WP #284. Dwie twarze Roberta Planta z Led Zeppelin

Ostatnia aktualizacja: 20.06.2022 08:00
Podczas audycji słuchaliśmy dwóch płyt, na których wybrzmiewa głos legendarnego wokalisty Roberta Planta. Pierwsza z nich to album zespołu Led Zeppelin, którego Plant był frontmanem, druga - to krążek nagrany we współpracy z amerykańską piosenkarką Alison Krauss.
Okładki płyt Led Zeppelin Led Zeppelin III oraz duetu Robert Plant  Alison Krauss Raising Sand
Okładki płyt Led Zeppelin "Led Zeppelin III" oraz duetu Robert Plant & Alison Krauss "Raising Sand"Foto: materiały prom.

W każdą niedzielę słuchamy – razem z Państwem – najważniejszych płyt. Z namaszczeniem i pietyzmem, od początku do końca, strona A, strona B. A dopiero potem bonusy, konteksty, porównania, komentarze zaproszonych gości. Klasyka, jazz, rock, awangarda, elektronika.

Tym razem były to:

  • Led Zeppelin – "Led Zeppelin III" – 1970 Atlantic
  • Robert Plant & Alison Krauss – "Raising Sand" – 2007 Rounder

Założony w 1968 roku w Londynie zespół Led Zeppelin był jednym z pionierów hard rocka i dziś należy już do historii największych legend muzyki rozrywkowej. Zespół sprzedał ok. 200-300 milionów płyt na całym świecie, z czego ponad 111 milionów w samej Ameryce. Dość nieoczekiwanie w 2007 roku wokalista grupy, Robert Plant, połączył siły z amerykańską piosenkarką Alison Krauss, wydając album "Raising Sand".

Podczas audycji słuchaliśmy właśnie tego albumu, a także jednej z pierwszych płyt brytyjskiej grupy zatytułowanej "Led Zeppelin III". W ten sposób mogliśmy się przekonać, jak zmieniły się głos i ekspresja muzyczna Roberta Planta.


Posłuchaj
177:15 2022_06_19 21_59_43_PR2_Wieczor_plytowy.mp3 Led Zeppelin "Led Zeppelin III" i Robert Plant & Alison Krauss "Raising Sand" (Wieczór płytowy/Dwójka) 

Zaproszenia na koncert Roberta Planta i Alison Krauss 18.07.2022 w Sopocie otrzymują: Piotr, Roman, Wojciech oraz Sławomir. Skontaktujemy się ze zwycięzcami drogą mailową.

***

Komentarze słuchaczy:

Ten jedyny utwór to „Since I've been Loving You” z trzeciego właśnie albumu. Rewelacyjny 12 taktowy blues o którym najpierw przeczytałem (w miesięczniku „Jazz”), później dopiero usłyszałem i od razu pokochałem. I do dziś cały czas jest moim ulubionym. Chociaż Led Zeppelin - cały - bez zastrzeżeń.

A utwór „Please Read the Letter” jest moim ulubionym i wymarzonym do tańca z żoną. Jeśli chodzi o trzeci album Led Zeppelin, to jest jedynym ich albumem, który miałem (i mam do dzisiaj) na czarnej płycie.

Jacek

 

Krótko i na temat. Dziś w upalne popołudnie przejeżdżając rowerem przez Park Południowy we Wrocławiu, minąłem miejsce gdzie w do późnych lat 90. stała zadaszona parkowa scena. Sceny już nie ma, chociaż w tym miejscu dalej odbywają się małe koncerty. I dzisiaj, w upale na rozstawionej estradzie śpiewał chórek dziewczynek w wieku podstawówkowym. Naszło mnie wtedy wspomnienie z przeszłości: wiosna, albo wczesna jesień. To samo miejsce i jeszcze stara murowana scena. Chodziłem do szkoły nieopodal i po lekcjach czas spędzało się w parku. W ten pewien wczesnowiosenny lub wczesnojesienny dzień na scenie grał jakiś zespół, nie pamiętam już, może Golden Live? Może inny… ważne jest, że zagrali cover. Immigrant Song. Utwór usłyszany na żywo zrobił na mnie, wtedy nastolatku wrażenie kolosalne. Nic to, że katowałem już wtedy składankę „best of Led Zeppelin” na kasetach w boksie z okładką przedstawiającą cień sterowca nad polem z tajemniczymi wzorami, oraz pierwszą płytę na starej holenderskiej kasecie bez pudełka pożyczoną od kumpla. To ten, na żywo wykonany „Immigrant Song” zrobił to, że dziś lata później przeszły mnie ciarki po plecach na wspomnienie utworu, miejsca i czasu. Takie jedno wspomnienie, taki jeden utwór.

Mógłbym snuć jeszcze wiele wspomnień związanych z słuchaniem Sterowca, ale to taka na gorąco, dzisiejsza impresja.

Ps. Rozdział współczesny pisany przez Roberta Planta, uważam za najlepszy jaki można sobie wyobrazić. Nie odcina kuponów, nie odgrzewa kotletów, robi po swojemu świetną robotę pozostając autentyczny.

Wojciech

 

Słucham właśnie Panów audycji. Dla mnie ważnym utworem jest z różnych względów Stairway to haven. Zdaję sobie sprawę, że to może wydawać się oczywiste.

Przy okazji chciałem napisać o „odkryciu” Krauss i Planta, na które nieoczekiwanie natknąłem się podczas przeszukiwania youtuba i koncertu bez publiczności w Sound Emporium Studio. Nie znałem tej Pani. Utwór „Can't let go” „rozłożył” mnie. (…)

Piotr

 

Jest to moja ulubiona płyta Led Zeppelin. „Jedynkę” i „Dwójkę” miałem dobrze osłuchane już na początku liceum, w połowie lat 80-tych, kiedy całe płyty można było bez problemu nagrać z radia na taśmę. Słuchało się wówczas dużo heavy metalu spod znaku Iron Maiden czy Motorhead i takie powolne, blues-rockowe granie wydawało się bardzo archaiczne.

Za „Czwórką” nigdy nie przepadałem, ze względu na przereklamowane Stairway to Heaven.

Natomiast trzecią płytę Led Zeppelin dobrze poznawałem już po liceum, jako aktywny gitarzysta i była to niezła szkoła akustycznego grania. Swego czasu byłem w stanie zagrać partie gitarowe z ośmiu numerów tej płyty. Lepiej grający kolega pokazał mi patenty do jakiś trzech utworów, resztę trzeba było rozgryzać ze słuchu katując na okrągło taśmę, bo nie było wtedy żadnych podręczników i wideo, o internecie i YT nie wspominając. Dobra szkoła. Dziś raczej nie podjąłbym się siedzenia paru miesięcy po parę godzin dziennie ćwicząc w ten sposób. Wystarczy odpalić You Tube i wpisać nazwę utworu z dopiskiem „jak zagrać”.

Paweł

 

Będzie trochę przewrotnie. Tytuł audycji jest dla mnie mocno przewrotny – tak, się zastanawiam, czy są to dwie twarze Roberta Planta, czy tak naprawdę jest to jedna twarz z przygodą (nota bene wielką) w Led Zeppelin?

Led Zeppelin uwielbiam od samego początku, ale też zawsze nie była to kapela typowo heart rockowa, bo przecież w wielu okresach twórczości były bardzo mocne odniesienia do falku czy bluesa, muzyki orientalnej do wręcz klasycznej.

Dla mnie przełomem była III płyta – jest tam dużo faulku, orientu (indyjskiego, arabskiego), co było dla młodego zespołu, poszukującego swojego miejsca w trudnej rockowej rzeczywistości lat siedemdziesiątych bardzo odważnym krokiem. I potem „Physical Graffiti” i najbardziej genialne dzieło zeppelinów KASHMIR – ten utwór to późniejsza kariera Planta.

Po rozpadzie zeppelinów, tylko około 12 lat działalności, mam wrażenie, że tylko Robert Plant potrafił się odnaleźć w nowej rzeczywistości – tylko pytanie, czy dla niego to była nowa rzeczywistość? Dla mnie nie, bo już wcześniej wiedział w jaką stronę pójdzie, co nota bene potwierdzał w swoim rozwoju muzycznym – od razu był aktywny, i to w kierunkach nie mających wiele wspólnego z rockową przeszłością Led Zeppelin – orientem, faulkiem jazzem. Jestem przekonany, że projekt LZ był dla Planta początkiem jego nowej drogi muzycznej, w której chyba jako jedyny z zespołu się absolutnie odnalazł. A później wreszcie pojawiła się Alison Krauss i to wg mnie ostatecznie ukształtowało mojego idola. Fajnie by się udało posłuchać na żywo, a niestety nie zdążyłem kupić biletu - dwóch biletów :)

Tylko 12 lat w Led Zeppelin i ponad 40 lat poza – jedna twarz, chociaż o kilku obliczach muzycznych 😊

Przemek

 

Chętnie zabrałbym na bezludną wyspę cały album „Physical Graffiti”, bo jest najdłuższy w dyskografii Led Zeppelin. Skoro jednak trzeba wybrać jedną kompozycję, to wskazuję na „Wanton Song” z tejże płyty. Przyznam, że kiedyś nie doceniałem specjalnie owego utworu, bo na tej świetnej płycie jest przecież wiele znakomitych numerów. Dostrzegłem, a raczej dosłyszałem jego wartość, po występie Page’a i Planta w Katowicach w 1998 roku. Właśnie tą kompozycją panowie zaczęli swój występ i to był dobry pomysł, bo to wybuchowy, czadowy kawałek ze soczystym gitarowym riffem, który dobrze spełnia zadanie „startera”. Te cztery minuty skumulowanej energii, zgodnie z tytułem, prowokują do żywszych reakcji, a zatem można nawet zatańczyć…

Radek

 

Co do płyty Led Zeppelin III – to trochę z urzędu mówi się o niej akustyczna, ale jest tam sporo elektrycznego grania. Myślę, że Page trzymał wówczas rękę na pulsie w kwestii trendów i doskonale wiedział co należy eksponować.

Zawsze kiedy pojawia się temat Led Zeppelin i nagrań muzyków po rozpadzie zespołu, zastanawiam się, jak to możliwe, że Jimmy Page, kreatywna siła, geniusz, tak naprawdę nigdy nie odnalazł się po rozpadzie Zeppelinów. Było The Firm, świetna płyta z Coverdalem, później powrót do współpracy z Plantem, płyta z The Black Crowes. Tylko tyle w ponad 40 lat. Jestem pewien, że chciał jechać w trasę po koncercie w o2 w Londynie, kiedy zeszli się po raz ostatni. Plant poradził sobie o wiele lepiej budując karierę, która jest niezależna od brzemienia Led Zeppelin. Widać – dla Jimmy’ego Led Zeppelin było wszystkim.

Bartek

 

Alison Krauss słucham od wielu lat, gdy jej kariera rozwijała się z zespołem Union Station. Pierwsza płyta jaka znalazła się w mojej kolekcji to było „Forget About It” z 1999 i zaraz po pierwszych przesłuchaniach zacząłem szukać poprzednich płyt - „So long, so wrong”, „Two highways”, „Everytime You Say Goodbye”, a gwiazda stylu bluegrass natychmiast powędrowała na listę obowiązkowych zakupów nowych nagrań. Podczas wizyty w Szwecji wypatrzyłem płyty koncertowe „Alison Krauss & Union Station - Live”. To był naprawdę dobrze zaopatrzony sklep muzyczny, bo oprócz cd stało dvd. Bardzo polecam obejrzenie i posłuchanie znakomitego występu.

Płyta „Rising sand” nagrana z Robertem Plantem pokazuje szerokie spektrum zainteresowań muzycznych Alison Krauss i choć dla wielu osób mogła być zaskoczeniem, to dla znawców twórczości Victora Kraussa (brata Alison), była ciekawą kontynuacją pewnego nagrania rodzeństwa z płyty Victora „Far from enough”

Bardzo dziękuję za przedstawienie Alison Krauss w Wieczorze Płytowym. Mam nadzieję, że zbliżający się koncert w Operze Leśnej w Sopocie będzie muzycznym wydarzeniem.

Roman

 

Odnosząc się do Panów pytania o wybór piosenki Led Zeppelin na dziś, a może i nie tylko - takiej, którą uważam za szczególną - padło na „Moby Dick” z „Led Zeppelin II” . To nieoczywisty wybór ze względu na fakt, że utwór jest zupełnie instrumentalny i nie słyszymy w nim postaci głównej dzisiejszego wieczoru - Roberta Planta. Uważam tą piosenkę za wyjątkową ze względu na niesamowitą solówkę na perkusji Bonhama - przyznam szczerze, że z takim „zjawiskiem” jeszcze nie spotkałem się w mojej dotychczasowej eksploracji muzycznych archiwów i nie przypominam sobie jakiejkolwiek piosenki, w której wystąpiłaby podobna. Klamrą piosenki jest jeden z wielu świetnych, dynamicznych riffów Page’a, który wybrzmiewa na rozpoczęcie i zakończenie. Zawartość środka wypełnia sam jedyny Bonham.

Gdy rozpoczynająca piosenkę gitara ucicha, tempo piosenki zwalnia i z nieznaczną szybkością narasta w miarę uzyskiwania przez niego coraz bardziej wymyślnych dźwięków. W niektórych momentach brzmią one naprawdę oryginalnie - chociażby dlatego, że Bonham grał piosenkę na perkusji gołymi rękoma!

W wersji studyjnej perkusja brzmi i rozkręca się przez około 3 minuty, na koncertach Bonham był w stanie improwizować przez blisko 20 minut i ani przez moment przy tym nie nudzić.

Kiedy dochodzi do szczytowego momentu i tempo bicia w bębny narasta maksymalnie, następuje gładkie przejście do kończącej partii gitarowej, która efektownie spina całość i energicznie rozładowuje całe napięcie zbudowane przyśpieszającą perkusją.

Pierwszy raz słuchając „Moby Dick” byłem bardzo zaskoczony jej brzmieniem, ale szybko stała się jednym z moich faworytów jeśli chodzi o twórczość Led Zep. Z pewnością panowie nie wyprodukowali bardziej oryginalnej piosenki, nie da się jej z żadną inną pomylić!

Jakub

 

Była połowa lat 70-tych, miałem 13 lat, uwielbiałem słodkie, melodyjne piosenki ABBY, Anny Jantar, Ireny Jarockiej…

Rodzice kupili nam pierwszy magnetofon (kasetowy mk 125), a mój straszy brat nagrał i ciągle puszczał jakieś straszne darcie i wycie - nie do zniesienia!

I tak było przez parę tygodni… gdy nagle - jakiś czar - ta piosenka całkowicie mną zawładnęła, jej dzikość, energia i ekspresja.

ABBA wylądowała gdzieś w lamusie, a zaczęła się wielka przygoda z Muzyką, która trwa do dziś, i zaprowadziła mnie do światów, których bym nigdy nie oczekiwał.

Nauka na całe życie: nigdy nie skreślaj muzyki, która Cię odrzuca po pierwszym przesłuchaniu!

Sławomir

 

Led Zeppelin III ma rewelacyjne kawałki folkowe, niemniej bardzo podoba mi się blues Since I've been loving you. Kilka lat temu byłem w Bielsku-Białej na koncercie zespołu Tomáš Kočko & Orchestr. Nie dość, że do jednego biletu była przypisana degustacja jednego piwa, to Tomáš Kočko z zespołem zagrał repertuar folkowy bardzo przypominający mi klimatem album Led Zeppelin III oraz Jethro Tull. Do przyjaciela z którym pojechałem na koncert przy kilku utworach powiedziałem, żeby skojarzył linię melodyczną z utworami Led Zeppelin wydanymi na III albumie grupy, wymieniając tytuły z III albumu supergrupy. Wracając do Tomasza Kočko & Orchestr to wokale w języku czeskim a szczególnie w gwarze śląsko-morawskiej były do zrozumienia dla nas bez problemu. Fajnie byłoby sobie zrobić wyjazd z południa Polski nad morze dla wspaniałego duetu Alison i Roberta.

Krzysztof

 

Pytanie wydało mi się trudne. Jednakże tylko przez chwilę.

Jeśli chodzi o trójkę LZ, moje wspomnienia są zamglone. Nabyłem ten album pierwszego września 2002 roku. Niestety (kurczę pióro) wraz z czwórką. Czwórka kompletnie mnie pochłonęła. Przez co trzeci album leżał z tyłu mojej głowy. Dopiero po roku (szkolnym) kiedy ukazał się koncertowy album „How The West Was Won”, utwory z „Trójki” trafiły do mnie ponownie i to ze zdwojoną siłą. Do tej pory uważam tę koncertówkę za szczyt formy (oraz kariery) LZ. Utwory z trójki współbrzmią idealnie z kawałkami z czwórki i (jeszcze wtedy niewydanej) Houses Of The Holy. „Immigrant Song” otwierający ten koncert jest potężny, „Since I've Been Loving You” w tym wykonaniu przebija (moim zdaniem) wszystkie bluesy LZ. Prze-potężnie smutny i niezwykle lekki zarazem. Na „How The West Was Won” pojawiają się jeszcze (w secie akustycznym) „That’s The Way” i „Bron-Yr-Stomp”, natomiast tenże set rozpoczyna „Going To California”. I właśnie „Going To California” wybrałbym. Ten utwór kojarzy mi się z tamtym latem 2003. Przypomina mi mnie, z tamtych lat. Naiwnego jak tekst do tego utworu, jednakże wesołego i oplecionego kwiatami.

Cudnie wrócić do III jest to wszystko o Led Zeppelin, zamknięte w jednej płycie.

Mikołaj

 

Ufff… wybranie jednego utworu Led Zeppelin to strasznie ciężkie zadanie. Zawsze myślałem, że stworzenie składanki greatest hits of Led Zeppelin to totalny bezsens bo wszystkie utwory tego zespołu są genialne więc nie da się wybrać kilku a co dopiero jednego dzisiaj… W tym momencie, teraz, znając ten zespół wiele lat myślę że wybrałbym „The Rain Song”. Za każdym razem słuchając tej kompozycji przechodzą mi ciarki. Moim zdaniem najpiękniejsza ballada LZ, może nie dramatyczna jak „Since I’ve been loving you”, ale lirycznie równie porywająca, pokazująca autentyczne uczucia autora tekstu. Ze wszystkich rockowych ballad nie ma żadnej która tak bardzo potrafiłaby odzwierciedlić moje uczucia sprzed wielu lat kiedy byłem nastolatkiem, pierwsza miłość, czasy liceum, znacznie mniej zmartwień niż dzisiaj. Każdy odsłuch tego utworu przywołuje wspomnienia najlepszego czasu w życiu, czasu beztroski całkowitej. Ahhh…

Mateusz

 

Dzisiejsza audycja jest dla mnie dużą dawką wspomnień z muzyką Zeppelinów. Chcę się dzisiaj również z Państwem zabawić w wybór typu The Best of.

Pozwolę sobie opowiedzieć historię wyboru zakupu swojej pierwszej długogrającej płyty. Przebywałem akurat w Anglii i kolega miał odtwarzacz płyt winylowych. Żaden super sprzęt, ale kupił kilka longplayów i słuchaliśmy, głównie bluesa. Postanowiłem i ja nabyć kilka płyt, zapoczątkować swoją płytotekę.

Poszedłem do sklepu muzycznego i długo wybierałem swój pierwszy album. Tak długo, że kupiłem trzy pierwsze albumy, trzech różnych zespołów. I tak: The Doors, Black Sabbath i Led Zeppelin. Długo było słuchane i w kółko.

Gdybym dzisiaj miał określić ulubiony utwór Zeppelinów, na potrzebę zabawy nie wybrałbym na pewno Schodów do nieba, ale nie dlatego, że nie cenię tej kompozycji, ale jest ona tak mocno ograna, już teraz wszędzie, że sam już jej nie odtwarzam, choć to arcydzieło.

Wybrałbym utwór z mojej pierwszej płyty zespołu z numerem jeden.

You shook me. Blues chyba nie autorstwa Planta i spółki, ale wersja z ich płyty przemawia do mnie bardzo swoją surowością i porażającym wokalem Roberta Planta.

Choć gusta muzyczne się zmieniają, to dobrze posłuchać razem klasyki płyt rockowych.

Przemek

 

Zupełny chyba przypadek ale od tygodnia chłonę biografię Led Zeppelin Micke’a Wall’a „Kiedy giganci chodzili po ziemi” i słucham LZ na wszystkich dostępnych nośnikach i dzięki temu trafiłem na wersję utworu jw.

Znam ten tytuł oczywiście na pamięć z wersji studyjnej, ale to, co LZ zrobili z tym nagraniem na ww. koncercie, zupełnie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. John Paul Jones w tym nagraniu brzmi momentami jak Keith Jarret (przepraszam purystów jazzowych), a reszta zespołu dzielnie dotrzymuje mu kroku.

Prawdziwy LZ pokazuje swoją siłę właśnie w nagraniach koncertowych i „No Quarter” jest właśnie jednym z utworów potwierdzających tę tezę.

Ubolewam, że autor „No Quarter” John Paul Jones jest niesłusznie najmniej docenianym członkiem LZ.

Dobrze, że w odtwarzaczu jest funkcja „repeat” i moja żona okazała się tolerancyjna pozwalając by „No Quarter” brzmiał w naszym domu od rana do wieczora.

Piotr

 

Zabrałbym No Quarter - bo jest dość nietypowy jak na Zeppów, brzmi jak sen. Jako osoba grająca w zespole Zeppelinians – w hołdzie Led Zeppelin, przyznam, że przywodzi nam zawsze ciarki i bardzo duże emocje podczas grania, nigdy nie zabrzmi tak samo. Zawsze można wypłynąć w nim na szerokie, nieznane wody - piękna przygoda.

Michał

 

Przed chwilą w audycji zostało powiedziane, że każda generacja ma swoje „pierwsze razy” w słuchaniu danych albumów. Zgadzam się.

Mam 23 lata. Przyznam, że wielu płyt, które prezentują Państwo audycji słucham pierwszy raz. Jest mi z tym bardzo dobrze. Część z prezentowanych w audycjach utworów być może kiedyś słyszałem, lecz niekoniecznie znałem ich tytuły i wykonawców. Ot, takie bezrefleksyjne słuchanie w tle.

Pół życia nuciłem sobie „The Court of the Crimson King” nie znając ani tytułu, ani wykonawcy. Dopiero 1,5 roku udało mi się – za sprawą archiwalnych nagrań audycji Tomka Beksińskiego - połączyć muzykę z tytułem i wykonawcą. Podobnie miałem z Orinoco Flow Enyi, którą pierwszy raz usłyszałem mając lat 9 może 10 jako sygnał oczekiwania infolinii mojego ówczesnego operatora telefonii komórkowej. Ileż ja razy dzwoniłem na tę infolinię, żeby usłyszeć przyjemne plumkanie. Infolinia na szczęście była darmowa.

Podobnie miałem z „Immigrant Song”, które kojarzyłem jako utwór Zeppelinów, gdzie jest „takie ładne aaaa” i tuduududduudu, ale takie rytmiczne.

Myślę, że można odkładać swoje muzyczne „pierwsze razy”. Odkładam w ten sposób na wieczne „kiedyś” program Jacka Kaczmarskiego „Szukamy stajenki”. Podobnież chciałbym odłożyć sobie coś innego mojego ulubionego zmarłego artysty – Grzegorza Ciechowskiego, ale już przesłuchałem w zasadzie wszystko: od płyt przez nagrania koncertowe kończąc na innych nie do końca legalnych nagraniach z Internetu. Czasami wypływają niepublikowane nagrania koncertowe, ale to wciąż nie to.

Karol

 

Mój głos jest trochę w opozycji, ale może być dla słuchaczy interesujący, bo a nuż nie wszyscy dzielą dzisiaj zachwyt nad LZ. Ostatni raz słuchałem LZ III jakieś 35 lat temu, a jakieś 45 lat temu „zakatowałem” kasetę przegrana z trzeszczącej płyty LZ III.

Niestety po latach nie jestem w stanie już słuchać tej hipisowskiej maniery śpiewu Planta. Gitary brzmią świetnie, ale te nawiązania do folku brzmią trochę jak Skaldowie na lepszych gitarach.

Wszystkich fanów przepraszam i zapewniam, że dzisiaj Plant brzmi swietnie – dużo lepiej niż kiedyś, ale może to kwestia gustu albo wieku…

Bilet na koncert już MAM, bo uwielbiam Alison Krauss z Plantem. Obydwie ich płyty są godne wielokrotnego przesłuchania.

Piotr

 

Wrażenie lotu, lekkości i ciężaru jednocześnie. Od krainy łagodności, po niemalże metalowy, muzyczny szczyt. Spakowanie muzyki rockowej w pigułkę.

Czym jest rock? Posłuchaj Stairway…

Znakomicie słucha się dziś z Panami Led Zeppelin III. Znam na pamięć, a ile odkryłem tego wieczoru.

I to, co zrobił Jimmy Page z nagraniami - ile jeszcze „wyciągnął muzyki” z muzyki. Aż gęsto, tyle tu artyzmu!

Na bezludną wyspę najbardziej niby oczywiste jest wybranie „Tea for one”, jednak mimo wszystko, dziś też – Stairway to Heaven…

Andrzej

 

Pytanie naprawdę bardzo trudne, bo jak wybrać jeden utwór z kilkudziesięciu wyjątkowych i ulubionych. Mój wybór chyba nie będzie zbyt oczywisty. Płyta „In Through The Out Door”, a utwór to „Fool In The Rain”. Fantastyczny pokaz gry na perkusji w wykonaniu Bonzo, prosty riff na klawiszach i lekkość gry. Bridge w którym pojawia się samba i powrót z niej na riff główny. Prawdziwy majstersztyk. Uwielbiam ten utwór. Niewiele osób wie, iż w słynnym utworze „Rosanna” grupy Toto Jeff Porcaro wzorował się na grze Johna Bonhama w utworze „Fool In The Rain”. O czym zresztą sam mówił w wywiadach.

Wszystkie płyty Zeppelinów są fantastyczne, choć muszę przyznać, że brzmieniowo największe wrażenie do tej pory robi na mnie pierwszy album. Jeśli chodzi o Trójkę, to w czasie, kiedy poznawałem twórczość zespołu, ta płyta nie interesowała mnie aż tak bardzo. Pewnie dlatego, że byłem fanem mocnego grania. Dziś odbieram ją zupełnie inaczej. „Friends” oraz „Gallows Pole” zwalają z nóg.

Tak się złożyło, że w życiu związałem się z muzyką na dobre i miałem to szczęście, że na swojej drodze spotkałem ludzi, którzy tak samo jak ja są zafascynowani muzyką Led Zeppelin. Tak narodził się projekt ZEPPELINIANS, a dzięki uprzejmości i życzliwości Pana Piotra Kaczkowskiego utwory Led Zeppelin w naszym wykonaniu można było usłyszeć w radiowej Trójce. Wykonywanie tych utworów na żywo to prawdziwe święto. Myślę, że gdybym na bezludnej wyspie miał gitarę to z pewnością więcej niż jeden utwór byłoby tam słyszalny :)

Tomasz


***

Tytuł audycji: Wieczór płytowy

Prowadzili: Przemysław Psikuta i Piotr Metz

Data emisji: 19.06.2022

Godzina emisji: 22.00

Czytaj także

Led Zeppelin – numer 1 na listach wszech czasów

Ostatnia aktualizacja: 04.12.2020 05:35
4 grudnia 1980 roku członkowie brytyjskiej grupy hardrockowej Led Zeppelin ogłosili koniec wspólnego istnienia.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Jej brzmienie zaskoczyło. Płyta "Led Zeppelin I"

Ostatnia aktualizacja: 12.01.2021 05:35
Dokładnie 52 lata temu – 12 stycznia 1969 roku – ukazał się pierwszy longplay mało znanej wtedy grupy Led Zeppelin. Bez specjalnego tytułu, jakby nazwa zespołu miała być jego jedyną reklamą, jedyną wizytówką.
rozwiń zwiń