Wydawać by się mogło, że im wyższy poziom życia i większa stabilność materialna, tym chętniej dzielimy się z innymi. Rzeczywistość okazuje się jednak zupełnie inna. Nasza gotowość do bezinteresownego wsparcia to nie tylko kwestia charakteru, ale przede wszystkim otoczenia, w którym żyjemy. Gdy wokół pojawia się mnóstwo atrakcyjnych perspektyw dla nas samych, czas poświęcony drugiemu człowiekowi zaczyna przegrywać z realizacją własnych celów. Tak właśnie objawia się paradoks dobrobytu.
O tym, jak zmienia się nasza wrażliwość i dlaczego tradycyjne wspólnoty ustępują miejsca indywidualizmowi, opowiedziała na antenie Czwórki prof. Katarzyna Popiołek z Uniwersytetu SWPS.
Od wspólnoty sąsiedzkiej do zimnej kalkulacji
Dawniej naturalnym środowiskiem wzajemnej pomocy było najbliższe otoczenie: klatka schodowa, podwórko czy wiejska społeczność. Dziś anonimowość w blokach i ciągła mobilność sprawiają, że więzi te znikają niemal całkowicie.
- Z tą pomocą przeszliśmy pewien proces. Na początku, gdy mieszkaliśmy razem w kamienicach czy blokach, byliśmy po prostu sąsiadami, którzy się wspierają i są wzajemnie wrażliwi na to, co komuś się stało. Teraz staliśmy się bardziej mobilni. Młodzi ludzie wprowadzają się na chwilę, wynajmują mieszkania i nawet nie znają sąsiadów. Krótko mówiąc: tradycyjne wspólnoty przestały istnieć - zauważa prof. Katarzyna Popiołek.
Posłuchaj audycji "Poranek Czwórki" z prof. Katarzyną Popiołek
Jak wskazywał socjolog Zygmunt Bauman, zamiast wspólnoty społecznej staliśmy się wspólnotą ekonomiczną. Wolność i niezależność cenimy tak wysoko, że wolimy samotność od poczucia zależności od kogokolwiek.
- Nastał również konsumpcjonizm i rywalizacja. Nasza ogromna potrzeba niezależności powoduje, że zaczynamy bardzo cenić swój czas. Pomoc jest relacją sensotwórczą i daje człowiekowi radość, ale ponieważ czas musimy poświęcać konsumpcji, wzbogacaniu się i budowaniu pozycji, to staliśmy się wybiórczy. Chcemy pomagać tylko tym, którym według nas "warto" - dodaje ekspertka.
Dobroczynność w dobie mediów społecznościowych
Współczesna pomoc w dużej mierze przeniosła się do sieci. Choć zbiórki internetowe i szybkie przelewy pozwalają na błyskawiczną reakcję, często zwalniają nas z bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem. Co ciekawe, psychologowie zauważają, że proste gesty, takie jak pomoc sąsiadowi przy remoncie czy skręcaniu mebli przynoszą nam znacznie głębszą satysfakcję niż anonimowy przelew. Dodatkowo w dobie mediów społecznościowych dobroczynność bywa traktowana wizerunkowo.
- Konkurencja weszła w nasze codzienne życie. Pomaganie nabiera charakteru zdrowej rywalizacji: kto da więcej, kto wygra, czy uzbieramy większą kwotę. To staje się bardziej sportem pomocowym niż rzeczywistym pochyleniem się nad kimś, kto może być trudny, brudny czy niefajny - podkreśla psycholożka.
Wychowanie kluczem do empatii
Mimo presji konsumpcyjnego stylu życia, fundamenty altruizmu wciąż tkwią we wczesnym dzieciństwie. Badania nad osobami niosącymi pomoc z narażeniem życia w czasie wojny wykazały, że wspólnym mianownikiem nie były unikalne cechy osobowości, lecz dom rodzinny.
- Ci wszyscy ludzie, którzy pomagali z narażeniem życia, mieli jedną wspólną cechę: niezwykle prospołecznych rodziców, którzy wychowywali ich w określony sposób. Człowiek nie jest egoistą z urodzenia, ale dziś bardziej selekcjonuje to, komu chce pomagać. Ostatecznie nasza postawa to miks cech osobowościowych, takich jak empatia, oraz tła wychowawczego - podsumowuje prof. Katarzyna Popiołek.
***
Tytuł audycji: "Poranek Czwórki"
Prowadzi: Dominika Płonka
Gościni: psycholożka prof. Katarzyna Popiołek z Uniwersytetu SWPS
Data emisji: 19.08.2026
Godzina: 09.02
ak