Ralph Kaminski prezentuje "Górę", czwartą autorską płytę. Ten album to intymna opowieść o złamanym sercu, potrzebie miłości oraz refleksja nad mijającym czasem i samotnością. W dojrzałych i poruszających kompozycjach artysta, pod warstwą smutku i nostalgii, przemyca nadzieję na lepsze jutro. - Góra to dla mnie symbol, który można czytać bardzo szeroko. Na płycie ma ona oczywiście też dosłowne znaczenie, ale jest też jednak zamieniona w metaforę. W utworze "Lis z wielkiego miasta" odnoszę się do tego tytułu i śpiewam "jestem tu na szczycie wzgórza". To utwór o samotności, która towarzyszy nam w wielkich miastach. Chodzi o to, by od razu nie dojść na sam szczyt, ale zdobywać po drodze wzgórza mniejsze i większe - opowiadał artysta w Czwórce.
Ralph Kaminski w Czwórce - posłuchaj nagrania całej rozmowy
Album "Góra" to także swoiste domknięcie artystycznej dekady Ralpha, bo od wydania debiutanckiego krążka "Morze" mija w tym roku już dziesięć lat! - Nie planuję świętować jakoś bardzo uroczyście, bo pracuję nad nowymi rzeczami i patrzę w przyszłość. Te dziesięć lat trwało dokładnie tyle, ile miało trwać. Przez ten czas bardzo dużo się działo, wydałem pięć płyt - cztery solowe plus poboczne projekty - podkreślał artysta w Czwórce. W jego zawodowym życiu obecna była też praca przed kamerą. - Obserwuję naszą wspaniałą polską scenę muzyczną i bardzo się cieszę, że wciąż mogę być w tym zawodzie. Mamy wielu niezwykle utalentowanych debiutantów, jednak z każdym rokiem coraz trudniej jest się przebić na tym rynku. Myślę, że gdybym ja dziś zaczynał, prawdopodobnie bym się w ogóle nie przebił - mówił gość Czwórki.
Jak podkreślał artysta w Czwórce, muzykę trzeba kochać, by utrzymać się w branży. - Młodym ludziom mówię dziś: "po prostu róbcie swoje". Uspokajam, bo wiem, że nie ma jednej recepty na sukces. Nawet legenda, czyli Maryla Rodowicz miała różne momenty w karierze, ale ona kocha to co robi, więc robi to nadal - zaznaczał gość Czwórki. Jak podkreślał, polski rynek muzyczny na przestrzeni ostatnich lat bardzo się zmienił. - Jeszcze dekadę temu nie sądziliśmy, że polscy artyści będą wyprzedawać koncerty na stadionach. Z drugiej strony, publiczność odchodzi od małych klubowych koncertów, a to też są wartościowe wydarzenia - mówił gość Czwórki.
Dziś Ralph Kaminski przyznaje, że najlepiej czuje się w teatralnych przestrzeniach, ale z nostalgią wspomina początki swojej muzycznej drogi. - Cieszę się, że moja kariera zaczynała się od maleńkich miejsc, bez garderoby ze wspólną toaletą. Raz szliśmy do kuzynki nakładać brokat, całe mieszkanie było potem w tym brokacie. Takich rzeczy jak spanie w hostelach "po kosztach" w jedenaście osób się nie zapomina - opowiadał gość Czwórki.
Ralph w albumie "Góra" wraca do korzeni, ponownie sięgając po akustyczne tony pianina i orkiestry smyczkowej, uzupełniając brzmienie o elementy folkowe i gitarowe. "Góra" nie skąpi chóralnych zaśpiewów, a także dźwięków waltorni, kojarzonych z muzyką filmową. Płytę otwiera intro "Burza". - Bywam szczęśliwy, jak każdy. Ale rzeczywiście w trakcie pisania tej płyty zdałem sobie sprawę, że moje życie od dzieciństwa było trudne i wymagające. Nie tylko kolorowe, jak chciałbym to pamiętać - opowiadał. - To z jednej strony zostawiło wiele ran i niepokojów, ale dało mi też siłę. Dlatego jest we mnie dużo melancholii i płaczu, choć przecież ja nie lubię taki być i zatapiać się w smutku. Czasem mam dość mojej wrażliwości, tęsknię do radości. Dlatego cieszę się, że oddaję już ten album słuchaczom. To swoiste oczyszczenie, chcę już iść do przodu - tłumaczył Ralph Kaminski.
***
Tytuł audycji: "Audycja słowno-muzyczna"
Prowadzi: Damian Sikorski
Gość: Ralph Kaminski
Data emisji: 19.03.2026
Godzina: 9.12
kd