Katalońska tratwa wpłynęła na scenę

Ostatnia aktualizacja: 15.10.2013 13:43
– Te cztery dramaty są bardzo zręcznie dobrane, bo przy tej rozmaitości stylistycznej tworzą nowoczesny obraz Katalonii, przy czym ta lokalność jest bardzo interesująca także poza jej granicami – tak o antologii dramatu katalońskiego "Ulisses na tratwie" mówił Janusz Majcherek.
Audio
  • O antologii dramatu katalońskiego "Ulisses na tratwie" mówił Janusz Majcherek (Dwójka/Świat na scenie)
Jean Louis Thodore Gricault (17911824), Tratwa Meduzy, 1818 i 1819, olej na płótnie, 491  716 cm
Jean Louis Théodore Géricault (1791–1824), "Tratwa Meduzy", 1818 i 1819, olej na płótnie, 491 × 716 cm Foto: Wikipedia domena publiczna

W omawianej w audycji antologii dramatu katalońskiego znalazły się cztery utwory podejmujące motyw przekraczania granic w sensie geograficznym, a przez to łączy je motyw konfrontacji kultur. Katalonia, część Hiszpanii, a według Katalończyków odrębny kraj, region o najbardziej autonomicznych tendencjach, ze względu na język, kulturę i historię. Sama Katalonia mając swoje doświadczenia mniejszościowe przyjmuje imigrantów, którzy uciekają ze swoich światów, szukając lepszego życia i dobrobytu. Docierając do Katalonii spotykają się z różnorakim przyjęciem - akceptacją, jej brakiem, a niektórzy spośród przybyszów trafiają w ręce handlarzy ludźmi. – Kataloński to odrębny język, w brzmieniu zupełnie niepodobny do hiszpańskiego. Ich sztuka, literatura i przede wszystkim architektura, ta okresu modernizmu, wyróżnia ich na tle reszty Hiszpanii. Nie bardzo znamy odrębność katalońską i myślę, że te cztery sztuki pozwalają nam na głębszy wgląd w tamtejszą problematykę i świat – podkreślał w rozmowie Janusz Majcherek.

Jedną z omawianych w audycji sztuk była "Pokusa" Carlesa Batlle’a. – Wszystko jest oglądane, bez bezpośredniego kontaktu. obrazy, które widzimy powodują, że postacie muszą sobie dopowiadać historie do tego co przypadkiem zobaczyły. I w tej sztuce bywa tak, że to dopowiedzenie ma się nijak do prawdziwego przebiegu zdarzeń – tak opisał dramat "Pokusa" gość Iwony Malinowskiej.

"Aprés moi, le déluge" to dramat skonstruowany na kanwie rozmowy, która niepostrzeżenie wymyka się konwencji realistycznej, a sama akcja sztuki osadzona jest w afrykańskich realiach. Rzecz dzieje się w pokoju hotelowym w Kinszasie, zamieszkiwanym przez biznesmena nielegalnie handlującego tantalem. – W sztuce wyraźnie widać piętrzenie znaczeń, mnożenie aluzji i cytatów, stosowanie gier międzytekstowych. I tak jak w „Pokusie” mamy cały czas odniesienia filmowe, które organizują tę sztukę, tak tutaj, w samym tytule mamy już odniesienie do znanego powiedzenia „Po mnie choćby potop” – opowiadał Janusz Majcherek.

Audycję przygotowała Iwona Malinowska.

Zobacz więcej na temat: TEATR katalonia
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Teatr niepełnosprawnych: sztuka czy terapia?

Ostatnia aktualizacja: 04.10.2013 17:02
– Społeczeństwo żyje w pośpiechu, wszyscy gdzieś biegniemy. Osoby, które nie mogą w tym pędzie uczestniczyć są wykluczane – opowiadał w "Notatniku Dwójki" Urs Beeler założyciel Teatru Hora dla osób upośledzonych umysłowo.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Koniec to na pewno nie my

Ostatnia aktualizacja: 09.10.2013 12:00
– Jeżeli cokolwiek miałbym ocalić z tego wieczoru w Teatrze Studio, to rolę Leny Frankiewicz i jej obecność na scenie. Sztuka wydaje mi się dość banalna, jest dla mnie bardziej performatywnym wydarzeniem, niż przedstawieniem teatralnym – oceniał spektakl "Koniec to nie my" Jacek Wakar.
rozwiń zwiń