Coraz wyższe temperatury powodują rozmarzanie wieloletniej zmarzliny, która przez tysiące lat działała jak naturalne spoiwo skalnych ścian. Gdy lód znika, rośnie ryzyko obrywów skalnych, osuwisk, lawin błotnych i gwałtownych powodzi, a skutki tych zjawisk odczuwają nie tylko himalaiści, lecz także zwykli mieszkańcy dolin i górskich miejscowości. Co ważne, problem nie dotyczy wyłącznie Himalajów - podobne procesy są już dobrze udokumentowane także w Alpach, Karpatach, Andach i innych wysokich pasmach górskich, dlatego naukowcy coraz częściej łączą tradycyjne pomiary terenowe z monitoringiem satelitarnym i różnymi nowoczesnymi czujnikami rozmieszczonymi w górach.
Prof. Maciej Dąbski z Uniwersytetu Warszawskiego - posłuchaj nagrania całej rozmowy
Niedawna tragiczna historia związana z powodzią przy granicy między Tybetem, a Nepalem wciąż czeka na ostateczne wyjaśnienie. - Prawdopodobnie doszło do oderwania się dolnej części lodowca. Taka lawina lodowa szybko zamienia się w lawinę lodowo-kamienisto-błotną. To zjawisko wystąpiło na ponad 5 tysiącach metrów, a miejsce, gdzie wydarzyła się tragedia było niemal 4 tysiące metrów niżej. Lawina uderzyła więc z ogromnym impetem w dno doliny rzecznej i spowodowała zator wodny. Doszło do szybkiego spiętrzania się wody przy zaporze i przerwania tej tamy. Konsekwencją była powódź wodno-lodowo-gruzowa, którą obserwowaliśmy - tłumaczył ekspert. To było praktycznie nie do przewidzenia. - Na przykład w Alpach w Szwajcarii doszło do podobnej katastrofy, ale tam jest nowoczesny monitoring i ludzie zostali ewakuowani odpowiednio wcześniej. Tu niestety nie było to możliwe.
Zobacz także:
Jak zaznaczał gość Czwórki, nie da się przewidzieć jednoznacznie, czy tego typu katastrofy nie będą się powtarzały częściej w innych regionach świata. - Tego nikt nam nie powie, ale trzeba się na to przygotować. Stoki stają się niestabilne - mówił. - Gdy przetrwamy okres destabilizacji, to można liczyć na to, że roślinność, która wejdzie wyżej na stoki, ustabilizuje je. Ale póki co jak najbardziej trzeba uzbroić się w monitoring i być przygotowanym na wszystkie ewentualności, choć jest to trudne, bo przestrzenie w masywach górskich, jak Himalaje, są olbrzymie - podkreślał gość Czwórki. - Niewątpliwie w ciągu ostatnich 20 lat mamy natężenie takich zjawisk, a szczególnie niebezpieczne są rejony sejsmiczne.
Czytaj także:
Jak zaznaczał ekspert, lodowce górskie w skali świata topią się, i generalnie "mają bilans ujemny". - To się objawia obniżeniem się powierzchni i cofaniem się lodowców. W ciągu ostatnich kilku lat ten bilans jest jednak coraz mniej ujemny. Przyczyną może być paradoksalnie zwiększona ilość śniegu - podkreślał prof. Dąbski. Chodzenie po górach, zwłaszcza wysokich, jest jednak wciąż niebezpieczne i należy zachować szczególną ostrożność i być przygotowanym na wszystko. - To zawsze było i jest niebezpieczne, bo do osuwisk dochodzi nawet w polskich Beskidach, co wynika z budowy geologicznej. Himalaje to wciąż żywy teren, te góry wciąż się wypiętrzają, podobnie jak Karpaty czy Alpy. Teren cały czas pracuje, jest bardzo niestabilny, podlega szybkiej erozji, osuwaniu się - zaznaczał ekspert. - Zdarzają się tzw. "szarże lodowcowe", to proces, który trwa krótko, nawet miesiąc. Lodowiec wyjątkowo szybko przepycha czoło do przodu. Wówczas obserwator może naocznie doświadczyć poruszania sie lodowca niczym buldożera - opowiadał gość Czwórki.
***
Tytuł audycji: "Szanuj zieleń"
Prowadzi: Marta Hoppe
Gość: prof. Maciej Dąbski (Wydział Geografii i Studiów Regionalnych, Uniwersytet Warszawski)
Data emisji: 06.09.2026
Godzina: 9.10
kd