Powstanie Warszawskie (nowe)

Do powstania biegł jak na wesele

Ostatnia aktualizacja: 19.07.2017 10:00
– Od razu chcieli się pobrać. Sugerowałam, by poczekali, aż skończy się wojna. Wtedy Krzysztof powiedział: "A kto nam zaręczy, że przeżyjemy tę wojnę?" – wspominała w Polskim Radiu Feliksa Drapczyńska, matka Basi, ukochanej żony poety.
Audio
  • - Krzysztof wsiąkł szybko w naszą rodzinę, był nam bardzo bliski - wspomnienie Feliksy Drapczyńskiej, matki Barbary Baczyńskiej
Basia Drapczyńska w dzień ślubu. Warszawa, 3.06.1942
Basia Drapczyńska w dzień ślubu. Warszawa, 3.06.1942

– Pewnego dnia po powrocie z wieczoru poetyckiego Basia powiedziała, że poznała młodego i ślicznego poetę – wspominała Feliksa Drapczyńska (1902-1974). – Zapytała, czy może zaprosić go na swoje imieniny. Oczywiście zgodziłam się – dodała.

4 grudnia 1941 do mieszkania Drapczyńskich przyszło kilkoro młodych ludzi. Gdy pojawił się piękny chłopiec o dużych, granatowych i myślących oczach, skupiony i nad wiek poważny, Basia przedstawiła go: "Mamo, to właśnie jest Krzysztof".

Matka widziała, że w Basi szybko rodzi się uczucie. – Basia zaczęła dbać o siebie, mierzyć moje bluzki. Chciała się podobać – opowiadała Feliksa Drapczyńska.

W tym samym czasie Krzysztof wyszukiwał dla siebie najładniejsze krawaty. On także, powróciwszy z konspiracyjnego spotkania poetyckiego, od razu wyznał swojej matce: "Poznałem fantastyczną dziewczynę, o niezwykłej inteligencji. Jak ona się zna na poezji!". Basia zabierała bowiem głos na temat jego wierszy, rozumiała je i doceniała jak nikt inny.

Krzysztof Kamil Baczyński i Barbara Drapczyńska pobrali się zaledwie pół roku później. Na ślubie, który odbył się 3 czerwca 1942 w kościele na Solcu, obecni byli ich przyjaciele i wielu pisarzy. Jednym ze świadków pary młodej był Jerzy Andrzejewski. Jarosław Iwaszkiewicz po latach wspominał zaś, że uroczystość przypominała bardziej pierwszą komunię niż ślub.

Krzysztof i Barbara mieli przecież zaledwie 21 i 20 lat. Baczyński bardzo związał się z rodziną Drapczyńskich. Z ich mieszkania przy ulicy Pańskiej wyszedł do powstania.

– Punkt zbiórki jego oddziału był niedaleko na Ciepłej, kilka nocy spał więc u mnie na amerykance. Był bardzo podniecony. 1 sierpnia zrobiłam jego ulubione pierogi z jagodami. Potem założył jedną z uszytych przeze mnie opasek powstańczych, przypiął sobie orzełka do beretu, a w klapę munduru odznakę "Agrikoli". Odprowadzała go Basia. Ostatni raz widziałam go, jak zbiegał po schodach. Szedł jak na wesele – wspominała teściowa poety.

mc