Na powrót nie zdecydowało się dotąd 360 tys. osób - przekazała agencja.
Proirański szyicki Hezbollah wciągnął Liban w wojnę na Bliskim Wschodzie atakując Izrael w marcu - przypomniała AFP. Izrael odpowiedział ciężkimi atakami z powietrza na cele i inwazją lądową na południe kraju, które Hezbollah kontrolował od dekad. Zginęło ponad 4,3 tys. mieszkańców Libanu.
Działania wojenne osłabły od czerwca, kiedy USA i patron Hezbollahu, Iran, podpisały, wspierane przez Waszyngton, wstępne porozumienie pokojowe. Przewiduje ono rozbrojenie tej terrorystycznej organizacji, stopniowe wycofywanie sił izraelskich i rozmieszczenie armii libańskiej w regionie, zaczynając od „stref pilotażowych”.
Ruch szyicki odrzucił to porozumienie, odmawiając złożenia broni. Przywódca Hezbollahu Naim Kassem potępił we wtorek bezpośrednie negocjacje między obydwoma krajami twierdząc, że przyniosą one Libanowi „jedynie wstyd, upokorzenie i kolejne ustępstwa”. Oskarżył też przywódców politycznych twierdząc, że rozmowy z Izraelem są korzystne wyłącznie dla tego państwa.
Na oskarżenie zareagował sunnicki premier, Nawaf Salam stwierdzając, że „największą przysługę Izraelowi oddali ci, którzy jednostronnie wciągnęli Liban w wojenne awanturnictwo w ramach „frontu poparcia” dla Iranu. Salam stwierdził, że ci, którzy jednostronnie podejmowali decyzje dotyczące wojny i nadal próbowali monopolizować władzę państwową, jednocześnie wiążąc Liban z zewnętrznymi interesami, „nie mają prawa wydawać certyfikatów patriotyzmu, a tym bardziej suwerenności”.
PAP/pż