Patrice Chereau był "prorokiem" nie tylko we własnym kraju

Ostatnia aktualizacja: 31.10.2013 20:59
- Francja go kochała. To rzadkie w przypadku artysty, który odniósł międzynarodowy sukces. Nigdy nie spotkałem się tam z żadną ostrą krytyką, zdradzają niechęć do Chereau - mówił Piotr Kamiński o słynnym francuskim reżyserze, aktorze i scenarzyście, który zmarł na początku października tego roku.
Audio
  • Patrice Chereau był "prorokiem" nie tylko we własnym kraju (Sezon na Dwójkę)
Patrice Chereau
Patrice Chereau Foto: Wikipedia/nicolas genin/Creative Commons 2.0

Goście "Sezonu na Dwójkę" - także reżyser i teatrolog Józef Opalski oraz krytyk filmowy Wojtek Kałużyński - zgodzili się, że tego znakomitego artysty trudno było nie lubić. Już w pierwszym kontakcie budził on zaufanie i ogromną sympatię. - Trudno uwierzyć, że miał 68 lat. Wciąż było w nim coś z chłopca. Tak jak w Romanie Polańskim - wyjaśnił krytyk muzyczny Piotr Kamiński.

Józef Opalski zwrócił jednak uwagę, że niezwykła aura i status Chereau w Europie Zachodniej nie przekładają się na jego popularność w Polsce. - Przed naszym spotkaniem przeprowadziłem sondę wśród studentów szkoły teatralnej. I okazało się, że nie znają go nawet jako reżysera "Królowej Margot", która była przecież wielkim kinowym przebojem - opowiadał. - Filmem zajął się przy tym Chereau dosyć późno, mając już ogromne zasługi w dziedzinie teatru dramatycznego i opery - dodał.

Początkowo francuski twórca udzielał się wyłącznie w teatrze, gdzie nie tylko grał, ale też sam przygotowywał inscenizacje, m.in. na scenach słynnej Comédie Française oraz Opery Paryskiej. Jego przygoda z kinem rozpoczęła się dopiero w 1974 roku, kiedy wyreżyserował, utrzymaną w klimacie czarnego kryminału, adaptację powieści Jamesa Hadley'a Chasee "Czar orchidei", z Charlotte Rampling i Simone Signoret. Jako aktor po raz pierwszy pojawił się na ekranie w, zrealizowanym w 1982 roku przez Andrzeja Wajdę, filmie "Danton".

Józef Opalski nie omieszkał wprowadzić słuchaczy Dwójki w historię teatralnych dokonań Patrice'a Chereau, a Piotr Kamiński opowiedział o jego wizjonerstwie w dziedzinie opery. - Choć nigdy nie nauczył się czytać nut, był zawsze niezwykle wierny muzyce oraz librettu. I znakomicie rozumiał gatunek, którego siła polega paradoksalnie na tym, że nic jest w nim do końca naprawdę - wyjaśnił. Przywołał też jedno z najwcześniejszych i najważniejszych dokonań Chereau w tej dziedzinie, a mianowicie epokowy "Pierścieni Nibelunga", wystawiony w Bayreuth w 1976 roku.

- On odrzucił scenografię XIX-wiecznego teatru operowego, ale też obowiązujący wówczas abstrakcjonizm. Chyba jako jeden z pierwszych wpadł na pomysł, by umieścić akcję dzieła w epoce jego powstania. Wotan nosi więc surdut, a na Renie widzimy zaporę elektryczną - opowiadał Piotr Kamiński. - Za tę inscenizację reżyser dostawał listy z pogróżkami. Dziś to absolutna klasyka i podręcznik dla reżyserów operowych - podkreślił.

A jak te doświadczenia przekładały się na filmowe dzieła Chereau? - On określał "Królową Margot" jako operową wersję "Ojca chrzestnego" - odpowiada Wojciech Kałużyński - Wiele z filmów Chereau cechuje pewna "operowość". To świat koturnowy, umowny, ale jednocześnie tak nasycony szczegółami, cielesnością, ludzkimi namiętnościami, że cała ta sztuczność zostaje unieważniona...

mm

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Andrzej Łapicki: na wszystko trzeba patrzeć z dystansem

Ostatnia aktualizacja: 22.07.2013 15:15
Łapicki o nauce czytania w wieku… czterech lat, Warszawie pięknej jak Wenecja oraz o (bez)sensie małżeństwa. W Dwójce pierwsza część wspomnień aktora- dżentelmena.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Wspomnienia Krzysztofa Zaleskiego

Ostatnia aktualizacja: 06.09.2013 12:00
- Ojciec twierdził, że pod sowiecką okupacją, która nas niechybnie czeka, można przetrwać tylko w dużym mieście - mówił Krzysztof Zaleski, którego rocznicę urodzin wspominaliśmy 3 września.
rozwiń zwiń