Mikołaj Dziadok, wydalony z Białorusi we wrześniu ubiegłego roku, powiedział Polskiemu Radiu, że zachowanie białoruskiego reżimu nie jest zaskoczeniem: "Traktują Poczobuta jako bardzo cenny aktyw, za który można wynegocjować jeszcze więcej. Niestety to typowe podejście faszystowskiego reżimu, który traktuje więźniów politycznych jak towar, jako kartę przetargową."
Zdaniem Mikołaja Dziadoka, władze w Mińsku kierują się również uprzedzeniami wobec Polski, co wpływa na los Poczobuta: "Białoruskie władze, ta wierchuszka, są zaciętymi polonofobami. Nienawidzą Polski i próbują na wszelkie sposoby jej szkodzić. To oczywiste, że Poczobut na wolności nie wywoła żadnej rewolucji i nie zachwieje reżimem, ale mimo to będą działać na szkodę Polski."
Po uwolnieniu piętnaście osób zostało natychmiast wydalonych z kraju i trafiło na Litwę, do Wilna. Wśród deportowanych są między innymi: wiceszef Centrum Praw Człowieka "Wiasna" Walancin Stefanowicz, obrończyni praw człowieka Marfa Rabkowa, dziennikarka Biełsatu Kaciaryna Andrejewa oraz bloger Eduard Palczys.
W zamian za uwolnienie części więźniów politycznych Waszyngton zdecydował się na złagodzenie sankcji wobec Mińska. Spod amerykańskich sankcji zostały wyjęte między innymi Belinvestbank, Bank Rozwoju Białorusi oraz ministerstwo finansów tego kraju. Z list sankcyjnych usunięto również Białoruską Spółkę Potasową oraz giganta Biełaruśkalij.
IAR/ks