał.

Gdy pierwszym sekretarzem KPZR został Michaił Gorbaczow, nikt nie przypuszczał, że doprowadzi on do demontażu systemu komunistycznego. – Byłem przekonany, że wyjeżdżam na zawsze, że nigdy już do Polski nie wrócę – wyznał Ryszard Bugajski. – Po czterech latach jednak zniknął powód, dla którego wyemigrowałem, czyli totalitaryzm, brak wolności, brak możliwości uprawiania zawodu filmowego. Polska nagle stała się krajem demokratycznym – wspominał.

Tymczasem reżyserowi powiodło się w Kanadzie. Został zaangażowany m.in. do seriali "Alfred Hitchcock przedstawia" i "Twilight Zone". Rozpoczął też pracę nad pełnometrażową produkcją. – Na początku 1989 r. zaczęły docierać do mnie sygnały z Polski, że coś dzieje się w sprawie mojego "Przesłuchania". Wcześniej film przez siedem lat leżał na półce, były nawet próby zniszczenia negatywu – opowiadał. – W listach przyjaciele pisali mi, że są jakieś próby wpuszczenia obrazu na ekrany. To było jeszcze przed 4 czerwca, ale po Okrągłym Stole zaczęła się powolna liberalizacja – mówił.

Film po raz pierwszy pokazywano na półoficjalnych festiwalach, które zaczęto organizować w 1989 r. Reżyser i aktorzy grający w "Przesłuchaniu" otrzymali nawet nieformalne nagrody w Gdańsku. Oficjalną premierą wyznaczono na... 13 grudnia 1989 r. Ryszard Bugajski został na nią zaproszony. Ponieważ paszport, z którym opuszczał Polskę, był "w jedną stronę", do ojczyzny przyjechał z paszportem kanadyjskim. Musiał również wnioskować o wizę, którą na szczęście od nowego polskiego konsula w Toronto dostał bez problemu.

Na stałe reżyser wrócił do Polski w 1997 r. – Emigracja w jedną stronę była bardzo trudną rzeczą, ale powrót z tej emigracji był chyba nawet jeszcze trudniejszy – powiedział Ryszard Bugajski. Więcej w załączonym nagraniu audycji przygotowanej przez Iwonę Malinowską.

***

Przez dwa tygodnie w specjalnym wydaniu cyklu "Zapiski ze współczesności" słuchamy wspomnień i refleksji ludzi kultury związanych z dniem 4 czerwca 1989 roku. W tym tygodniu opowiadają o nim Ryszard Bugajski, Tomasz Piotrowski, Janina Jankowska, Izabella Cywińska i Stefan Bratkowski.

Jak wspominają tamten czas? Jakie znaczenie miał dzień wyborów w ich życiu, jak wpłynął na ich późniejsze życie? Jak go widzą teraz - po 25 latach?

Zapraszamy do słuchania od 26 maja do 6 czerwca (poniedziałek-piątek) o godz. 11.45-12.00.

mc/jp

Czytaj także

Janina Jankowska: dla nas 4 czerwca '89 był jak Powstanie Warszawskie

29.05.2014 11:00
- Tyle, że zamiast bronią walczyliśmy kartami do głosowania. W dodatku wygraliśmy - wspominała w Dwójce dziennikarka radiowa, która w czasie słynnych wyborów była szefową dziennikarzy radiowych Komitetu Obywatelskiego "Solidarność".
Janina Jankowska
Janina JankowskaFoto: Polskie Radio
Posłuchaj
14'38 Janina Jankowska: dla nas 4 czerwca 89' był jak Powstanie Warszawskie (Zapiski ze współczesności/Dwójka)
więcej

Zespół dziennikarzy wspierających kandydatów solidarnościowej opozycji zawiązał się w trakcie obrad Okrągłego Stołu. - Kiedy odbywały się debaty na temat wyszarpywania czasów antenowych dla Solidarności w radiu i telewizji, miałam ten honor bycia przy stoliku prasowym - wspominała Janina Jankowska. - Po każdym takim spotkaniu z kolegami radiowcami spotykaliśmy się, żeby omówić, co oni nam dają i czy można się na to zgodzić.

Jednym z najważniejszych ustaleń w sprawie dostępu do mediów było zapewnienie kandydatom opozycji obsługi radiowej i telewizyjnej przez niezależnych dziennikarzy. Janina Jankowska dostała zadanie zorganizowania zespołu, który się tym zajmie w Polskim Radiu. - Myśmy faktycznie prowadzili kampanię wyborczą kandydatów Solidarności. Pokazywaliśmy tych ludzi, prezentowaliśmy ich poglądy i osiągnięcia, ale także program Solidarności. Mieliśmy czas w ramach bloków wyborczych, które wchodziły kilka razy w ciągu dnia w Programie Pierwszym, Trzecim i Czwartym.

Dziennikarka zaznaczała, że wśród opozycji istniały duże obawy, czy po 44 latach PRL-u ludzie będą chcieli zagłosować na zupełnie nieznane osoby, jakimi w większości byli kandydaci Solidarności. Dodatkową trudność sprawiała skomplikowana ordynacja wyborcza. - To było tak pomyślane, żeby ludzie nie mogli się zorientować, czy kandydat jest z Solidarności, czy z PZPR. Był tylko numer listy. Oprócz prezentacji naszych kandydatów robiliśmy szeroką akcję edukacyjną na temat tego, jak głosować. Genialnie w telewizji tłumaczył to Jacek Fedorowicz.

Dziś wiele z tamtych instrukcji może wydawać się zabawne. - Na przykład Bohdan Tomaszewski tłumaczył, by każde nazwisko skreślać i nie zabierać list do domu, bo głos będzie nieważny - śmiała się po latach Janina Jankowska.

Więcej wspomnień - w nagraniu audycji.

***

Przez dwa tygodnie w specjalnym wydaniu cyklu "Zapiski ze współczesności" słuchamy wspomnień i refleksji ludzi kultury związanych z dniem 4 czerwca 1989 roku. W tym tygodniu opowiadają o nim Ryszard Bugajski, Tomasz Piotrowski, Janina Jankowska, Izabella Cywińska i Stefan Bratkowski.

Jak wspominają tamten czas? Jakie znaczenie miał dzień wyborów w ich życiu, jak wpłynął na ich późniejsze życie? Jak go widzą teraz - po 25 latach?

Zapraszamy do słuchania od 26 maja do 6 czerwca (poniedziałek-piątek) o godz. 11.45-12.00.

bch/jp

Czytaj także

Izabella Cywińska: nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nie głosować

30.05.2014 16:59
– Przez 25 lat nie udało nam się nauczyć Polaków poczucia tożsamości i wspólnoty. Dziś nie rozumiemy, że, gdy jesteśmy wolni, nasz głos się liczy, choć jest tylko jeden – mówiła w Dwójce Izabella Cywińska, reżyser i minister kultury w rządzie Tadeusza Mazowieckiego.
Izabella Cywińska
Izabella CywińskaFoto: Wojciech Kusiński/PR
Posłuchaj
11'28 Izabella Cywińska wspomina 4 czerwca 1989 r. (Zapiski ze współczesności/Dwójka)
więcej

– To był cudowny początek naszej nowej ojczyzny. Takiej jedności i wzajemnej miłości, jak wtedy, nie zaznaliśmy już nigdy potem – powiedziała Izabella Cywińska. 4 czerwca 1989 r. zastał ją poza granicami Polski. Była z całym zespołem teatralnym w Danii i Holandii, gdzie pokazywała spektakl "Koniec Europy" Janusza Wiśniewskiego. – Głosowaliśmy w konsulacie w Hadze – wspominała. – To było dziwne przeżycie, bo karty do głosowania podawała moja koleżanka z internowania, znakomita psycholog. W tym dniu postanowiła służyć Polsce – dodała.

Reżyser pamięta, że czas wyborów był wyjątkowo uroczysty. – Cały nasz teatr przyjechał autobusem w poczuciu zbiorowego wyzwania dla ojczyzny. Nikt wtedy nie wstydził się używać tych wielkich słów. Dziś wartość pojęć "ojczyzna" czy "wolność" została zniszczona przez wielokrotne fałszywe używanie. Ale wtedy były to słowa nowe – opowiadała. – Nie pamiętam, czy wierzyłam, że te wybory coś zmienią. Nie wyobrażałam sobie jednak, by ktoś, kto czuje się Polakiem, mógł nie głosować. I to jest ogromna różnica w porównaniu z tym, co dziś myślimy – powiedziała.

Gdy w 1989 r. Tadeusz Mazowiecki formował nowy rząd, poprosił Izabellę Cywińską, by zgodziła się zostać ministrem kultury i sztuki w jego gabinecie. – Wyraziłam zgodę po wielkich niepokojach – wspominała reżyser. – Decyzję podjęłam bez porozumienia z mężem, bo nie mogłam się do niego dodzwonić. Gdy udało mi się z nim porozmawiać, zasiał we mnie nowe wątpliwości, a ja już powiedziałam "tak". Gdy sama na początku błagałam premiera Mazowieckiego, aby pomyślał o kimś innym, odparł: "nikt z nas nie wie nic na temat rządzenia, ale nie wolno odmawiać ojczyźnie" – opowiadała.

Więcej w nagraniu audycji przygotowanej przez Elżbietę Łukomską.

mc/bch

Czytaj także

Jacek Bocheński: po 4 czerwca życie stało się jawne

02.06.2014 15:04
– Chcieliśmy nieco poluzować ustrój, zdobyć trochę swobody. Ku naszemu zdumieniu stało się coś więcej. Zmieniliśmy świat. I to był sens wyborów 4 czerwca 1989 r. – mówił w Dwójce Jacek Bocheński, pisarz, publicysta, współzałożyciel i redaktor naczelny podziemnego pisma "Zapis".
Jacek Bocheński
Jacek BocheńskiFoto: PAP/Andrzej Rybczyński
Posłuchaj
14'30 Jacek Bocheński o tym, co dzień 4 czerwca zmienił w naszym życiu społecznym i w jego życiu pisarza (Zapiski ze współczesności/Dwójka)
więcej

– Często się dziś mówi, że głosowanie to obowiązek obywatelski. Ja zaś uważam, że to jest obywatelskie prawo – powiedział Jacek Bocheński w "Zapiskach ze współczesności". – Idąc do głosowania, nie spełniam obowiązku, tylko idę załatwić swoje dobro. Może więc lepiej byłoby mówić, że głosowanie jest interesem obywatelskim. 4 czerwca 1989 r. nie ulegało to najmniejszej wątpliwości – dodał.

Pisarz wspominał atmosferę tamtego dnia, poruszenie wśród ludzi, którym dano możliwość wyrażenia swojej woli. – Mieliśmy poczucie, że po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, praktycznie od początku naszego życia, otwiera się przed nami możliwość oddania w swobodnych warunkach głosu i zadecydowania, w minimalnej wprawdzie porcji, o tym, co będzie się działo z naszym życiem zbiorowym – opowiadał. – Tych zmian, które rzeczywiście wtedy nastąpiły, nie byliśmy w stanie sobie wyobrazić. Zupełnie nie spodziewaliśmy się, że znajdziemy się w czymś, co wcześniej było przedmiotem naszej zazdrości, co oglądaliśmy z daleka – mówił.

Jacek Bocheński przypomniał też o nagłym zniknięciu cenzury. – Przez lata funkcjonowałem w drugim obiegu jako współtwórca i redaktor "Zapisu". Jednak z biegiem czasu nacisk cenzury rozluźniał się. W 1988 r. pojechałem do Monachium, gdzie dla RWE nagrałem swoją powieść wydaną w niezależnej oficynie NOWA. W Polsce oczywiście wiedziano o tym, jednak nie podjęto wobec mnie żadnych działań. Po 4 czerwca mogłem już wydawać w pierwszym obiegu, drugi zaś zniknął, bo stał się niepotrzebny – powiedział.

O tym, jak wyglądały lata 80. XX w., do których dziś niektórzy odnoszą się z nostalgią, a także o "dyktaturze wygłupu", czyli negatywnych skutkach transformacji, których nie udało nam się powstrzymać - w nagraniu audycji przygotowanej przez Elżbietę Łukomską i Joannę Szwedowską.

***

Przez dwa tygodnie w specjalnym wydaniu cyklu "Zapiski ze współczesności" słuchamy wspomnień i refleksji ludzi kultury związanych z dniem 4 czerwca 1989 roku. Jak dotąd o tej historycznej dacie opowiedzieli w Dwójce Ryszard Bugajski, Tomasz Piotrowski, Janina Jankowska, Wojciech Starzyński, Izabella Cywińska oraz Jacek Bocheński.

Jak wspominają tamten czas? Jakie znaczenie miał dzień wyborów w ich życiu, jak wpłynął na ich późniejsze życie? Jak go widzą teraz - po 25 latach?

Zapraszamy do słuchania do 6 czerwca (poniedziałek-piątek) o godz. 11.45-12.00.

mc/jp