Zimowe Igrzyska Olimpijskie Pjongczang 2018

PjongCzang 2018: trafił do kadry dzięki...Facebookowi. Teraz reprezentuje Polskę na igrzyskach

Ostatnia aktualizacja: 22.02.2018 19:05
Arnold Zdebiak, który wystartuje w Pjongczangu w bobslejowych czwórkach, jest pierwszym reprezentantem AZS AWFiS Gdańsk na zimowe igrzyska olimpijskie po 30 latach przerwy. Do tej dyscypliny 25- latek trafił w czerwcu ubiegłego roku dzięki… Facebookowi.
Arnold Zdebiak podczas spotkania z kibicami w Gdańsku
Arnold Zdebiak podczas spotkania z kibicami w Gdańsku Foto: Roman Jocher/PAP

W 1988 roku w Calgary w konkurencji par tanecznych rywalizowali Honorata Górna i Andrzej Dostatni - duet Stoczniowca Gdańsk uplasował się w Kanadzie na 17. pozycji. Po 30 latach w zimowych igrzyskach weźmie udział kolejny przedstawiciel gdańskiego klubu –w bobslejowych czwórkach wystartuje Arnold Zdebiak.

- Po zakończeniu studiów zamierzałem także zakończyć przygodę ze sportem. Byłem lekkoatletą, specjalizowałem się w sprintach i w czerwcu ubiegłego roku przeczytałem w mediach społecznościowych ogłoszenie Polskiego Związku Bobslei i Skeletonu o naborze –wspominał Zdebiak, który zdecydował się zgłosić do naboru.

- Postanowiłem wziąć udział w testach na stadionie, na które składały się biegi na 30 metrów ze startu z miejsca i ze startu lotnego oraz skok z miejsca. To była spontaniczna, ale świetna decyzja, bo dzięki temu mogę spełnić marzenie każdego sportowca, jakim jest reprezentowanie swojego kraju na igrzyskach –powiedział Zdebiak.

Początki nie były jednak łatwe. Każdy ślizg, a trwa on około minuty, zawodnik musiał „odpokutować” w łóżku.

- Taki zjazd związany jest nie tylko z wielkim wysiłkiem fizycznym, ale także psychicznym. Trenowaliśmy głównie na Łotwie na torze w miejscowości Sigulda i od razu po przyjściu do pokoju spałem jak beton przez kilka godzin. Inaczej nie byłem w stanie funkcjonować –wyjaśnił.

Niespełna 25-letni rozpychający dodaje, że podczas jazdy bobsleiści mają także problemy z oddychaniem.

- Ten sport, ze względu na osiągane prędkości, a ja jechałem najszybciej 149 km na godzinę, jest bardzo niebezpieczny i wyzwala mnóstwo adrenaliny- skomentował - Mamy jednak problemy z zaczerpnięciem powietrza nie z uwagi na szybkość, tylko ze względu na przeciążenia. Wartości, którym my podlegamy można porównać do tych, których doświadczają kierowcy Formuły 1 na zakrętach albo piloci samolotów myśliwskich – dodał.

W Korei Południowej Polacy rywalizowali już w dwójkach –pilot Mateusz Luty i rozpychający Krzysztof Tylkowski zajęli 24. miejsce w gronie 30 ekip.

Teraz Lutemu towarzyszyć będzie Zdebiak oraz Łukasz Miedzik i Grzegorz Kossakowski. Podopieczni łotewskiego trenera, byłego znakomitego bobsleisty - Janisa Mininsa, stawiają sobie ambitne cele i nie chcą być statystami w rywalizacji 30 ekip.

- Dla nas sukcesem było już zakwalifikowanie się na igrzyska, ale do Korei nie pojechaliśmy na wycieczkę. Chcemy zakwalifikować się do finałowego czwartego wyścigu, w którym weźmie udział 20 ekip - powiedział - Z czołowymi załogami, czyli Niemcami, Kanadyjczykami i Łotyszami, nie mamy szans nawiązać walki, ale jesteśmy w stanie konkurować z pozostałymi. Do najlepszych stracimy 30-40 setnych w każdym ślizgu, jednak od miejsca 10. w dół różnice są minimalne  –przyznał.

Zdebiak przekonuje, że kluczowe znaczenie może mieć start. To bowiem najtrudniejszy i najważniejszy element każdego wyścigu.

- Przez 50 metrów musimy jak najszybciej rozepchać „boba”, wszyscy zapakować się do niego i przyjąć odpowiednie pozycje. Jedynie pilot ma siedzonko, a my zalegamy na podłodze. Ja robię „garba” i muszę mieć kask na równi z pilotem, ale nie mogę go dotykać, żeby miał swobodę ruchu. Pozostali koledzy wciśnięci są we mnie, żeby im głowy nie skakały. Na rozpychaniu tracimy do najlepszych około 10 setnych –wyjaśnił.

Biało-czerwoni ustępują najlepszym nie tylko ze względu na brak toru w Polsce. Zawodnicy korzystają także z używanego sprzętu.

Czteroletni bobslej Polaków został zakupiony ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki 1,5 miesiąca przed igrzyskami  -wcześniej jeździł na nim austriacki pilot Benjamin Maier, który w konkurencji dwójek zajął w Korei Południowej ósmą lokatę.

- To jest dobry sprzęt, ale pewnych barier nie przeskoczymy –przyznał sportowiec - Trudno nam się porównywać chociażby z Niemcami, dla których bobsleje produkuje państwowa fabryka, a następnie są one „tuningowane” przez BMW. Z kolei Koreańczycy współpracują na tym polu z Hyundaiem. A sprzęt w tej dyscyplinie jest bardzo kosztowny. Byłem niezwykle zaskoczony, kiedy dowiedziałem się, że bobslej, czyli obudowa, rama i układ sterowniczy, może kosztować nawet 120 tysięcy euro –podsumował.

Zmagania 30 załóg odbędą się w sobotę i niedzielę o 1.30 w nocy.

pm, PAP

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

PjongCzang 2018: zaczęły wspólne starty tuż przed igrzyskami, a wywalczyły na nich złoto. Niemki najlepsze w bobslejach

Ostatnia aktualizacja: 21.02.2018 17:02
Mariama Jamanka i Lisa-Marie Buckwitz zostały mistrzyniami olimpijskimi w bobslejowych dwójkach. Niemki w czterech ślizgach w Pjongczangu miały czas o 0,07 s lepszy od Amerykanek Elany Meyers Taylor i Lauren Gibbs oraz o 0,44 s od Kanadyjek Kaillie Humphries i Phylicii George.
rozwiń zwiń