Wysłuchaj rozmowy w audycji "Wybieram Dwójkę"<<<
Zeszyt zawierający ćwiczenia kompozytorskie oraz utwory na flet i harfę rzuca nowe światło na działalność pedagogiczną kompozytora podczas jego pobytu w Paryżu w 1778 roku. O kulisach odkrycia, które uznawane jest za jedno z najważniejszych znalezisk mozartowskich ostatnich dekad, opowiadał w Dwójce François-Pierre Goy, opiekun i konserwator rękopisów muzycznych w Bibliotece Narodowej Francji.
Od niepozornego zeszytu do sensacyjnego odkrycia
Badacz zauważył, że już od dawna zwrócił uwagę na serię około dwudziestu włoskich i francuskich rękopisów z XVII i XVIII wieku znajdujących się w zbiorach Biblioteki Narodowej Francji. Ponieważ były one słabo opisane, postanowił opracować je dokładniej.
- Chciałem wykorzystać wszystkie narzędzia, którymi dziś dysponujemy: katalogi tematyczne, internetowe bazy danych i biblioteki cyfrowe, aby badać charakter pisma kompozytorów, którzy mogli być autorami tych rękopisów, wzbogacać opisy manuskryptów, a jeśli to możliwe – przypisywać je konkretnym nazwiskom. Pracowałem nad nimi kolejno, aż przyszła kolej na rękopis, o którym rozmawiamy. Poszedłem po niego na półkę, przyniosłem do gabinetu, otworzyłem i zacząłem studiować - mówił badacz.
Czytaj także:
Zgodnie z jego relacją na początku analiza była dość prosta. Od razu było widać, że ma do czynienia z zeszytem służącym do nauki zapisu muzycznego i kompozycji. Występowały w nim dwa różne charaktery pisma – nauczyciela i ucznia. Notację ucznia łatwo było rozpoznać, ponieważ była dość nieporadna.
- W manuskrypcie znajdowały się ćwiczenia kompozytorskie, bardzo podobne do tych, które stosuje się także dzisiaj. Nauczyciel podawał na przykład linię basu, do której uczeń miał dopisać głos górny. Przewracając kolejne strony, natrafiłem jednak na coś bardzo interesującego – utwory przeznaczone na flet i harfę. Przyjrzałem się więc tym kompozycjom uważniej, ponieważ muzyka na flet i harfę mogła zainteresować wykonawców. I stopniowo mój wzrok zaczął zatrzymywać się na pewnych szczegółach pisma nauczyciela, które wydawały mi się dziwnie znajome - mówił w Dwójce François-Pierre Goy.
- Przypomniałem sobie wtedy, że kilka tygodni wcześniej, przy okazji zupełnie innej pracy, oglądałem autografy Mozarta. Ponieważ część z nich została zdigitalizowana i jest łatwo dostępna, postanowiłem dokonać kilku porównań. Owszem, od czasu do czasu odkrywa się nowe rękopisy, ale mimo wszystko byłoby to coś wyjątkowego. Zwróciłem się do mojej koleżanki Laurence Decobert, kuratorki wystawy poświęconej Mozartowi. Wysłałem jej kilka fotografii i czekałem w niepokoju. Laurence obejrzała rękopis i była przekonana, że jego autorem jest Mozart. W kwietniu przyjechał do nas Armin Brinzing, dyrektor Biblioteki Mozarteum. Gdy tylko otworzył rękopis na trzeciej stronie – pierwszej, na której pojawia się pismo nauczyciela – od razu było jasne, że całkowicie podziela naszą opinię - zaznaczył muzykolog.
Diabeł tkwił w szczegółach
François-Pierre Goy zaznaczył, że samego początku jego uwagę przykuły klamry łączące linie systemów nutowych. Mozart miał zwyczaj kończyć dolną część klamry podwójną ukośną kreską. U większości kopistów i kompozytorów taki znak pojawia się zwykle pomiędzy systemami, które oddziela. Jest to wizualny sposób zaznaczenia, że poniżej rozpoczyna się nowy system.
- Następnie zwróciłem uwagę na klucze. Klucze wiolinowe Mozarta są bardzo charakterystyczne i różnią się od tych, które rysowała większość austriackich i niemieckich kopistów jego epoki. Istotne były także inne szczegóły: adnotacje tekstowe, oznaczenia tempa, wskazania instrumentacji czy symbole dynamiczne. Mozart miał bardzo charakterystyczny sposób kreślenia liter i w tym rękopisie wszystko się zgadzało. Myślę jednak, że to właśnie wspomniane klamry uruchomiły cały proces identyfikacji. Pozostałe elementy stanowiły już jedynie potwierdzenie - powiedział w rozmowie z Moniką Kopcik.
Uczennica Mozarta wychodzi z cienia
Dzięki bardzo bogatej korespondencji, którą Mozart prowadził ze swoim ojcem, wiemy, że od 11 maja 1778 roku został zatrudniony na okres dwóch miesięcy, aby udzielać lekcji kompozycji Marii Ludwice Filipinie de Bonnières, córce hrabiego de Guines.
– Była ona córką Adrien-Louisa de Bonnièresa, hrabiego de Guines, francuskiego dyplomaty i arystokraty. Rodzina ta odegrała ważną rolę w życiu Mozarta podczas jego pobytu w Paryżu. To właśnie dla hrabiego de Guines i jego córki kompozytor napisał później słynny Koncert na flet i harfę KV 299. Wszystko wskazuje na to, że odnaleziony zeszyt jest bezpośrednim świadectwem tych lekcji. W listach do ojca Mozart pisał, że Maria Ludwika Filipina nie ma szczególnego talentu do komponowania. Rękopis pokazuje jednak bardziej złożony obraz sytuacji. W zapisanych w zeszycie utworach na flet i harfę można dostrzec wyraźny postęp – mówił muzykolog.
Muzyka, która milczała przez dwa stulecia
Badacz usłyszał tę muzykę podczas sesji nagraniowej, której zapis został później wyemitowany przez Radio France.
- Towarzyszyły mi wówczas dwa rodzaje emocji. Po pierwsze było to wzruszenie. Mamy przecież do czynienia z muzyką wykonywaną po raz pierwszy w naszych czasach, a być może nawet po raz pierwszy w ogóle. Nie sądzę bowiem, by te utwory zostały kiedykolwiek przepisane na czysto z myślą o wykonaniu przez hrabiego i jego córkę. Wszystko wskazuje na to, że pozostały jedynie w tym zeszycie ćwiczeń. Świadomość, że słucham muzyki, która przez ponad dwa stulecia pozostawała niema, była czymś naprawdę wyjątkowym - zaznaczył.
- Drugim uczuciem było bardzo miłe zaskoczenie. Przygotowałem dla muzyków czytelną kopię materiału nutowego, ponieważ nie było mowy o tym, aby wykonywali te utwory bezpośrednio z rękopisu. Jest on niezwykle trudny do odczytania i praktycznie nie nadaje się do wykorzystania podczas koncertu czy nagrania. Obawiałem się, że niektóre fragmenty zapisane ręką panny de Guines zabrzmią banalnie. W końcu sam Mozart nie miał szczególnie wysokiego mniemania o jej talencie. Nie była wybitną kompozytorką, ale posiadała solidne przygotowanie teoretyczne, potrafiła się rozwijać i tworzyć muzykę, która po ponad dwóch stuleciach nadal może sprawiać słuchaczom przyjemność. Dla mnie jako badacza największą satysfakcją jest to, że udało się przywrócić do życia nie tylko nieznany rękopis Mozarta, lecz także fragment historii muzyki, który wydawał się bezpowrotnie utracony - powiedział w Dwójce - François-Pierre Goy.
***
Przygotowanie: Monika Kopcik
Gość: François-Pierre Goy (opiekun i konserwator rękopisów muzycznych w Bibliotece Narodowej Francji)
Data emisji: 1.07.2026
Godzina emisji: 17.10
Materiał wyemitowano w audycji "Wybieram Dwójkę"
Oskar Łapeta