Na polskiej scenie muzycznej Paweł Stachowiak funkcjonuje od lat jako instytucja. Znany ze składów EABS, Błoto czy Siema Ziemia, a także ze współpracy z czołówką rodzimego rapu i popu basista wyrobił sobie markę jednego z najbardziej rozchwytywanych instrumentalistów w kraju. Kiedy jednak przyszedł moment na pełnoprawny solowy debiut, postanowił odciąć się od wielkich szyldów. Skracając pseudonim do surowego HZG, zamknął się w studiu, by nagrać płytę będącą całkowitym zaprzeczeniem mainstreamowych oczekiwań. O brudnym brzmieniu drum and bassu, archaicznych narzędziach produkcyjnych i bezgranicznej miłości do zwierząt muzyk opowiedział w audycji "Chłopaki z sąsiedztwa" na antenie Czwórki.
Posłuchaj audycji "Chłopaki z sąsiedztwa" z Pawłem Stachowiakiem
Decyzja o powrocie do korzeni muzyki klubowej dojrzewała w artyście od dłuższego czasu. Zamiast kolejnego materiału opartego na improwizacji i akustycznym basie, Stachowiak postanowił zrealizować młodzieńczą fascynację brytyjską elektroniką przełomu wieków i katalogiem legendarnej wytwórni Metalheadz.
- Przez lata byłem członkiem zespołów i choć dalej uwielbiam współtworzyć z innymi, w wieku 36 lat poczułem, że to ostatni dzwonek na zrobienie czegoś w stu procentach na własnych zasadach - tłumaczył HZG. - Chciałem, żeby ten materiał nie kojarzył się z żadnym z moich dotychczasowych projektów. Wybrałem drum and bass i jungle, bo na tej muzyce się wychowałem, a jednocześnie zmusiło mnie to do nauki zupełnie nowego podejścia do miksu i produkcji - dodał.
Tytułowa "Psiarnia" to nie tylko przewrotna gra słowna, ale przede wszystkim manifest rodzinnego ciepła. Cały album dedykowany jest psom, a szczególne miejsce zajmuje na nim utwór poświęcony Lusi - 15-letniej chihuahue, która od kilkunastu lat rządzi domem artysty. Świadomość przemijania czworonożnej seniorki skłoniła muzyka do stworzenia dla niej osobistego, dźwiękowego pomnika, w którym klubowy nerw łączy się z rodzinną nostalgią.
Sprzęt z epoki
Największą siłą "Psiarni" jest jej bezkompromisowe, surowe brzmienie, stojące w opozycji do sterylnych, cyfrowych produkcji zalewających współczesne platformy streamingowe. Artysta zrezygnował z gotowych paczek brzmień na rzecz mozolnego cięcia sampli i poszukiwania sprzętu z epoki.
Choć bazą projektu pozostało nowoczesne oprogramowanie i sampler Roland SP-404 MK2, serce albumu bije w rytmie lat 90. Na płycie usłyszymy brzmienia generowane przez leciwy moduł E-MU, wczesną edycję oprogramowania Kontakt oraz wtyczkę Amigo Sampler, emulującą architekturę dźwiękową kultowego komputera Commodore Amiga. To właśnie 8-bitowe przetwarzanie nadało perkusjom charakterystyczny, lekko zglitchowany i zmatowiony brud.
Nawet w połamanych strukturach jungle Stachowiak pozostał jednak instrumentalistą. Około 95 procent partii zostało wbitych ręcznie z padów i klawiatury, a klasyczny amen break w utworze "Kundel" został rozbity na metra nieparzyste, czerpiąc z laboratoryjnych dokonań kultowego producenta Photeka.
Syndrom dobrego wujka
Mimo że album trafił najpierw na Bandcamp i SoundCloud jako ukłon w stronę muzycznych diggerów, jego radiowy debiut w Czwórce zbiegł się z oficjalnym wejściem na platformy streamingowe. Dla HZG nieustanne tworzenie to nie tylko zawód, ale i konieczność wynikająca z neuroatypowości. Ciągła praca nad dźwiękiem pozwala mu okiełznać gonitwę myśli i daje przestrzeń absolutnej wolności.
Artysta nie zamierza przy tym zamykać się we własnej pracowni. Przydomek "Wujek HZG" traktuje dosłownie, pamiętając, jak w przeszłości sam wielokrotnie odbijał się od zamkniętych drzwi branży, dziś chętnie zaprasza do współpracy młodszych, debiutujących twórców. Solowy debiut pokazuje, że po dekadach na scenie wciąż można zaczynać od zera, zachowując bezkompromisowość i bezgraniczną frajdę z eksperymentowania.
***
Tytuł audycji: "Chłopaki z sąsiedztwa"
Prowadzą: Del-M i Adam Smolarek
Gość: Paweł "Wuja HZG" Stachowiak
Data emisji: 08.09.2026
Godzina: 19:02
ak