Redakcja Polska

Czy Czechom grozi „scenariusz węgierski”? Analiza powyborczego wrzenia

25.03.2026 14:40
Blisko ćwierć miliona ludzi na ulicach Pragi, lęk o niezależność mediów i radykalne cięcia w wydatkach na zbrojenia. Choć Andrej Babiš powrócił do władzy zaledwie kilka miesięcy temu, Czechy już teraz zmagają się z największą falą protestów od lat
Audio
  • Krzysztof Dębiec z OSW ocenia masowe protesty w Czechach [posłuchaj]
Ostatnie protesty w Czechach
Ostatnie protesty w CzechachREUTERS/Eva Korinkova

Czy to tylko cykliczne poruszenie wielkomiejskich elit, czy realny sygnał ostrzegawczy dla czeskiej demokracji?

Październikowe wybory parlamentarne przyniosły wyraźne zwycięstwo partii ANO, przywracając fotel premiera Andrejowi Babišowi. Jednak to nie sam powrót miliardera wywołał tak gwałtowną reakcję społeczną, lecz dobór jego koalicjantów.

Rdzeniem obecnego rządu jest sojusz z ugrupowaniami, które do niedawna znajdowały się na politycznym marginesie: Motoristé sobě (Zmotoryzowani): Formacja o silnym zabarwieniu eurosceptycznym oraz SPD (Wolność i Demokracja Bezpośrednia), czyli partia postrzegana przez wielu jako niemal ekstremistyczna, budząca lęk o przyszłość Czech w strukturach zachodnich. 

To właśnie obecność tych partnerów w rządzie wypchnęła na ulice ok. 250 tysięcy manifestantów. Jak zauważa Krzysztof Dębiec z Ośrodka Studiów Wschodnich, Czechy są dziś krajem „niesłychanie spolaryzowanym”, gdzie liberalne metropolie (Praga, Brno, Pilzno) stają w opozycji do populistyczno-narodowego kursu rządu.

Koniec „jastrzębiej” polityki?

Największe kontrowersje budzi zmiana kursu w polityce bezpieczeństwa. Poprzedni gabinet Petra Fiali był jednym z najgłośniejszych rzeczników wspierania Ukrainy i modernizacji armii. Rząd Babiša obrał inną drogę: czeski parlament zatwierdził budżet, w którym wydatki na obronność spadają poniżej progu 2% PKB, pod hasłem „Czechy na pierwszym miejscu” Praga wycofuje się z aktywnej roli lidera pomocy wojskowej, skupiając się na wewnętrznych problemach socjalnych.

Media w cieniu polityki

Protestujący, skupieni wokół organizacji Milion Chwil dla Demokracji, ostrzegają przed pełzającą erozją instytucji. Symbolem tych zmian stały się media publiczne. Rządowy plan likwidacji abonamentu i przejście na bezpośrednie finansowanie z budżetu państwa jest odczytywane jako próba uzależnienia dziennikarzy od politycznych decyzji. Sygnałem alarmowym było odejście Václava Moraveca, jednego z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy telewizji publicznej, który wprost zadeklarował, że spotkał się z nieznanymi dotąd naciskami. 

„Nie chcemy być Węgrami” – to hasło najczęściej skandowane na praskim Placu Wacława

Mimo pesymistycznych nastrojów na ulicach, czeska demokracja posiada silne mechanizmy obronne, których brakuje np. na Słowacji czy Węgrzech.

Co dalej?

Obecna sytuacja to pat polityczny. Choć protesty są masowe, sondaże nie pokazują drastycznych spadków poparcia dla rządu Babiša, który skutecznie gra kartą „dbania o portfele” najuboższych. Prawdziwym testem dla stabilności gabinetu może okazać się nie ulica, a ekonomia – zwłaszcza obserwowany wzrost cen paliw wywołany napięciami na Bliskim Wschodzie.

O sytuacji w Czechach w załączonym nagraniu mówi Krzysztof Dębiec z Ośrodka Studiów Wschodnich. Rozmawia Katarzyna Semaan

Zobacz więcej na temat: Czechy protest demonstracje

Ćwierć miliona ludzi na ulicach Pragi. Największy protest przeciw rządowi Babiša od lat

21.03.2026 23:48
W Pradze odbył się w sobotę największy protest antyrządowy w Czechach od 2019 roku. Na praskiej Letnej zgromadziły się dziesiątki tysięcy osób. Organizatorzy szacowali frekwencję na około 250 tys. uczestników, Associated Press pisała o ok. 200 tys., a czeska policja nie opublikowała własnego oficjalnego bilansu. Protestujący sprzeciwiali się polityce premiera Andreja Babiša i kierunkowi, w jakim — ich zdaniem — zmierza państwo.